sobota, 21 stycznia 2012

Historia egzorcysty z Gietrzwałdu

Teofil Ruczyński, był polskim poetą, prozaikiem i działaczem polonijnym. Urodził się 1 lipca 1896 roku w Zwiniarzu (wieś w granicach Ziemi Lubawskiej), a zmarł 8 czerwca 1979 roku w Lubawie. W 1918 roku debiutował jako poeta na łamach prasy polonijnej w Niemczech. Z zawodu był nauczycielem, a w okresie okupacji pracownikiem fizycznym. Po zakończeniu II wojny światowej w 1945 roku zamieszkał w Olsztynie.

Zapisał się na kartach historii jako osoba, która często pisała o polskości Ziemi Lubawskiej i sąsiednich Mazur. Bez wątpienia możemy go nazwać lokalnym patriotą, który z jednej strony zgłębiał historię swojej Małej Ojczyzny, a z drugiej nigdy nie zapominał o Polsce. Teofil Ruczyński w jednym z rozdziałów swojej książki pt: „Opowiadania z pogranicza” opisał ludowe wierzenia, w których główną rolę odgrywały różnego rodzaju demony, czarownice, przesądy itp.




Diabeł na wesoło
Wśród mieszkańców Ziemi Lubawskiej i ich wschodnich sąsiadów od najdawniejszych czasów największe przerażenie budził diabeł, nazywany przez okoliczną ludność Rokita. Istnieją dwa wyobrażenia tej demonicznej postaci. Pierwsze ludowe, zakorzenione w folklorze, wyobrażenie jest raczej komicznie. Polega ono na wierze, że diabeł jest bardzo podstępny i niezbyt mądry, dlatego każdy jest w stanie go przechytrzyć. W licznych opowiadaniach mazurskich, dotyczących zakładu diabła z chłopcem o jego duszę, chłopcu zawsze udawało się przechytrzyć piekielną istotę. Ludzie wierzyli, że Rokita może przybrać dowolną postać ale najczęściej jego wygląd jest zbliżony do ludzkiego. Można go poznać po kopycie u jednej nogi, po rogach i krowim ogonie. W każdej chwili może zmniejszyć się tak, by schować się od fartuch kobiety lub za pazuchę mężczyzny. Nocą Rokita lubi przesiadywać w niektórych chatach, chowa się wówczas pod miotłą (drapaką – regionalne określenie). Podobno jednym z ulubionych miejsc diabła były rozstaje drogi (tak jak w serialu Supernatural), stare wierzby na polnych drogach (stąd imię Rokity) lub dzikie grusze na miedzach. Mieszkańcy Ziemi Lubawskiej wierzyli, że z powodu sił piekielnych tworzą się wiry powietrza (zjawisko takie zachodzi najczęściej w wietrzne upalne dni) dlatego zawsze widząc taki wir robili znak krzyża. Do dnia dzisiejszego gospodarz wyruszający w daleką podróż robi przed końmi znak krzyża „by mu diabeł w drogę nie wlazł”.



OPĘTANIA

Druga odsłona Rokity nie miała nic wspólnego z diabłem opisanym powyżej. Wręcz przeciwnie, zjawisko takie jak opętanie przez diabła do dnia dzisiejszego jest traktowane poważnie przez Kościół katolicki, a zachowanie osób opętanych, tak samo jak w dawnych czasach, budzi przerażenie. No ale zacznijmy od początku. Na wschód od Ziemi Lubawskiej znajduje się Gietrzwałd, miejscowość w której w 1877 roku, od 27 czerwca do 16 września na przykościelnym klonie Matka Boska objawiła się dwóm dziewczynkom (Barbarze Samulowskiej i Justynie Szafryńskiej). Był to pierwszy raz kiedy Matka Boska podczas objawień mówiła w języku polskim. Dziewczynki pytały Ją o Klasztor w Łąkach Bratiańskich zamknięty 27 września 1875 roku przez władze pruskie i uzyskały taką odpowiedź: "Jeśli gorliwie będziecie się modlić, będzie znowu otwarty". Więcej informacji na ten temat znajdziecie w moim artykule: Klasztor w Łąkach Bratiańskich dawniej zwany Częstochową Północy

Mówi się, że w XIX wieku, prawdopodobnie jeszcze przed objawieniami w Gietrzwałdzie mieszkał ksiądz, który wypędzał złe duchy z opętanych. Okoliczna ludność wierzyła, że taką moc mają tylko ludzie, którzy nie popełniają grzechów ciężkich. Ów ksiądz gietrzwałdzki podobno modlił się wraz ze zgromadzonym ludem, a następnie odmawiał egzorcyzmy, wzywając złego ducha do wyjścia z opętanego. W tym samym czasie kropił ofiarę demona wodą święconą. Diabeł nigdy nie poddawał się bez walki, zawsze głosem opętanego bluźnił przeciw Bogu, złorzeczył księdzu, przypominając mu różne przewinienia (a wiedział zwykle wszystko). Ostatecznie po ciężkich bojach, egzorcyzmach i kropieniu wodą święconą demon opuszczał ciało swojej ofiary.




OPĘTANA DZIEWCZYNA
Pewnego razu podczas odpustu w Gietrzwałdzie przywieziono do księdza egzorcysty siedemnastoletnią dziewczynę opętaną przez diabła. Ksiądz przystąpił do standardowej, opisanej powyżej ceremonii, która jednak nie poskutkowała. Ksiądz w takiej sytuacji spróbował innej metody. Mianowicie starał się wlać wody święconej w usta dziewczyny, miała ona jednak tak zaciśnięte żeby, że nie mógł tego dokonać. Duchowny odprawiał więc dalej swoje standardowe egzorcyzmy i nagle szyja dziewczyny zrobiła się gruba jak kolano, a zły duch z niej wyszedł. Podobno był tak rozgniewany, że po chwili wszedł w ciało innej osoby.



Bibliografia:

Ruczyński Teofil, Opowiadania z pogranicza, Łódź 1973 (książka dostępna w Bibliotece w Nowym Mieście Lubawskim - www.bibliotekanml.pl).

http://pl.wikipedia.org/wiki/Teofil_Ruczyński


Polecam stronę: www.egzorcyzmy.katolik.pl





Autor: Tomasz Chełkowski
ziemialubawska885@gmail.com


Wszelkie prawa zastrzeżone 
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)

niedziela, 15 stycznia 2012

Mikołaj Kopernik i jego przyjaciel z Lubawy




Dzięki rosnącemu zainteresowaniu, licznym publikacjom, stronom internetowym i działalności  regionalnych pasjonatów, tajemnice lokalnej przeszłości zaczynają docierać do coraz szerszego grona czytelników z całego kraju. Tereny pogranicza, najpierw chrześcijańsko – pogańskiego, a później polsko – niemieckiego stają się coraz bardziej atrakcyjne i przyciągają coraz większe rzesze turystów. Ziemia Lubawska zaskakuje barwnością legend oraz powiązaniami z tzw. wielką historią. Na tych terenach, a dokładnie na zamku w Bratianie w 1343 roku podpisano graniczną umowę mazowiecko – krzyżacką. To właśnie tu, w lipcu 1410 roku prawie doszło do rozstrzygającej bitwy z Zakonem Krzyżackim. Na kartach historii Ziemi Lubawskiej jest zapisanych wiele mniej i bardziej ważnych wydarzeń, a jednym z najmniej znanych są powiązania Mikołaja Kopernika, wielkiego astronoma z tymi terenami. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że Kopernik przyjaźnił się z Tiedemanem Giese, biskupem chełmińskim mieszkającym na zamku w Lubawie. Tej przyjaźni oraz zasługom wielkiego astronoma dla Lubawy poświęcam poniższy artykuł…


Mikołaj Kopernik był wybitnym astronomem, teologiem oraz matematykiem. Urodził się w 1473 roku w Toruniu. Był typowym przedstawicielem Odrodzenia. Nie lękał się odkryć naukowych oraz polemiki z przedstawicielami innych religii, a jego pisma na początku zostały dodane do Kościelnego Indeksu Ksiąg Zakazanych.




Kopernik swoje największe dzieło wydał w 1543 roku w Norymberdze. Była to książka pt.: O obrotach sfer niebieskich (De revolutionibus orbium coelestium), która dokonała przewrotu w nauce i z czasem zmusiła uczonych z chrześcijańskiej Europy do zmiany swoich poglądów na temat budowy świata oraz ciał niebieskich. Od tej pory już nikt nie miał wątpliwości, że Ziemia się obraca, a Słońce stoi w miejscu – jego teorię nazwano heliocentryzmem kopernikańskim.


Nie bez powodu wspominam losy wybitnego astronoma jakim był niewątpliwie Mikołaj Kopernik. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że ta niezwykła postać na stałe zapisała się w lokalnej historii Ziemi Lubawskiej. Podania ustne głoszą, że Lubawa zawdzięcza mu wodociągi, a źródła pisane potwierdzają, że Kopernik przyjaźnił się m.in. z Tiedemanem Giesege, biskupem chełmińskim w latach 1538 – 1549. Stolicą diecezji chełmińskiej od XIII do XVIII była Lubawa, a biskupi rezydowali w tamtejszym zamku. Jest więc prawdopodobne, że legendy o jego częstych wizytach oraz wybudowaniu przez astronoma wodociągów w Lubawie zawierają w sobie więcej niż przysłowiowe „ziarenko prawdy”.


Jeśli chodzi o fakty to posiadamy pewne informacje o dwóch wizytach Mikołaja Kopernika na zamku w Lubawie. Do pierwszej doszło 27 kwietnia 1539 roku, gdy biskup Giese w czasie podróży wizytacyjnej do Starogardu zachorował na malarię i oprócz lekarzy gdańskich i toruńskich wezwał do Lubawy słynnego już wówczas sztuką medyczną doktora Mikołaja. Wiemy, że Kopernik opuścił zamek przed 12 maja. Druga wizyta trwała znacznie dłużej, bo od końca czerwca do połowy września 1541 roku. Warto wspomnieć, że podczas tej wizyty obojgu (biskupowi i astronomowi) towarzyszył profesor matematyki w Wittemberdze Jerzy Joachim Retyk, który był zauroczony naukami wybitnego astronoma.



Legendy przeplatane z faktami:


O wizytach Kopernika w Lubawie

W pierwszej połowie XVI wieku między obiema kapitułami katedralnymi, chełmińską i warmińską, panowały nadzwyczaj przyjazne i zażyłe stosunki. Trzech kanoników fromborskich: Jan Dantyszek, Tiedemann Giese i Stanisław Hozjusz zostali z kolei biskupami chełmińskimi, a następnie warmińskimi. Nic więc dziwnego, że 27 kwietnia 1539 roku Kopernik wizytuje chorego wówczas bp. Tiedemanna Giesego w Lubawie. Po dwóch latach Kopernik ponownie odwiedził swojego przyjaciela, tym razem w towarzystwie profesora arytmetyki Jerzego Joahima Rhetikusa. Obaj goście pozostali w Lubawie tym razem od końca lipca do połowy września 1541 roku. Według ustnej tradycji Kopernik miał w tym czasie obmyślić i wykonać plan założenia wodociągów dla Lubawy. Na jego cześć nazwano najdłuższą ulicę w mieście, idącą do źródeł kopernikowskich w Lipach, ulicą Kopernika. W Lubawie istniał do czasów II wojny światowej hotel „Kopernik” oraz fabryka lemoniady „Zdrój Kopernika”. W latach 90.XX wieku pobudowano nowoczesny hotel o nazwie „Copernicus”. (źródło: Falkowski Jan, Ziemia Lubawska, Toruń 2006, s. 425)

Jak Mikołaj Kopernik wodociągi w Lubawie budował

W 1539 roku w Lubawie u swojego przyjaciela, biskupa Tiedemanna Giesego, przebywał wybitny astronom Mikołaj Kopernik. Pewnego razu uczeni mężowie pragnęli napić się czystej wody. Gdy ją przyniesiono biskup napomknął astronomowi, że nie jest niestety tak czysta i zimna, jak powinna być, chociaż doskonałe źródło wody znajduje się poza miastem, w odległości 1/8 mili (dawna mila wynosiła 7146 m), a więc ok. 1 km. Zanim ją jednak przyniosą woda traci swój smak i ożywczy chłód. Biskup dodał, że chciałby tę wodę mieć u siebie.
Wówczas Kopernik uśmiechnął się i poszedł w okolice kościoła w Lipach, gdzie było to źródełko. Po obejrzeniu terenu orzekł, że wodę stąd będzie można sprowadzić do Lubawy. Biskup Giese dał drewno na studnię i rury oraz opłacił robociznę. Prace pod kierunkiem Kopernika posuwały się szybko i wkrótce wodociąg był gotowy. Jeszcze przed opuszczeniem Lubawy astronom z biskupem mógł wypić kubek dobrej, krynicznej wody za pomyślność miasta i jego pana. Nie miało braknąć nikogo z mieszczan na uroczystym poświęceniu wodociągu. Dziś z tego źródła korzystają Miejskie Wodociągi w Lubawie oraz liczni pielgrzymi wędrujący tutaj do kościoła w Lipach. Uznaje się powszechnie, że woda z Lip ma moc nadprzyrodzoną, dlatego wierni biorą ją jako wodę święconą. (źródło: Falkowski Jan, Ziemia…)





Narodziny przyjaźni
Biskup Tiedmann Gieseg (na zdjęciu) i Mikołaj Kopernik byli ze sobą spokrewnieni ale bardziej niż pokrewieństwo łączyła ich przyjaźń, która sięgała lat młodzieńczych i przetrwała aż do śmierci, a nawet poza śmierć Kopernika. Jej dowody składał Giese wielokrotnie jako biskup chełmiński rezydujący na zamku w Lubawie. Giese i Kopernik pochodzili ze znanych mieszczańskich rodów. Ród Giesego słynął w Gdańsku z rajców, ławników i burmistrzów. Członkowie rodu słynnego astronoma również zajmowali wysokie urzędy w Toruniu. Ojciec Mikołaja (o tym samym imieniu) ożenił się z córką toruńskich patrycjuszy Barbarą Waczenrode. Brat Barbary, Łukasz Waczenrode, późniejszy biskup warmiński kierował krokami Kopernika, zapewniając mu po śmierci ojca tzw. życiowy start (pieniądze).

Biskup Giese podobnie jak Kopernik był wszechstronnie wykształconym i otwartym człowiekiem Odrodzenia. Urodził się 1 czerwca 1480 roku. Studiował na Uniwersytecie Lipskim i w roku 1498 uzyskał stopień magistra sztuk. W 1504 roku został kanonikiem warmińskim. W tym samym czasie Mikołaj Kopernik, również kanonik warmiński, przebywał na zamku biskupim w Lidzbarku (Warmińskim - stolica diecezji warmińskiej) jako sekretarz swego wuja Łukasza Waczenrode. Mikołaj towarzyszył swojemu wujowi w licznych podróżach na sejmiki polskie, sejmiki pruskie oraz doradzał mu w różnych sprawach politycznych. Wydaje się, że w tym okresie Giese i Kopernik nie spotykali się zbyt często. Sytuacja uległa zmianie po śmierci Łukasza Waczenrode. Mikołaj zaczął się częściej spotykać z Tiedmanem Giese, a ich przyjaźń się pogłębiła. Obaj mieli podobne poglądy. Poza tym zarówno Kopernik jak i Giese byli wielkimi krytykami Zakonu Krzyżackiego, który często najeżdżał ziemię warmińską. Ich niechęć do Krzyżaków najlepiej oddadzą słowa samego biskupa zapisane w skardze wysłanej w lipcu 1516 roku do króla polskiego Zygmunta Starego: „Nie jest to tajne jakich obelg doznajemy już przez siedem lat od zbrodniczych i zuchwałych ludzi przez to, że zarówno my, jak i nasi poddani, nękani jesteśmy ogniem i mieczem, napadani i rozbijani od coraz to wzrastającej liczby wrogów, że sami nawet jesteśmy uprowadzeni w niewolę, tak, iż jednej godziny nie mieszkamy bezpiecznie w domach naszych, które leżąc wśród otwartego pola wystawione są na ich pożądanie, a nawet Przybytek Boży i świętości ledwo od zbeszczeszczenia chronimy, że wreszcie nie wolno nam bezkarnie wymierzać samym sobie sprawiedliwości, której od innych tylko rzadko doświadczamy”.


Pierwsza połowa XVI wieku była czasem wielkich przemian religijnych, nietolerancji, bezprawia i niepokojów. Krzyżackie napaści i okrucieństwa opisywane w liście Giesego zakończyły się w 1525 roku wraz z hołdem pruskim, czyli sekularyzacją Zakonu Krzyżackiego. Ostatni wielki mistrz Albrecht Hohenzollern, dnia 10 kwietnia w Krakowie, oddał hołd królowi Zygmuntowi Staremu i został lennikiem Rzeczypospolitej. W praktyce oznaczało to koniec Państwa Zakonu Krzyżackiego w Prusach i zarazem początek świeckiego państwa zwanego Prusy Książęce. Sekularyzacja Krzyżaków nie z jednej strony zakończyła pewien „krwawy” rozdział, a z drugiej otworzyła nowy, rozdział wrogości religijnej, ponieważ Prusy Książęce przyjęły naukę Marcina Lutra. W takich czasach kwitła przyjaźń Mikołaja Kopernika z Tiedmanem Giese, biskupem z Lubawy, który był „pokojowym humanistą’ (tolerancyjnym człowiekiem odrodzenia) i ze wszystkich sił starał się pośredniczyć między zwolennikami Kościoła katolickiego i nauk Lutra. Giese swojej polemice pt: Antelogikom pisał: „Odrzucam wszelką walkę (…) Teraz wszakże, kiedy wszystko rozgrywa się z siłą nawałnicy, w podnieceniu i buncie, któż buduje? Kogo się czyni lepszymi? Czy chwała Chrystusowa wzrasta? Czy duch się doskonali? Czy dzieje się coś poza tym, że na skutek drwin, waśni i obelg wszystko się gmatwa? (…)”. W tym miejscu warto wyjaśnić, że Marcin Luter 31 października 1517 roku w swoich 95 tezach skrytykował nauki Kościoła katolickiego i przyczynił się do rozłamu Kościoła. Dzięki niemu w przyszłości narodziły się różne odłamy chrześcijaństwa (luteranie, ewangelicy itd.) nie uznające m.in. zwierzchnictwa papieża, sprzedaży odpustów, dogmatów, kultu świętych i kultu maryjnego.


Mikołaj Kopernik podobnie jak biskup z Lubawy był człowiekiem nauki, otwartym na polemikę z luteranami. Nikogo nie wyśmiewał, wręcz przeciwnie, tak jak Giese, dążył do pogodzenia podzielonego Kościoła. Wielki astronom namawiał biskupa z Lubawy do wydania drukiem Antelogikom. W 1515 roku Mikołaj Kopernik rozpoczął pisanie książki, która zmieniła świat. Ciekawe, czy zdawał sobie sprawę, że na stałe zapisze się w historii, a jego pomniki będą stały w wielu miastach na całym świecie! Na początku pisanie książki O obrotach ciał niebieskich musiało być trudne. Konserwatywne środowiska niechętne nauce dominowały w Kościele. Ostatecznie jednak Kopernik zakończył pisanie pierwszej księgi w 1520 roku. Osoba, która dodawała Mikołajowi otuchy i wspierała podczas pisania był jego najlepszy przyjaciel Tiedemann Giese, biskup chełmiński z Lubawy. W taki oto sposób wsparcie biskupa z Lubawy opisuje w książce „Opowiadania z pogranicza” Teofil Ruczyński: „rozumiał, że niemało przyczyniłoby się do chwały Chrystusowej, gdyby dany był właściwy porządek dat kościelnych i pewny rachunek ruchów i przekonawszy się o zapale i nauce Kopernika dopóty nie przestał namawiać go do podjęcia tego zadania, aż go przynaglił do tego”. Kopernik nie chciał wydać swojej książki. Bał się, że jego teorie wstrząsną ówczesnym światem. Gdyby nie namowy Giesego świat prawdopodobnie nigdy nie ujrzałby książki „O obrotach ciał niebieskich”. Wielki astronom tak oto pisał o swoim przyjacielu z Ziemi Lubawskiej: „Giese bardzo często zachęcał mnie, a niekiedy strofując nalegał, abym wydał tę księgę i nareszcie pozwolił jej ujrzeć światło dzienne”. Niestety według Kopernika było zbyt wcześnie na danie światu tej wiedzy.


Kolejną próbę namówienia wielkiego astronoma do wydania książki podjęto NA ZAMKU W LUBAWIE. Przed podaniem legend pisałem o wizytach Kopernika na zamku. Otóż podczas tej drugiej wizyty, która jak już wspominałem trwała od końca czerwca do połowy września 1541 roku razem z Mikołajem Kopernikiem na zamek w Lubawie przyjechał profesor matematyki w Wittemberdze Jerzy Joachim Retyk (w legendzie: Jerzy Joahim Rhetikus), który był zauroczony naukami wybitnego astronoma. Obaj, Retyk i Giese, połączyli siły i przekonali Mikołaja do wydania „O obrotach ciał niebieskich”! Czyż to nie jest niesamowite? Tak ważną decyzję podjęto w granicach Ziemi Lubawskiej! Jerzy Joachim Retyk główną zasługę przypisywał biskupowi: „słusznie zdaniem moim (pisał Retyk) zacni mężowie i miłośnicy matematyki żywić będą wielką wdzięczność dla przewielebnego Pana Chełmińskiego, że dał poznać społeczności to dzieło”.




Bibliografia:

Falkowski Jan, Ziemia lubawska, Toruń 2006.
Ruczyński Teofil, Opowiadania z pogranicza, Łódź 1973 (książka dostępna w Bibliotece w Nowym Mieście Lubawskim - www.bibliotekanml.pl).
Tiedemann Giese - http://pl.wikipedia.org/wiki/Tiedemann_Giese
Legendy. O wizytach Kopernika w Lubawie - http://historiami.pl/legendy-o-wizytach-kopernika-w-lubawie/
Zamek w Lubawie - http://historiami.pl/zamek-w-lubawie/



Polecam mój artykuł: Architektura obronna Lubawy





Autor: Tomasz Chełkowski
ziemialubawska885@gmail.com


Wszelkie prawa zastrzeżone. 
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)