piątek, 26 lipca 2019

Krzyżacy przybywają! Jak na Ziemi Lubawskiej upadły Święte Gaje, a Słońce powoli przestawało być Bogiem



Wstęp
Prusowie, gdybyśmy dziś zapytali mieszkańców Ziemi Lubawskiej z czym kojarzy im się ta nazwa to pewnie byśmy usłyszeli: „z Prusami, czyli z Niemcami”. Niestety ale tylko my historycy oraz regionaliści i nieliczni uczniowie okolicznych szkół (naprawdę nieliczni) posiadamy wiedzę o Prusach, czyli poganach, którzy żyli na terenie całego województwa warmińsko – mazurskiego do XIII wieku. Wiek ten był przełomowy. To właśnie wtedy, najpierw biskup Chrystian z zakonu cystersów, a później zakon krzyżacki nawrócili mieszkańców Ziemi Lubawskiej i całych Prus (obecne województwo warmińsko – mazurskie) na chrześcijaństwo.

Niewiele wiemy o tym tajemniczym ludzie. Jednak to nie oznacza, że nie wiemy nic. Na dzień dzisiejszy możemy z pewnością stwierdzić, że Prusowie nigdy nie stworzyli jednolitego państwa, byli podzieleni na plemiona, które często walczyły ze sobą oraz broniły się przed najazdami chrześcijan z ziemi chełmińskiej i Mazowsza. Oczywiście nie bądźmy naiwni i nie koloryzujmy Prusów, którzy również napadali na ziemie swoich chrześcijańskich sąsiadów, palili ich wioski, brali łupy oraz niewolników.

  Znaleziska archeologiczne z okolicznych grodzisk jednoznacznie i bezspornie udowodniły, że na terenie Ziemi Lubawskiej kwitł handel między światem chrześcijan i pogan, a w czasach dawniejszych na terenie tym krzyżowały się dwa szlaki bursztynowe. W czasach starożytnych kupcy m.in. z Rzymu i Egiptu podróżowali przez te tereny i zatrzymywali się w miejscach, w których obecnie znajdują się wsie Targowisko Dolne i Targowisko Górne.


Tak więc obszar Ziemi Lubawskiej w czasach starożytnych był obszarem, który przecinały szlaki handlowe prowadzące nad Morze Bałtyckie. Później w średniowieczu zamieszkali tu Prusowie, z plemienia Sasinów (Zajęcy). Nie wiemy, w którym wieku Sasini przybyli ze wschodu (dokładnie z Galindii, krainy wielkich jezior ma Mazurach) na teren Ziemi Lubawskiej prawdopodobnie osiedlili się tu między VIII – IX wiekiem. Wiemy natomiast, że w czasach Bolesława Chrobrego (992 – 1025), a dokładnie w roku 1015 roku rozpoczęły się zbrojne wyprawy na tereny kontrolowane przez pogańskie plemiona. Chrobry opanował wówczas Ziemię Chełmińską i dotarł aż do rzeki Ossy, która stanowi zachodnią granicę Ziemi Lubawskiej – zamieszkiwanej wówczas przez pruskie plemię Sasinów. Do kolejnych prusko – polskich potyczek doszło za panowania Władysława Hermana (1079 – 1102). Zarówno Słowianie jak i poganie przez cały czas ograniczali się do łupieżczych najazdów, porywania kobiet i dzieci oraz wypraw odwetowych[1].  

            Do największej fali krucjat na tereny Sasinów i Galindii doszło za panowania Bolesława Krzywoustego (1107 – 1138), który był ostatnim polskim królem przed rozbiciem dzielnicowym. Jak prędzej wspomniałem tereny Ziemi Chełmińskiej aż do Osy zostały zdobyte przez Bolesława Chrobrego co oznacza, że krucjaty z XI wieku odbywały się na ziemiach położonych za rzeką Osą – kontrolowanych przez plemiona Sasinów[2]. Łupieżcze walki, krucjaty i wyprawy odwetowe organizowane przez pruskie plemiona trwały aż do XIII wieku, który był wiekiem przełomowym, wiekiem w którym barwna, różnorodna i tajemnicza religia Prusów zaczęła być stopniowo wypierana przez chrześcijaństwo. W pewnym sensie proces ten trwa do dnia dzisiejszego.


Początek nowej religii...
             Najbardziej przełomowy okres dla rozwoju chrześcijaństwa na omawianych terenach przypada na lata 1209 – 1230 i wiąże się z Chrystianem, cysterskim mnichem pochodzącym z Oliwy. Chrystian próbował nawrócić pogan i zbudować własne państwo misyjne w Prusach. Niestety pogański sprzeciw wobec nowej religii z czasem spowodował załamanie się misji cystersa i sprowadzenie na tereny Ziemi Chełmińskiej Krzyżaków, którzy zastąpili biskupa w jego chrystianizacyjnej misji. Zakon Krzyżacki często siłą zmuszał Prusów do chrztu, „nawracał mieczem”. W XIII wieku wielu pogańskich mieszkańców Ziemi Lubawskiej i okolicznej Galindii poległo w obronie swojej rodzimej wiary, a ich miejsce z czasem zajęli  osadnicy, głównie z Niemiec i Mazowsza, którzy w XIII i XIV wieku licznie przybywali na dawną ziemię Sasinów. Nowi mieszkańcy osiedlali się w pruskich folwarkach i grodach, takich jak np. Lubawa o której najstarsze podanie pochodzące z drugiej połowy XIII wieku, mówi: „(…) okolica była tu malownicza i pięknie położona, a lasy otaczały zewsząd osadę, przez którą przepływały rzeki Sandela i Jesionka (…)”. 

W tym miejscu należy wyjaśnić, że nie wiemy kiedy i kto wybudował Lubawę. Sama nazwa wskazuje na polskie pochodzenie osady, co może oznaczać, że zbudowali ją kupcy, którzy  wędrowali ze swoimi towarami do okolicznej  miejscowości zwanej Targowisko, w której od zamierzchłych czasów znajdowało się ogromne miejsce targowe. Targowisko było odwiedzane zarówno przez handlarzy pochodzących z terenów piastowskiej Polski jaki i z odległych krajów południowej i wschodniej Europy[3].

Zamieszkiwana przez plemię Sasinów Ziemia Lubawska chyba jako pierwsza z obszaru całych Prus zgodziła się na przyjęcie chrześcijańskiej religii. W roku 1216 Surwabuno, tutejszy wódz (nobil, rijkas) przyjął chrzest. Pruski wódz wierzył zapewne, że przyjęcie chrześcijaństwa spowoduje zaprzestanie łupieżczych najazdów, zwłaszcza ze strony chrześcijańskiego księcia Konrada mazowieckiego. Surwabuno za namową biskupa Chrystiana udał się razem z Warpodą, panem Ziemi Łążyńskiej do Rzymu, gdzie papież Innocenty III 18 lutego 1216 roku w dokumencie Terra Lubouia potwierdził, że jest on prawowitym, nawróconym na chrześcijaństwo władcą tych obszarów. Dokument papieża jest pierwszym źródłem pisanym, w którym pada nazwa Ziemia Lubawska (Terra Lubouia lub terra lubawia). Misja cysterska prowadzona m.in. na terenie obszaru położonego na wschód od Drwęcy, zajętego wówczas przez ludność sasińską została przychylnie przyjęta przez większość okolicznych możnych, tzw. pruskich nobilów. Poddani księcia Surwabuno przyjmując chrześcijaństwo chcieli pozbawić stronę polską pretekstu do najazdów i wymuszania danin. Poza tym prawdopodobnie dostrzegli oni w nowej religii sprawniejszy od systemu wierzeń i kultów pogańskich instrument, wspierający ewolucję polityczną społeczeństwa. Papież Innocenty III docenił działalność misyjną biskupa  i w 1216 roku postawił go na czelne nowo utworzonego biskupstwa pruskiego. Tym samym został on  mianowany przez „głowę” Kościoła pierwszym biskupem misyjnym dla Prus. Była to nagroda za nawrócenie pogan z Ziemi Lubawskiej oraz innych plemion pruskich osiadłych na prawym brzegu Wisły i w Pomezanii[4].

W latach dwudziestych XIII wieku na nowo nawróconej przez biskupa Chrystiana Ziemi Lubawskiej doszło do walk między ochrzczonymi Prusami (z plemienia Sasinów), zwanymi neofitami, a pogańską ludnością, która nie chciała odejść od rodzimej wiary. Starcia były bardzo krwawe i ostatecznie doprowadziły do zniszczenia Lubawy oraz wielu okolicznych miejscowości. Wojna domowa na tych terenach, coraz liczniejsze najazdy pogańskich Prusów niepokoiły chrześcijańskich władców z Mazowsza. Rycerze Konrada mazowieckiego oraz zakon rycerski Braci Chrystusa nie potrafili podołać pruskim najazdom. Sytuację z tamtych lat bardzo drastycznie przedstawia Kronika oliwska, w której czytamy: „W owym czasie Prusowie obelżywie napadali na ziemie chrześcijańskie (…), ogałacali je z ludności, niszczyli ogniem i zabijali mężczyzn, kobiety i dziewice bezcześcili oraz brali do wiecznej niewoli (…)[5].

 W 1226 roku  książę Konrad Mazowiecki  "wysłał zaproszenie" Zakonowi Niemieckiemu Najświętszej Maryi Panny – potocznie zwanemu Krzyżakami (Kreuzritter) lub Zakonem Krzyżackim, który miał pomóc w odparciu pruskich ataków i prowadzeniu akcji chrystianizacyjnej. Wspomniana kronika opisuje te wydarzenia następująco: „(…) książę odbywszy (…) naradę z panem Chrystianem (…) i innymi biskupami i rycerzami w swoim księstwie na skutek wieści o braciach zakonu niemieckiego, wysłał posłów do brata Hermana von Salza (…) prosząc pobożnie, aby z zakonu swego pewną liczbę braci do ziemi jego skierował celem uśmierzenia okrucieństw wspomnianych Prusów; obiecał jednocześnie, że będzie stale dobroczyńcą zakonu tych braci, których [w. mistrz] do niego skierował (...)”[6].  Krzyżacy nie potrafili odrzucić zaproszenia księcia z Mazowsza, który dodatkowo w 1228 roku oddał  im „ (…) ziemię chełmińską i lubawską prawem dziedzicznym na wieczne posiadanie, aby bronili chrześcijaństwa przeciw wspomnianym poganom (…)”. Elementem rozpoznawczym rycerzy Zakonu Krzyżackiego były czarne krzyże noszone na białym płaszczu[7].

Przejęcie dóbr i przywilejów biskupich było ostatnim krokiem Zakonu, który jeszcze w 1230 roku rozpoczął krwawą akcję chrystianizacyjną, a przynajmniej część historyków przekonuje nas, że nawracanie pogan było krwawe.  Jednym z takich historyków jest profesor Henryk Łowmiański, który w książce Prusy – Litwa - Krzyżacy napisał: „Ci misjonarze (…) odznaczali się niesłychaną bezwzględnością w postępowaniu z tubylcami i zmuszali ich do posłuszeństwa, nie cofając się przed okrutnymi środkami, budzącymi grozę nawet w niezbyt wrażliwej na fizyczne cierpienia średniowiecznej Europie”. Najlepszym dowodem na to, że Krzyżakom obce było chrześcijańskie miłosierdzie ma być fakt, że w XIII wieku doszło do trzech powstań pruskich. Wiadomo powstanie organizuje tylko ludność, która jest niezadowolona ze swojego losu, ludność buntująca się przeciwko władzy. Z drugiej strony ci którzy twierdzą, że Zakon krzyżacki w XIII - IV w. dał radę wymordować (zdziesiątkować?) wszystkie plemiona pruskie chyba są w błędzie ponieważ gdyby to była prawda nie byłbym w stanie napisać tego artykułu: "Rok 1520. Pruski kapłan dzięki magicznym obrzędom odstraszył wroga flotę"

Tak więc te wszystkie twierdzenia o tym, że plemiona pruskie wraz z cywilizacją Sasinów z terenów Ziemi Lubawskiej zostały przez Krzyżaków doszczętnie wyniszczone wydają się być przesadzone. Moim zdaniem kultura pruska została wchłonięta przez kulturę krzyżacką (niemiecką?) i z czasem zanikła. Chociaż w XXI wieku obserwujemy próby reanimacji tej kultury które obserwuję z wielkim entuzjazmem. 

Faktem jest jednak to, że Zakon krzyżacki bywał brutalny i tworzył swoje własne państwo, a niepokornych czasem faktycznie próbowano nawracać siłą. Faktem jest też to, że plemię Sasinów chyba jako jedno z pierwszych pruskich plemion zniknęło z kart historii, a ostatnią wzmiankę o tym tajemniczym ludzie znajdziemy w dokumencie króla czeskiego Przemysława Ottokara II, który w 1267 roku brał udział razem ze swoim wojskiem i Krzyżakami w wyprawach chrystianizacyjnych na terytorium pruskie. Dokument ten jest ostatnim źródłem wspominającym o Sasinach (dawnych mieszkańcach Ziemi Lubawskiej). W następnych latach słuch o tym tajemniczym plemieniu zaginął, a jego miejsce zajęli chrześcijańscy koloniści z krajów zachodnich[8].




Białe strzałki wzdłuż Wisły, po lewej stronie na powyższej mapie przedstawiają kierunek ekspansji /podboju Prus przez Zakon krzyżacki. Samą mapę stworzyłem kiedyś na potrzeby swojej powieści historycznej dlatego proszę nie przywiązujcie wagi do detali ponieważ niektóre lokacje są literacką fikcją. Czy Krzyżacy podbijając Prusy mieli do czynienia z samymi poganami? Chyba nie do końca ponieważ biskupowi Chrystianowi udało się namówić do przyjęcia wiary w jednego Boga całkiem sporą grupę pogańskich Sasinów oraz przedstawicieli innych plemion.

Z historycznego punktu widzenia podbój Prus przez Krzyżaków rozpoczął się dopiero w latach 30-tych XIII wieku, a nie w roku 1226 jak się nas uczy w szkołach. Zwróćcie uwagą na lewą stronę powyższej mapy. W lewym dolnym roku znajduje się biała tarcza z czarnym krzyżem, która symbolizuje Zakon krzyżacki.

Warto wiedzieć, że dopiero w 1228 r. na Mazowsze przybyli dwaj Krzyżacy Filip von Halle i Henryk Böhme oraz rycerz nie należący do Zakonu o imieniu Konrad. Ciekawe jest to, że realne działania zbrojne Zakon krzyżacki rozpoczął dopiero ok roku 1230.  Najpierw (zgodnie z legendą) siedmiu rycerzy Zakonu osiedliło się w Nieszawie – po lewej stronie Drwęcy. Na powyższej mapie pokazałem kierunek ich początkowej ekspansji (wszystko zaczyna się przy białej tarczy z czarnym krzyżem w lewym dolnym rogu mapy).

W 1230 r. Krzyżacy musieli odbić z rąk pogan Ziemię Chełmińską, co oznacza, że chrześcijanie zostali z niej wyparci w poprzednich latach (1223-1230). Ziemia Lubawska też zapewne upadła, a biskup Chrystian musiał schronić się w Płocku lub Zantyrze.

Tak więc mamy krucjatę z 1223 r. którą wplotłem do fabuły swojej powieści i potem jest okres upadku chrześcijaństwa na Ziemi Chełmińskiej i Ziemi Lubawskiej. Dopiero w 1230 r. chrześcijanie, a precyzyjniej Krzyżacy podejmują realne i skuteczne działania zbrojne. Najpierw z Nieszawy przeprawiają się przez Wisłę, zajmują pogański gród i nadają mu nazwę Toruń oraz prawa miejskie. To samo robią z Chełmnem, które odbijają z rąk pogan nadają prawa miejskie i budują silne fortyfikacje.





Uważam, że powyższa mapa najdokładniej pokazuje kierunki podboju pogańskich Prus przez Zakon krzyżacki. Zauważcie, że Krzyżacy w pierwszej dekadzie podbojów nie byli zainteresowani wschodnią częścią Ziemi Chełmińskiej oraz Ziemią Lubawską /Ziemią Sasinów.
            Strategia Zakonu krzyżackiego była inna, nikt do tej pory nie próbował podbić /schrystianizować pogańskich plemion pruskich w taki sposób.

            Historia Zakonu krzyżackiego jest bardzo ciekawa. Pisałem już w rozdziale ósmym swojej powieści (kliknij), że w 1222 roku książę śląski Henryk Brodaty nadał Krzyżakom wieś Lasocice koło Namysłowa na Dolnym Śląsku. To on, jako pierwszy sprowadził ten Zakon na ziemie polskie.

Henryk Brodaty z żoną Jadwigą Śląską (późniejszą świętą Kościoła katolickiego) namówił Konrada mazowieckiego do sprowadzenia Krzyżaków na Ziemię Chełmińską. Otóż wydaje mi się, że na Mazowszu zrównywano Zakon krzyżacki z templariuszami i joannitami. Oba zakony miały swoje komandorie (siedziby) m.in. na Śląsku i w Wielkopolsce. Konrad mazowiecki zapewne naiwnie myślał, że Krzyżacy będą postępować tak samo, zbudują na Ziemi Chełmińskiej kilka komandorii i będą nawracać na chrześcijaństwo Prusów. To właśnie, dlatego w latach 1225-1226 książę Mazowsza zwrócił się do Zakonu krzyżackiego z propozycją nadania im Ziemi Chełmińskiej w zamian za przyjęcie przez nich obowiązku obrony pogranicza Mazowsza i pogańskich Prus. Konrad mazowiecki zapewne łudził się, że za pomocą Krzyżaków podbije Prusy, zmarginalizuje znaczenie biskupa Chrystiana i stanie się najpotężniejszym z książąt piastowskich.
W praktyce okazało się, że to Zakon krzyżacki wspierany przez Fryderyka II Hohenstaufa podbił Prusy, zbudował tam swoje państwo i zmarginalizował całą konkurencję. Mówiąc prostszym językiem: Krzyżacy wykiwali wszystkich.



Krzyżacy – polityka oraz strategia podboju pogańskich plemion pruskich:

Zakon krzyżacki był jednym z trzech, obok Joannitów i Templariuszy wielkich zakonów powstałych podczas wypraw krzyżowych do Ziemi Świętej. Został utworzony w Akkon w Palestynie w 1191 roku do walki z Muzułmanami. W XIII wieku Krzyżacy przenieśli się na tereny Zachodniej Europy i próbowali stworzyć własne państwo. Do pierwszej próby doszło na Węgrzech gdzie zakon przybył na zaproszenie króla Andrzeja II w 1211 roku. Węgierski władca poprosił o obronę swoich granic przed Połowcami i nadał braciom zakonnym liczne ziemie. Krzyżacy od początku próbowali uniezależnić się od władz węgierskich i przywłaszczyć sobie tereny otrzymane od króla. Ich postępowanie z czasem zirytowało Andrzeja II, który w 1225 roku wyrzucił zakonników z Węgier. 

Kolejna szansa na stworzenie własnego państwa pojawiła się wraz z zaproszeniem Konrada mazowieckiego. Pierwsze rozmowy księcia mazowieckiego z Zakonem odbyły się w latach 1225-1226.

Książę Konrad mazowiecki sprowadził na tereny Ziemi Chełmińskiej Zakon Niemiecki Najświętszej Maryi Panny – potocznie zwany Krzyżakami (Kreuzritter) lub Zakonem krzyżackim, który miał pomóc w odparciu pruskich ataków i prowadzeniu akcji chrystianizacyjnej. W tym miejscu warto zacytować publikację pt.: „Podbój Prus w świetle Starszej kroniki oliwskiej” [w:] Zakon krzyżacki w Prusach – wybór tekstów źródłowych, praca zbiorowa pod red. Andrzeja Radzimińskiego, Toruń 2005, s. 105: „(…) książę odbywszy (…) naradę z panem Chrystianem (…) i innymi biskupami i rycerzami w swoim księstwie na skutek wieści o braciach zakonu niemieckiego, wysłał posłów do brata Hermana von Salza (…) prosząc pobożnie, aby z zakonu swego pewną liczbę braci do ziemi jego skierował celem uśmierzenia okrucieństw wspomnianych Prusów; obiecał jednocześnie, że będzie stale dobroczyńcą zakonu tych braci, których [w. mistrz] do niego skierował (...)”.  Krzyżacy nie potrafili odrzucić zaproszenia księcia z Mazowsza, który dodatkowo w 1228 roku podobno oddał im „(…) ziemię chełmińską i lubawską prawem dziedzicznym na wieczne posiadanie, aby bronili chrześcijaństwa przeciw wspomnianym poganom (…)”. Elementem rozpoznawczym rycerzy Zakonu Krzyżackiego były czarne krzyże noszone na białych płaszczach.

 Musicie wiedzieć, że dopiero w 1228 r. na Mazowsze przybyli dwaj Krzyżacy Filip von Halle i Henryk Böhme oraz rycerz nie należący do Zakonu o imieniu Konrad.


W tym czasie, czyli w roku 1228 rodzi się problem. Powszechnie uważa się, że Konrad mazowiecki przekazał wówczas Krzyżakom Ziemię Chełmińską i zarazem zachował dla siebie całość książęcych prerogatyw. Problemem jest biskup Chrystian, któremu przecież przekazano całą Ziemię Chełmińską na mocy traktatu łowickiego z 5 sierpnia 1222 r. (o traktacie łowickim pisałem tu:

Jak to, więc jest z tą Ziemią Chełmińską? Czyja ona w końcu była? Księcia Konrada mazowieckiego, Krzyżaków, czy biskupa Chrystiana? Moje zdanie jest takie: w 1228 r. w wyniku ciągłych walk Ziemia Chełmińska znalazła się ponownie pod panowaniem pruskiego plemienia Pomezan. W wyniku licznych walk chrześcijańscy osadnicy zapewne opuścili wsie i grody na tych terenach. Biskup Chrystian w tym czasie prawdopodobnie sprawował realną władzę tylko na części lub całej Ziemi Sasinów. Możliwe, że uczynił z Lubawy twierdzę, która była jego ostatnią linią obrony przed poganami. Sytuacja musiała być dramatyczna skoro książęta polscy szukali pomocy z zewnątrz i poprosili o wsparcie Zakon krzyżacki, który okazał się być „lekarstwem gorszym od samej choroby”.

            Opisując Krzyżaków z pierwszej połowy XIII w. językiem współczesnym należy stwierdzić, że byli oni wytrawnymi politykami. Sprytu, pomysłowości i przebiegłości im nie brakowało. Wszystko dzięki zasługom dwóch najważniejszych przywódców Zakonu, którymi byli Hermann von Salza (wielki mistrz Zakonu krzyżackiego w latach 1210-1239) oraz Hermann von Balk (mistrz krajowy Zakonu krzyżackiego, „założyciel” Chełmna i Torunia). Ci dwaj przywódcy wszystko rozegrali wyśmienicie, kiedy było trzeba potrafili nawet posunąć się do fałszowania dokumentów. Świadomie nie będę podawał tu nazw tych dokumentów. Zrobiłem wyjątek dla traktatu łowickiego z 5 sierpnia 1222 r., który jest dokumentem autentycznym. No, mogę ewentualnie wspomnieć jeszcze o Złotej Bulli z Rimini, którą Krzyżacy sfałszowali w roku 1235 i zapisali, że jest to stary dokument wydany przez cesarza niemieckiego w 1226 r.

            W polityce międzynarodowej zaakceptowano dokument, jako autentyczny wydany 26 marca 1226 roku w mieście Rimini przez cesarza rzymsko-niemieckiego Fryderyka II. W bulli tej cesarz ubzdurał sobie, że jest uniwersalnym władcą chrześcijańskiej Europy, a w tym i Prus. Czujecie to? Cesarz niemiecki w Złotej Bulli z Rimini uznawał za legalne wszystkie krzyżackie podboje w Prusach, to co Krzyżacy zdobyli było ich, a Polacy mają się odczepić. Nagle okazało się, że biskup Chrystian nie ma prawa do niczego, wszystko należy się Krzyżakom, bo tak powiedział Fryderyk II – „pan ówczesnego świata”.

            Zostawmy jednak fałszowanie dokumentów. Krzyżacy od początku dążyli do podboju całych pogańskich Prus i zbudowania swojego chrześcijańskiego państwa. Byli gotowi posunąć się do wszystkiego, aby oszukać biskupa Chrystiana i księcia Konrada mazowieckiego. Zresztą biskup Chrystian do końca swojego żywota powtarzał, że od 1216 r. jest biskupem całych Prus aż po półwysep Sambijski. Z kolei Konrad mazowiecki naiwnie wierzył, że może kontrolować Krzyżaków i wyrzucić ich, kiedy tylko będzie chciał. Wszyscy dali się oszukać wytrawnym przywódcom Zakonu krzyżackiego.

            Ciekawe jest to, że realne działania zbrojne Zakon krzyżacki rozpoczął dopiero ok roku 1230.  Najpierw (zgodnie z legendą) siedmiu rycerzy Zakonu osiedliło się w Nieszawie – po lewej stronie Drwęcy. Na poniższej, mojej mapie pokazałem kierunek ich początkowej ekspansji. W 1231 r. przekroczyli Wisłę i wkroczyli na Ziemię Chełmińską. Opanowali tamtejszy gród i założyli miasto, które nazwali Toruń. W miejscu tym na mapie umieściłem „gród słowiański”, który strzegł przeprawy przez rzekę. Nie wiemy czyj on był na początku lat 30 XIII wieku. Możliwe, że znajdował się pod panowaniem Prusów. Jest to logiczne. Prawdopodobnie Prusowie z plemienia Pomezan opanowali Ziemię Chełmińską, dotarli aż do miejsca, w którym Drwęca wpływa do Wisły, a przerażony Konrad mazowiecki wezwał na pomoc Krzyżaków.
           

            Strategia podboju Prus:

            Taktykę walki Zakonu krzyżackiego najtrafniej opisał Eric Christiansen w książce pt.: „Krucjaty północne”. Oto jego słowa: „Kluczem do sukcesu Zakonu Niemieckiego był przykład Kawalerów Mieczowych z Inflant. Trzeba było zacząć od zbudowania szeregu nadrzecznych zamków, które posłużyłyby za bazy dla krzyżowców; dopiero potem można było pomyśleć o systematycznym zdobywaniu dalszych terenów i posuwaniu się na wschód za Niemen”. Od siebie uzupełnię, że biskup Albert von Buxhövden w 1201 r. w Inflantach założył Rygę, a rok później utworzył wspomniany przez Christiansena Zakon Kawalerów Mieczowych.
           
            Rycerzy Zakonu krzyżackiego nie przybyło wielu. Jednakże dzięki wytrawnej polityce i poparciu cesarza niemieckiego mogli liczyć na ogromne wsparcie niemieckiego rycerstwa i tamtejszych osadników. „Szli jak burza”, wzdłuż Wisły kierowali się ku północy na początku nie zapuszczając się w głąb pogańskiej puszczy. Nie popełniali błędów swoich poprzedników. Prędzej wszystkie wyprawy krzyżowe przeciwko Prusom kierowały się na wschód, w głąb lesistego kraju.

            Mistrz krajowy Zakonu Herman von Balk uznał jednak strategię swoich poprzedników za błędną, dlatego kierował się wzdłuż Wisły. Najpierw po przekroczeniu Wisły w ok. 1231 r. zajęto „gród słowiański”, któremu, w 1233 r. nadano prawa miejskie i nazwano „Toruniem”. W tym samym roku prawa miejskie otrzymał gród Chełmno. Lokacja miasta na prawie niemieckim stanowiła ogromny postęp. Niemieckie prawo lokacyjne tworzyło miasta i wsie z prawdziwego zdarzenia, z miejskimi /wiejskimi władzami samorządowymi. To była nowość na ziemiach polskich. Poza tym miasta tworzone przez Zakon krzyżacki były prawdziwymi fortecami. Krzyżacy nie „bawili się” w tworzenie drewnianych umocnień. Owszem na początku wznosili drewnianą palisadę jednak potem bardzo szybko ściągali osadników z Niemiec i Polski, nadawali prawa miejskie i rozpoczynali budowę ceglanych murów obronnych oraz zamków. Nowoczesne, zbudowane na wzór zachodni miasto z fosą, ceglanym murem obronnym i zamkiem było fortecą, którą pogańscy Prusowie mogli, co najwyżej obserwować z daleka. Nie mieli absolutnie żadnych szans na ich zdobycie. Poza tym do nowych, założonych przez Krzyżaków miast i wsi, czyli na początku lat 30 XIII w. do Torunia, Chełmna i wsi lokowanych w okolicy przybywali poza osadnikami rycerze z Zachodu, razem ze swą służbą i giermkami.

            W tym samym 1233 r. Zakon krzyżacki przy wsparciu polskiego i niemieckiego rycerstwa opanował pruski gród Kwedis w pogańskiej Pomezanii. Nadano mu prawa miejskie i zmieniono jego nazwę na Kwidzyn. Rok później, czyli w 1234 r. Krzyżacy nadali prawa miejskie Radzyniowi na Ziemi Chełmińskiej.

            Był to dopiero początek niemieckiego podboju. Później zorganizowano krucjatę dowodzoną przez margrabię miśnieńskiego, która mocno dała się we znaki (już i tak osłabionemu) pogańskiemu plemieniu Pomezan. Pomezanie zostali zmuszeni do zawarcia pokoju i przekazania Krzyżakom dwóch dużych jednostek rzecznych, które Hermann von Balk wykorzystał wyśmienicie. Popłynął Wisłą na północ i założył twierdzę i miasto Elbląg, z której mógł razić pogan od północy. Później złamał warunki pokojowe z Pomezanami i zajął ich pogański gród Kerseburg, któremu nadał prawa miejskie. Kerseburg to oczywiście dzisiejszy Dzierzgoń. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że w 977 r. w okolicy Dzierzgonia Prusowie zabili św. Wojciecha, który przypłynął tu łodzią z Gdańska.

            Lata 30 XIII wieku kończy założenie w 1239 r. nad Zalewem Wiślanym (ok. 50 km na północny-wschód od Elbląga) zamku w Bałdze (Balga obecnie znajduje się w obwodzie kaliningradzkim).

            Tak oto minęły lata 30 XIII w., plemiona Pomezan i Pogezan otrzymały dotkliwe ciosy. Zachodnia część Ziemi Chełmińskiej, Pomezania i część Pogezanii przeszły pod panowanie Zakonu krzyżackiego.


Streszczenie pierwszego etapu podboju Prus w latach 1230-1240 przez Zakon krzyżacki:

Krzyżacy byli wspierani przez ciągle napływające posiłki rycerstwa i zbrojnych przysyłane przez cesarza niemieckiego Fryderyka II oraz Konrada mazowieckiego. Dzięki nim, zdołali całkowicie opanować (podbić /schrystianizować) zachodnią Ziemię Chełmińską oraz Pomezanię i część Pogezanii aż do rzeki Pasłęki. Krzyżacka strategia prowadzenia wojny polegała na stopniowym eliminowaniu rozproszonych gniazd oporu Prusów i umacnianiu dopiero, co zdobytej władzy za pomocą systemu błyskawicznie budowanych fortyfikacji (z kamieni i cegieł).


Ciekawostka historyczna na zakończenie:

Łoza – tak do 1251 roku nazywano dzisiejszą Chełmżę. Poniżej wklejam ciekawy tekst ks. Stanisława Kujota, który wyjaśnia jak Łoza stała się Chełmżą:

"Powyżej dowiedliśmy, że już przed wystawieniem przywileju dla Chełmna i Torunia (czyli przed 1233 rokiem – mój przypis) porozumieli się Krzyżacy z Chrystyanem (biskupem Chrystianem – mój przypis) o zamianę dziesięcin biskupich z ziemi chełmińskiej na daninę zbożową. Nadto przyznali Krzyżacy biskupowi 600 włók ziemi, które mu pod Łozą czyli późniejszą Chełmżą, w Wąbrzeźnie, Bobrowie i nad Drwęcą, w późniejszem Mszanie – in Loża . .. et in Wambrez et in Boberow et super Drivanciam – wymierzyli. Może już Chrystian założył w swojej Łozie jakąś siedzibę duchowieństwa misyjnego, Heidenrych (Hidenryk był biskupem diecezji chełmińskiej w latach 1246-1263 – mój przypis) osiadł w niej od samego początku i wyniósł ją na stolicę dyecezyi, albowiem r. 1248 mówi o miarach zboża, które kościołowi chełmżyńskiemu dawane bywają – que ecclesie Culmseensi solvuntur – Niezawodnie on nadał też jako Niemiec swej siedzibie nazwę Culmsee, przypominającą nazwę dyecezyi od głównego miasta Chełmna wziętą. Obok nowej nazwy pierwotna poszła prędko w zapomnienie, choć jeszcze r. 1246 mistrz w. tylko Łozę – Loża – znał. Lud okoliczny przerobił nazwę Culmsee na Chełmżę”.


Autor: Tomasz Chełkowski

Kontakt: 
ziemialubawska@protonmail.com


Wszelkie prawa zastrzeżone!
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)

[1] Orłowicz Mieczysław, Ilustrowany przewodnik po województwie pomorskim, Lwów – Warszawa 1923, s. 27; Grążawski Kazimierz, Ziemia lubawska na pograniczu słowiańsko – pruskim…, s. 128 – 129;
[2] Ibidem, s. 129; Radzimiński Andrzej, Kościół w…, s. 9.
[3] Radzimiński Andrzej, Kościół w…, s. 10; Korecki Andrzej, Historyczna Ziemia Lubawska, Drwęca, marzec 2009, s. 9; Ruczyński Teofil, Opowiadania z pogranicza, Łódź 1973, s. 15; Falkowski Jan, Ziemia..., s. 105 – 107; Grążawski Kazimierz, Ziemia lubawska na pograniczu słowiańsko – pruskim…, s. 135; Grążawski Kazimierz, Z problematyki badań nad pograniczem polsko-pruskim w dorzeczu górnej Drwęcy. Próba podsumowań i postulaty badawcze [w:] Pogranicze polsko-pruskie i krzyżackie, (II), …, Włocławek-Brodnica 2007, s. 395; Orłowicz Mieczysław, Ilustrowany przewodnik po województwie pomorskim, Lwów – Warszawa 1923, s. 27.
[4] Sliwiński Józef, op. cit., s. 28; Grabowski Stanisław, Z dziejów Kurzętnika…, s. 12; Z historii dekanatu nowomiejskiego…, s. 8;
[5] Podbój Prus w świetle Starszej kroniki oliwskiej [w:] Zakon krzyżacki w Prusach – wybór tekstów źródłowych, praca zbiorowa pod red. Andrzeja Radzimińskiego, Toruń 2005, s. 105.
[6] Ibidem, s. 105 – 106.
[7] Ibidem, s. 106; Orłowski Mieczysław, Ilustrowany przewodnik…, s. 27; Śliwiński Józef, Studia z dziejów Lubawy i okolic do 1939 roku, Olsztyn 1996, s. 22; Śliwiński Józef, Lubawa z dziejów …, s. 30; Z historii dekanatu nowomiejskiego…, s. 8; Grabowski Stanisław, Z dziejów Kurzętnika…, s. 16; Falkowski Jan, op. cit., s. 107; Z biegiem Drwęcy…, s. 45; Wawrzeniuk Joanna, op. cit., s. 354; Biskup Marian, Zakon Krzyżacki i jego państwo nad Bałtykiem w dziejach Polski, Poznań 1966, s. 290; Nowak Zenon Humert, Granice państwa krzyżackiego w Prusach - Państwo zakonu krzyżackiego w Prusach. Podziały administracyjne i kościelne od XIII do XVI wieku, praca zbiorowa pod red. Nowaka Zenona Huberta, Toruń 2000, s. 7; Artykuł: Przybycie Krzyżaków. Początek podboju Prus - http://www.rycerze.org/krzyacy/30-przybycie-krzyakow, 20 X 2009; Artykuł: Chrystian, Biskup Prus. Problemy ochrony pogranicza Polsko – Pruskiego - http://www.rycerze.org/krzyacy/29-chrystian-biskup-prus, 20 X 2009.
[8] Stanny Paweł, op. cit., s. 61 – 62; Łucja Okulicz – Kozaryn, op. cit., s. 242; Falkowski Jan, op. cit., s. 95; Grabowski Stanisław, Z dziejów Kurzętnika…, s. 15-16; Biskup Marian, op. cit., s. 293.

wtorek, 2 lipca 2019

Drwęca gazeta z okresu międzywojennego




W okresie Drugiej Rzeczypospolitej na terenie Ziemi Lubawskiej istniało sporo polskich czasopism, z których należy wyróżnić "Drwęcę" ukazującą się w latach 1921 – 1939 w Nowym Mieście Lubawskim. Gazeta ta powstała dzięki zaangażowaniu lubawskiego patrioty dr Teofila Rzepnikowskiego, który był twórcą Banku Ludowego w Lubawie. Dzięki jego staraniom Banki Ludowe w Nowym Mieście Lubawskim i Lubawie wykupiły od Karola Kaepkego przedsiębiorstwo Księgarnia, drukarnia i introligatornia w Nowym Mieście Lubawskim, a w miejsce wydawanej przez Niemca gazety Neumarker Zeitung zaczęły wydawać nowe czasopismo o nazwie Drwęca[1].

Na przełomie 1921 i 1922 roku redaktorem naczelnym gazety został ks. Józef Dembieński, który przybył do Nowego Miasta Lubawskiego z parafii w Legbądzie (powiat tucholski) w sierpniu 1920 roku. Ks. Dembieński od 1931 roku był dodatkowo prezesem powiatowym Stronnictwa Narodowego w Nowym Mieście Lubawskim, a prowadzona przez niego gazeta stała się organem prasowym tej partii. W latach 1923 – 1925 redaktorem gazety była Maria Bogusławska, literatka i powieściopisarka, która próbowała upodobnić Drwęcę do pisma literackiego, co nie zostało odebrane przychylnie przez okolicznych mieszkańców. Od 1 listopada 1926 roku redakcja Drwęcy zaczęła wydawać mutację Głos Lidzbarski dla Lidzbarka Welskiego i okolic, a od 1 września 1928 roku Głos Mazurski dla Działdowa i okolic[2].
Od 1924 roku w celu poprawienia jakości i podwyższenia standardów gazety redakcja Drwęcy zaczęła wydawać ją z różnymi dodatkami, takimi jak: Opiekun Młodzieży, Nasz Przyjaciel, Rolnik, Orędownik Powiatowy Starostwa Powiatowego oraz Kalendarz Łąkowski, drukowany od 1927 do 1939 roku. Ten ostatni był związany z kultem maryjnym w Łąkach Bratiańskich[3].



Egzemplarze Głosu Lidzbarskiego w Muzeum Etnograficznym w Jeleniu. Wieś Jeleń znajduje się niedaleko Lidzbarka Welskiego. 



Jeden z artykułów. Kalendarz Łąkowski na rok 1934

Neumarker Zeitung gazeta, która była wydawana w Nowym Mieście Lubawskim przed polską Drwęcą.




[1] Ks. Józef Dembieński, Nowomiejskie wspomnienia 1920-1939, opracował, przygotował do druku, wstępem i przypisami opatrzył Andrzej Korecki, Nowe Miasto Lubawskie 2004, s. 7.
[2] Ibidem, s. 8; Korecki Andrzej, Nowe Miasto Lubawskie w czasach Drugiej Rzeczypospolitej (1920-1939) [w:] Nowe Miasto Lubawskie zarys dziejów…, s. 189;
[3] Grabowski Stanisław, W cieniu bratiańskiego zamku. Z dziejów Gminy Nowe Miasto Lubawskie, Warszawa 2010, s. 308 – 309; Ks. Józef Dembieński, Nowomiejskie…, s. 29 – 31.



Autor: Tomasz Chełkowski

Kontakt: 
ziemialubawska@protonmail.com


Wszelkie prawa zastrzeżone!
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)

niedziela, 10 marca 2019

Bursztyn skarb naszych przodków, który zdobił i leczył



Wstęp:

Prusowie zamieszkiwali tereny na wschód od Wisły, obejmujące część obecnego województwa kujawsko-pomorskiego, całe warmińsko-mazurskie oraz rosyjski obwód kaliningradzki. Można śmiało stwierdzić, że pruskie plemiona były przodkami niektórych Polaków. Prusowie słynęli z długowieczności, rzadko chorowali i byli często uśmiechnięci. Częściowo taki stan rzeczy zawdzięczali temu co jedli i pili. Pisałem o tym w artykule pt.: "Prusowie z Ziemi Lubawskiej i ich sekret długowieczności". Naiwny jednak będzie ten, który stwierdzi, że dieta była jedynym sekretem długowieczności Prusów. 



Bursztyn:

        Bursztyn był znany i ceniony już w starożytności. Nasi przodkowie z Ziemi Lubawskiej, a szerzej mieszkańcy całych Prus traktowali bursztyn w sposób wyjątkowy, wytwarzali z niego ozdoby oraz wierzyli w jego właściwości lecznicze. Wszak bursztyn był skarbem, o który zabiegali możni tego świata. W czasach antycznych cesarze Rzymu, a później cesarze niemieccy. Bursztyn kupowali też możni z Bliskiego i Dalekiego Wschodu, zwłaszcza z Biznacjum.  W epoce antycznej i wczesnym średniowieczu kupcy pruscy wędrowali po całym świecie, pływali po Morzu Bałtyckim do krajów skandynawskich, byli wszędzie tam gdzie był popyt na bursztyn. Dzięki temu Prusowie stali się bardzo bogaci. Moim zdaniem ten cenny skarb był jednym z powodów podboju Prus w XIII wieku przez Zakon krzyżacki.
        Bursztyn ceniono z dwóch powodów. Ponieważ był piękną ozdobą i leczył wiele chorób. W XXI wieku ludzie jakby zapomnieli o cudownych właściwościach rzeczy, które stworzył Bóg lub Natura. Nie mam na myśli tylko bursztynu ale też gorczycę, srebro koloidalne, zioła, moc soków, moc diety itp. Wróćmy jednak do meritum, czyli bursztynu. Poniżej prezentuję spis chorób i dolegliwości przy leczeniu których warto się wspomóc bursztynem.



        1. Już 1000 lat p.n.e bursztyn był drogim i pożądanym cackiem, a starożytni magowie i medycy zalecali nosić go bezpośrednio na ciele, ponieważ wtedy zachowuje się zdrowie przez długie lata, młody wygląd i wesołe usposobienie, a mózg na starość nie będzie płatał figli, czyli nie dojdzie do demencji starczej. Już wtedy odkryto, że przedmioty z bursztynu: wisiory, bransolety, korale i inna biżuteria oczyszczają atmosferę, wprowadzają miły nastrój, a także posiadają moc godzenia zwaśnionych osób. 

        2. Święta Hildegarda z Bingen, niemiecka mistyczka i zielarka, pisała, że spożywanie bursztynu w formie nalewki na piwie, winie lub wodzie pomaga przy bólach brzucha i bólach pęcherza. Warto w tym miejscu dodać, że lekarze arabscy polecali bursztyn na wiele chorób między innymi biegunkę i krwotoki.

        3. Specjaliści od medycyny naturalnej uważają np., że każdego z nas otacza pole elektromagnetyczne. Na skutek stresu czy choroby pojawia się w nim nadmiar ładunków dodatnich. Tymczasem nasz organizm funkcjonuje prawidłowo, gdy między ładunkami dodatnimi i ujemnymi istnieje równowaga. To dzięki bursztynowi, który wytwarza przyjazne nam ładunki ujemne, możemy ją odzyskać. Badania wykazały, że kamień ten zawiera wiele cennych mikroelementów: krzem, magnez, żelazo, wapń, potas, związki organiczne połączone z jodem, substancje lotne, kwasy żywiczne. Korzystnie na nasze zdrowie wpływa jednak bursztyn surowy, czyli nieszlifowany. Ma wtedy właściwości antybakteryjne, ułatwia gojenie, a także obniża ciśnienie tętnicze, wzmaga wydzielanie żółci, uspokaja, aktywizuje organizm do walki z chorobami i do regeneracji".

        4. Nalewkę bursztynową na rozmaite dolegliwości stosował ojciec Klimuszko. Jego nalewka działa na bóle głowy i zmęczenie; leczy zapalenie oskrzeli i profilaktyczne może być stosowana w okresie przeziębień i grypy. Nalewka ojca Klimuszki obniża ciśnienie tętnicze, wspomaga wydzielanie żółci, pobudza reakcje odpornościowe organizmu, ułatwia gojenie ran, zapobiega tworzeniu się zmarszczek,. Pomaga przy chorobach górnych dróg oddechowych, nieżytach, zatruciach, niedomaganiach mięśnia sercowego. Nalewkę ojca Klimuszki można łatwo kupić w wielu sklepach zielarskich.


Naszyjnik bursztynowy.
           

Uroda pruskich kobiet

            Pruskie dziewczęta  tak samo jak obecnie Polki były znane ze swej urody. Były pożądane najczęściej przez Duńczyków i wikingów, którzy porywali je przy każdej nadarzającej się okazji. Powiedzmy sobie szczerze piękna Prusinka albo Polka (Słowianka) jako żona bądź służąca (niewolnica) marzyła się wielu średniowiecznym mężczyznom. Do dziś wielu mężczyzn z Zachodu zachwyca się urodą naszych dziewcząt. Dlaczego Prusinki były takie ładne? Czy to z powodu zdrowego stylu życia o którym już pisałem? Pewnie w znacznym stopniu tak, wszak wygląd zewnętrzny oraz zdrowie są zależne od tego co człowiek je i pije oraz jak spędza wolny czas.

            "Ludzie ci mają błękitne oczy, czerwoną twarz i długie włosy" tak o wyglądzie Prusów pisał żyjący w XII wieku kronikarz Helmold. Opisy o niebieskich, błękitnych oczach pojawiają się u kilku kronikarzy i pokrywają się z wynikami badań archeologicznych. Jak podaje Lech Z. Niekrasz:
"Prus, podobnie jak Polak i Skandynaw w wiekach średnich był postawnym mężczyzną o jasnej cerze, jasnych włosach i oczach. Kobiety pruskie swym wyglądem również przypominały Słowianki".

Cechą charakterystyczną pruskich dziewcząt była umiejętność łączenia wielu pozytywnych cech. Z jednej strony były piękne i potrafiły się ładnie ubrać, a z drugiej w swoich domach na zwykłych krosnach umiały wytwarzać wełniane i lniane ubrania (m.in. kaftany, płaszcze, koszule, futrzane czapki i spodnie zwane lagno), które mogły śmiało konkurować (jak byśmy to dziś nazwali) z zagranicznymi wyrobami.

Prusinki ceniły biżuterię, z bursztynu, miedzi i mosiądzu. Lubiły bransolety i naszyjniki oraz kółka wieszane na uszach. Znaleziska archeologiczne dostarczają nam wielu informacji dowodzących tego, że Prusowie, a przede wszystkim ich płeć piękna dbali nie tylko o higienę ale też o swój wygląd - kościane grzebyki z brązowymi okuciami, ażurowe zapinki, zawieszki, naszyjniki, wisiorki, zausznice i wiele innych ciekawych znalezisk zostało odkrytych dzięki archeologom.

W wielu książkach możecie przeczytać, że niby Prusowie nie cenili bursztynu, a pruskie kobiety nie nosiły bursztynowej biżuterii. Sławomir Klec Pilewski w swoim artykule (link - 
http://prusowie.pl/historia/dysputy_pilewski-1.php) podważa tego typu teorie. Ja również się z nim zgadzam. 

Pisanie o Prusinkach, nie noszących bursztynowej biżuterii jest (delikatnie mówiąc) niepoważne. Jak można mówić, że Prusai nie cenili swojego skarbu, po który od setek (a może nawet tysięcy) lat przybywali kupcy z Italii i Bliskiego Wschodu? To tak jakby dziś ktoś powiedział, że Polacy nie lubią piwa albo piłki nożnej. Moim zdaniem Prusinki lubiły bursztynowe ozdoby, ponieważ był to ich "narodowy skarb", a ci którzy piszą inaczej są w błędzie, mylą się tak samo jak osoby opowiadające teorie typu: "ludzie w średniowieczu się nie myli i żyli krótko". Wszystko wskazuje na to, że w średniowieczu ludzie jednak się myli, a osób osiągających wiek 60-70 lat nie brakowało. 

Naszyjnik bursztynowy.


Jest wiele osób, którym pomógł kontakt z bursztynem. Postanowiłem, że poszperam w wirtualnym świecie i poszukam osób, które powróciły do zdrowia dzięki bursztynowej biżuterii i bursztynowym nalewkom. Oto kilka przykładów, które udało mi się znaleźć:


1. Migrena: 
"Spotkałam się nad morzem z pewną uzdrowicielką. Ona mi doradziła, żeby nosić kamień bursztyn na szyi, że ma moc uzdrowicielską i do mojego temperamentu pasuje właśnie bursztyn. Czy to możliwe, że leczenie bursztynem jest skuteczne? Ja wcześniej nie wierzyłam, że takie coś może działać. Jednak ja nie mam już migren, które mnie męczyły od bardzo dawna. Czuje się o wiele lepiej"

"Bursztyn można nawet pić, co likwiduje bóle głowy. Drobne kawałki bursztynu zalać oczywistym czystym spirytusem. Odstawić należy na 10 dni w ciepłe miejsce. Od czasu do czasu trzeba wstrząsnąć. Po tym czasie nalewka jest już gotowa. Po wyczerpaniu nalewki można rozdrobnić bursztyn i następnie zalać. Bursztyn trzeba zalewać tylko 2 razy" - źródło:  http://www.kfd.pl/leczenie-bursztynem-141727.html/#ixzz2t2oy6geZ



2. Nadczynność tarczycy: 
"jak byłam dzieckiem, wykryto u mnie nadczynność tarczycy, która w dodatku ciągle się powiększała. Straszono mnie operacją, bo pomimo leczenia. I jakoś tak zaczęłam nosić korale z bursztynu takie nieoszlifowane i po jakimś czasie wszystko wróciło do normy" źródło: http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=3660921&start=30


3. "Bóle gardła, choroby tarczycy, infekcje dróg oddechowych, dolegliwości przewodu pokarmowego - dobrym sposobem jest zaszycie w materiale chustki lub szalika kawałków bursztynu i częste ich noszenie, a także biżuteria z bursztyny- korale, naszyjniki, wisiorki itp. z nieoszlifowanego bursztynu. Bolącą szyję warto nacierać rozgrzewającą nalewką bursztynową" - źródło: http://bursztyny.istore.pl/pl/static/bursztyn-w-medycynie-naturalnej.html (link przestał działać jakiś czas temu)



Ciekawostka o leczniczej mocy bursztynu: 
Wiara w dobroczynne działanie bursztynu jest poparta wynikami badań naukowych. Odkryto, że kwas bursztynowy działa jak biostymulator - pobudza system nerwowy, reguluje pracę nerek i jelit, jest środkiem przeciwzapalnym i antytoksycznym. Na bazie tego składnika wyrabia się maści i kremy na dolegliwości reumatyczne, astmatyczne, owrzodzenia i podrażnienia skóry oraz na schorzenia oskrzeli, gardła i tarczycy. Kwas i olej uzyskane z bursztynu wykorzystywane są też przez przemysł kosmetyczny, gdyż niszczą wolne rodniki i bakterie oraz mają właściwości dezynfekujące, a także łagodzące skutki oparzeń i ukąszeń owadów. Z tych względów producenci prześcigają się w oferowaniu wciąż nowych pomysłów na wykorzystanie bursztynu - na rynku można dostać wypełnione bursztynem materace i poduszki, maty dla zwierząt, wkładki do butów z bursztynowym miałem, wsporniki pod plecy i szyję dla kierowców, bursztynowe kadzidełka i wiele innych tego typu przedmiotów.

Jak się więc okazuje, bursztyn z Bałtyku nieprzypadkowo przez całe tysiąclecia funkcjonował jako panaceum na bardzo wiele schorzeń. Taką legendą i uzasadnioną wiarą otoczony jest również w dniu dzisiejszym.



Przepis na bursztynową nalewkę

Rozkruszamy bursztyn (jantar) w moździerzu – 5 gram i zalewamy 96 procentowym spirytusem – 1/2 litra. Przechowujemy w ciepłym miejscu, wstrząsając co jakiś czas. Do użytku po dwóch tygodniach. Powinno się pić codziennie herbatę z trzema kroplami nalewki bursztynowej, która przeciwdziała przeziębieniom. Z kolei nacieranie piersi i pleców nalewką obniża temperaturę ciała. Bursztyn łagodzi arytmię serca, bóle głowy i dolegliwości krążeniowe.

Czyż to nie wystarczające powody, aby po kolejnym sztormie czy silniejszym morskim wietrze wyruszyć na nadmorski spacer w poszukiwaniu bałtyckiego złota?

Źródło: BIO, 3/2011, str. 110-113, www.gazetakaszubska.pl 




Bursztyn - Amber Route
 gra komputerowa

"W zamierzchłych czasach, kiedy ludzkość nie znała jeszcze samolotów, kolei żelaznych ani ogromnych ciężarówek, a większą część ziem nad Wisłą porastały nieprzebrane puszcze i bory, kupieckie karawany przebijały się przez dziewicze ostępy w drodze po jeden z najcenniejszych skarbów antycznego świata –  bursztyn. Droga najeżona była oczywiście niebezpieczeństwami, z których bandyci stanowili najmniejszy problem. Starożytne ziemie kryły wówczas bowiem brukołaki, topielce, dziwożony, strzygi i wszelkiego rodzaju potworności tylko czekające na nieostrożnych podróżnych. W taki właśnie czas przenosi gracza Amber Route, karcianka polskiego studia Mobile Wings Interactive. 




Autor: Tomasz Chełkowski


Kontakt: 
ziemialubawska@protonmail.com




Wszelkie prawa zastrzeżone!
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)