Zanik niewolnictwa w Polsce i w Prusach nie oznaczał, że wszyscy mogli spać spokojnie. Ryzyko zostania niewolnikiem dalej było duże. Nawet w XIV i XV wieku wiele kobiet, mężczyzn i dzieci było porywanych w niewolę i sprzedawanych na targach niewolników. Niewolnictwo bardzo powoli zanikało tam,gdzie pojawiło się chrześcijaństwo, a niektóre kraje przyjęły chrzest o wiele później. I tak np.: Litwa przyjęła chrzest dzięki Władysławowi Jagielle dopiero w latach 80 XIV wieku. Inaczej było z Turcją i innymi krajami muzułmańskimi tam do niewoli brano nawet w XVI, XVII i XVIII wieku. W krajach muzułmańskich niewolnicy pływali na galerach, a niewolnice często trafiały do haremów, w których zaspokajały seksualnie swoich panów.
***
Fakty są takie, że poganie (np.: Prusowie) składali ofiary z ludzi, a w średniowiecznych miastach, mimo silnych wpływów chrześcijaństwa, organizowano targi niewolników, kaci wykonywali wyroki śmierci, i torturami często wymuszali zeznania. W większości średniowiecznych miast stały domy publiczne (tzw. zamtuzy). Z drugiej strony kłamstwem jest oskarżanie ludzi średniowiecza o masowe mordowanie czarownic. W średniowieczu silnie wierzono, że czary nie istnieją ponieważ człowiek nie posiada żadnej nadprzyrodzonej mocy. W tamtej epoce w powszechnym przekonaniu była wiara w absolutną moc Boga. Masowe mordowanie kobiet i polowania na czarownice wystąpiły później w XVI wieku kiedy uczeni opowiadali o humanizmie, renesansie (odrodzeniu) i narodził się luteranizm oraz kalwinizm. Reformacja, nowe prądy w nauce to było przyczyną wielkich polowań na czarownice w wiekach XVI i XVII. Nawet słynna książka MalleusMaleficarum (Młot na czarownice) została opublikowana przez dwóch dominikanów (Heinricha Kramera i Jakoba Sprengera) w 1487 roku, a więc pod koniec XV wieku (schyłek średniowiecza). Kilka lat po publikacji Kościół wpisał księgę do Librorum Prohibitorum (Indeksu Ksiąg Zakazanych), a co za tym idzie zakazał czytania, publikowania i posiadania tej książki wszystkim katolikom. To że ludzie czytali, drukowali i Kościoła nie słuchali to inna sprawa. Faktem jest jednak to, że Kościół "Młot na czarownice" potępił. Poza tym pamiętajcie, że jak ktoś wspomina o paleniu czarownic i inkwizycji to nie znaczy, że odpowiedzialność ponosił Kościół katolicki. W średniowieczu i okresach późniejszych funkcjonowały różne inkwizycje: świecka, kościelna (Święte Oficjum, inkwizycja papieska, inkwizycja rzymska). Istniała też inkwizycja hiszpańska, która była zależna od władz świeckich i która zabiła bądź okaleczyła najwięcej osób.
W tym miejscu pozwolę sobie zacytować Wikipedię: "inkwizycja papieska działała przeciwko autentycznym, chrześcijańskim ruchom heretyckim podważającym doktrynę Kościoła. Z kolei inkwizycja hiszpańska w niewielkim stopniu zajmowała się heretykami sensu stricto, lecz skupiała się na badaniu prawdziwości nawróceń dawnych wyznawców judaizmu i islamu lub szczerości wiary ich potomków, a ponadto czuwała nad przestrzeganiem zasad katolickiej moralności przez ogół wiernych" - Źródło: Inkwizycja hiszpańska - wiki
Poza tym ciężko jest obwiniać średniowiecze za skutki wspomnianej książki. Apogeum "Młota na czarownice" okrucieństw, które przyniosła ta księga przypada na kolejne wieki ale to już nie było średniowiecze. Do Polski książka trafiła jeszcze później, bo dopiero w 1614 roku. Przetłumaczył ją na nasz język Stanisław Ząbkowic.
***
Warto wiedzieć, że w średniowieczu niewolnictwo było czymś normalnym, Prusowie najeżdżający Polan (Polaków, Słowian) setki razy porywali ze sobą mężczyzn, kobiety i dzieci w niewolę. Ich losy bywały różne. Pozwolę sobie zacytować bardzo ciekawy opis z bloga Pruski Horyzont (http://pruskihoryzont.blogspot.com/2012/11/prusai-prusowie-cz2.html):
"Niewolnicy stanowili najniższy stopień pruskiej drabiny społecznej, pozyskiwani byli głównie podczas wypraw łupieżczych i uprowadzani w dożywotnią niewolę w Prusach. Tradycja niewolnictwa pośród Prusów miała wielowiekową tradycję i nie była wytworem związanym z zaognieniem się stosunków z sąsiadami. Już w dawnych wiekach Prusowie i ich przodkowie porywali ludność napadniętej ziemi i wcielali ją w ramy swej rodziny. Początkowo Prusowie ograniczali się do brania w niewolę kobiet i dzieci, mężczyzn zabijając na miejscu, z czasem widząc korzyści płynące z potencjalnego okupu poczęli ich oszczędzać. Kobiety uprowadzone w niewolę czekał dwojaki los, kończyły jako pruskie żony lub jako żywy towar sprzedawany kupcom, pobratymcom lub obcym. Porwane przez Prusów dzieci o pochodzeniu innym niż pruskie ulegały prutenizacji i wychowywane w pruskim domu przyzwyczajały się do traktowania go jak własny, a otaczających je ludzi jako rodziny. Pochodzenie etniczne pruskich jeńców było co ciekawe szalenie zróżnicowane, i tak poza ludnością pruską która dostawała się do niewoli w wyniku wojny jednej ziemi z drugą jej proweniencja była także bałtyjska, skandynawska, słowiańska czy fińska. Niewolnicy nie mieli de facto żadnych praw, byli własnością ruchomą i ich życie lub śmierć była w gestii Prusa do którego należeli. Kwestia brania ludzi w niewolę nie czyniła Prusów wyjątkowymi w skali Europy, zwyczaj ten był powszechny, a los ludności wziętej w jasyr w wypadku innych grup etnicznych był czasem o wiele gorszy. Inną sprawą jest fakt, iż część niewolnych jako własność ruchoma trafiała do prawowitych spadkobierców a część dzieliła stos ze swym panem. Czyniona tak przez wzgląd na to, iż wierzono w ich odrodzenie u boku swego pana w zaświatach. Kończąc dodam, iż kroniki zakonne często wzmiankowały o współpracy i obopólnym oddaniu pana i niewolnego".
***
Co robiono z niewolnikami? Otóż w średniowieczu, co najmniej do drugiej połowy XIII, niewolnictwo było powszechne, a schwytani w niewolę stawali się własnością swojego nowego pana. Kobiety, mężczyzn i dzieci w niewolę porywali Polanie, Prusowie, Litwini, wikingowie (bądź Normanowie), Mieszkańcy Wysp Brytyjskich i inni. Praktycznie każde duże miasto miało swój targ niewolników. Niewolnice i niewolników wprowadzano, ze skrępowanymi rękoma, na specjalne drewniane podwyższenie, a potencjalni kupcy licytowali się kto da więcej. Istnieją nawet grupy rekonstruktorskie odtwarzające targi niewolników, w sposób zabawny i znacznie odbiegający od dramatyzmu i tragedii jakie się w rzeczywistości na takich targach odbywały.
Pamiętajmy, że w rzeczywistości na targach niewolników sprzedawano kogoś, kto prędzej został uprowadzony - np. Polka schwytana na Mazowszu albo Ziemi Chełmińskiej podczas pruskiego najazdu mogła zostać sprzedana gdzieś na terenie Prus wikingowi, który ją wywiózł za Morze Bałtyckie. Los niewolników był często tragiczny i raz uprowadzeni chłopi i chłopki najczęściej już nigdy nie wracali do domu, do swoich bliskich. Poniżej przedstawiam kilka filmów z rekonstruktorami:
Rekonstrukcje, targi niewolników /tortury:
***
O torturach słów kilka:
Musicie mieć świadomość, że średniowieczne polskie miasta nie były wyjątkami. Wyroki śmierci, ludzie zakuci w dyby, handel niewolnikami i niewolnicami schwytanymi gdzieś w odległych krainach, pojedynki na śmierć i życie, to wszystko było codziennością również w Polsce. W Lubawie, Płocku, Gnieźnie, czy Krakowie jeszcze w XIII wieku to wszystko było czymś normalnym. Z drugiej strony My Polacy w wielu kwestiach byliśmy bardziej postępowi od Europy Zachodniej. Oto kilka przykładów:
3. Należy pamiętać, że 90 % czarownic spalono w krajach protestanckich po wojnie 30 letniej przypadającej na lata 1618-1648, a więc na XVII wiek - długo po zakończeniu średniowiecza! Mimo tego faktu o palenie czarownic do dnia dzisiejszego propagandowo oskarża się średniowiecze i Kościół katolicki.
4. Należy dodać, że były różne inkwizycje, tzn. kościelne KK i świeckie w różnych państwach. Kościelna uchodziła za łagodną, ludzie udawali heretyków, aby za przestępstwa być sądzonym przez nią, a nie przez władze świeckie. Uznawana w popkulturze za najkrwawszą inkwizycja hiszpańska skazywała na śmierć w oszałamiającej liczbie 3 (słownie: trzech) osób rocznie w całym Imperium Hiszpańskim (półwysep iberyjski, Neapol, Austria, Niderlandy, Ameryka Łacińska i cała masa kolonii).
Rodzaje tortur:
Opisując tortury w średniowieczu warto odwołać się do najbardziej znanego przykładu związanego z Zakonem Templariuszy. W piątek 13 października 1307 roku o świcie na rozkaz króla Filipa IV Pięknego aresztowano wszystkich Templariuszy przebywających na terenie Francji. Później na soborze w Vienne (1311-1312) Zakon został rozwiązany przez papieża Klemensa V. Dziś wiemy, że Templariuszy niesłusznie oskarżono o herezję, zginęli ponieważ król Francji miał u nich długi, których nie chciał spłacić. Mało tego pragnął przejąc cały majątek Templariuszy, jednak niektórym braciom udało się zbiec. Podobno część z nich dotarła w okolice Szkocji razem z pokaźną częścią skarbca Zakonu.
Wróćmy jednak do dnia 13 października 1307 roku. Samo aresztowanie musiało zrobić wrażenie na ludziach średniowiecza ponieważ do dnia dzisiejszego wiele osób twierdzi, że "piątek trzynastego" jest dniem pechowym. Prości ludzie, którzy nie mają pojęcia skąd to się wzięło ale jednak z pokolenia na pokolenie powtarzają, że właśnie ten dzień jest najbardziej pechowy. Kilka tygodni później, dnia 22 XI 1307 roku papież Klemens V napisał bullę Pastoralis praeeminentiae, w której kazał, pod zarzutem herezji, aresztować wszystkich braci z Zakonu Templariuszy. Grozę tamtych dni trafnie opisał Alfred J. Palla w książce pt.: "Całun Turyński. Wielka historia czy wielka mistyfikacja?" dlatego teraz oddam mu głos:
"Na ulice Francji wyległy tabuny zakonników i duchownych. Wygłaszali kazania w miejscach publicznych, oskarżając templariuszy o zaprzedanie Ziemi Świętej muzułmanom, gotowanie ciał niemowląt, palenie ciał swych zmarłych braci i mieszanie ich prochów z pokarmami i napojami serwowanymi przez ich kuchnie, o sodomię, czary, zapieranie się Chrystusa i spluwanie na krzyż, a nade wszystko o kult brodatego oblicza demona Behemota.
Skuci łańcuchami templariusze trafili do lodowatych więzień. Łańcuchy mocowano do zakładanych na szyi obroży, a następnie do muru. Taki łańcuch czasem skracano, aby wymusić na więźniu pozycję klęczącą, albo podwieszano do łańcuchów ciężary, by utrudnić stanie.
Więzienia były zwykle bez okien. Zimą panował tam mróz, latem upał, a przez cały rok zaduch. Za ubikację służyło zagłębienie w podłodze, którym nieczystości spływały pod niewielkim kątem do niżej położonej celi, do której inkwizytorzy wtrącali więźnia, którego chcieli szczególnie upokorzyć. Nieszczęśnik stał, siedział lub klęczał przykuty do ściany w jamie, do której spływał mocz, odchody, krew i wymiociny pozostałych więźniów".
Torturowaniem Templariuszy najpierw zajęli się kaci, których widocznie uznano za mało skutecznych. Władze postanowiły więc wezwać dominikanów specjalistów w tej dziedzinie. Poniżej prezentuję kilka przyrządów wykorzystywanych w średniowieczu do zadawania cierpienia między innymi Templariuszom oskarżonym o herezję. Podczas pierwszych dni tortur w samym Paryżu zmarło 36 braci Zakonu. Zdarzali się tacy, którzy z bólu stracili zmysły. Podobno wielu Templariuszy straciło nogi w wyniku smarowaniach ich stóp tłuszczem i smażenia na wolnym ogniu. Bernard de Vado, jeden z braci był prowadzony (lub wleczony) na kolejne przesłuchanie kiedy nagle od jego spalonych nóg odpadły kości stóp. Dominikanie byli duchownymi, a co za tym idzie musieli przestrzegać zasady, która zabraniała im przelewania krwi dlatego stosowali przemyślane narzędzia, które zadawały ból bez rozlewania krwi. Oto niektóre z nich:

Ofiarę najpierw rozbierano do naga. Później przywiązano do ziemi z rozciągniętymi kończynami. Pod każdy staw podkładany był drewniany klocek - kostki, kolana, nadgarstki, łokcie, biodra, ramiona. Kat jeździł później po nich ogromnym i dociążonym żelazem kołem (źródło: joemonster.org/art/9005).
Znamy dwie wersje tortur na tym urządzeniu:
1) Łamanie od dołu do góry, kat zaczynał od kostek i przesuwał się do góry sprawiając ofierze wielkie cierpienia.
2) Od góry do dołu, to była forma okazania łaski, bo ofiara umierała prawie natychmiast. Więcej informacji o torturach znajdziesz w tym artykule: http://joemonster.org/art/9005
Osioł hiszpański (kołyska, kozioł czarownic, ang.: Judas Chair):
Tak nazywano owe narzędzie tortur. osoba ze związanymi na plecach rękoma (od XVI wieku najczęściej czarownica) siedziała na drewnianym klocu o kształcie trójnoga lub piramidy zakończonego eliptycznie wygiętą i czasem ząbkowaną deską. Długie siedzenie nie zadawało takich cierpień jak inne narzędzia tortur. Z drugiej strony pewnie wiele osób wolałoby siedzieć na średniowiecznej kołysce niż doświadczać technik jakie stosują obecne służby USA, Federacji Rosyjskiej lub Chińskiej Republiki Ludowej.
Dyby i gąsiory:
Gąsior na zdj.
Dyby (niem: Stock, Fessel; ang: Stocks; jap: さらし台).
Dyby są często mylone z gąsiorem. Aby zrozumieć na czym polegała różnica należy wiedzieć, że w dyby były pętami drewnianymi w postaci desek lub kłód, które posiadały otwory na zamknięcie nóg i rąk. Dyby prawdopodobnie przywędrowały do Polski z Niemiec.
Należy pamiętać, że dyby składają się z dwu części z wycięciami na nogi lub ręce. Obie części po zamknięciu zamykano na kłódkę lub zabijano gwoździami. Były to narzędzia stosowane przez setki lat m.in. w Polsce.
DYBY wyglądają tak. Nie mylić z gąsiorem!
Pęta, które posiadały otwory na same nogi tak jak to przedstawia poniższe zdjęcie nazywano kłodami lub dybami.
Gąsiory w wersji mobilnej:
Poniżej przedstawiam kilka zdjęć czegoś co wygląda jak gąsior, czyli unieruchamia ręce i szyję. Był to wyjątkowy typ gąsiora ponieważ niewolnik, skazaniec mógł z nim chodzić. Był np. ciągnięty za wozem. Gąsiory tego typu w języku niemieckim są nazywane Halsgeige, a w języku angielskim Schrew's fiddle.
Klatki:
Wiszące i stojące znajdowały się w wielu miejscach. Na targach zamykano w nich niewolnice i niewolników. W innych miejscach np.: przy ruchliwej ulicy, przy drodze za miastem w wiszącej klatce zamykano przestępcę aby był przestrogą dla każdego kto będzie go mijał.
Lochy:
Lochy znajdowały się najczęściej w zamkach, a dokładnie w najniżej położonych zamkowych podziemiach. Przetrzymywano w nich skazańców czekających na wyrok śmierci, który wykonywał kat na rynku. W każdym mieście było to wydarzenie wyjątkowe, które oglądały całe rodziny. Dzieci się cieszyły kiedy kat komuś ścinał głowę. Była to rozrywka porównywalna do obecnego wyjścia całą rodziną do cyrku albo do kina. Jako ciekawostkę warto zaznaczyć, że podczas oblężenia zamku lochy były najbezpieczniejszym miejscem.
Na Ziemi Lubawskiej lochy i podziemne tunele prawdopodobnie znajdują się pod ruinami zamku w Kurzętniku. Aż się prosi o pogłębione badania archeologiczne i udostępnienie tych atrakcji turystom! Polecam mój artykuł: Zamek w Kurzętniku
Wszelkie prawa zastrzeżone!
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)

























Niewolnictwo, targi niewolników są zagadnieniami o których wiedzę mają tylko nieliczni. Na studiach trochę o tym uczą ale na tak zwanych podyplomówkach już nie. Jeśli kogoś historii uczy osoba z niepełną wiedzą to wówczas nie ma szans na przekazanie informacji tego typu. Niestety w polskich szkołach lekcje historii często ograniczają się do czytania i przepisywania podręcznika. No ale już nie marudzę tylko życzę wytrwałości i odporności na krytykę krzykaczy, którzy często po prostu zazdroszczą wiedzy i solidnego warsztatu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,