poniedziałek, 12 lipca 2010

Zamek w Kurzętniku



Rynek w Kurzętniku 
W ostatnich latach obserwujemy coraz większy rozwój turystyki na terenie Ziemi Lubawskiej. Okoliczni mieszkańcy coraz częściej zadają pytania dotyczące historii naszego regionu, a lokalne muzea przestają „świecić pustkami”. Wydaje się, że starania  pasjonatów /regionalistów starających się uchronić dzieje Ziemi Lubawskiej od zapomnienia odnoszą skutek.

Dnia 10 lipca 2010 roku w Kurzętniku, wsi sąsiadującej od południa z Nowym Miastem Lubawskim, odbył się festyn historyczny upamiętniający 600 – lecie obecności na tych terenach wojsk króla Jagiełły i księcia Witolda oraz Wielkiego Mistrza Ulryka von Jungingena. Liczni goście z Polski i zagranicy wzięli udział w fascynującym wydarzeniu, którego najważniejszym punktem było otwarcie ścieżki dydaktycznej oraz amfiteatru zbudowanego przy ruinach zamku kapituły chełmżyńskiej w Kurzętniku. Niektóre ze zdjęć tu umieszczonych (te na których jest więcej osób) zrobiłem podczas wspomnianej uroczystości otwarcia.



Oto krótka historia naszego zamku:


Kto w Polsce nie słyszał o bitwie pod Grunwaldem? Jest to wydarzenie tak doniosłe, że wiedzą o nim nawet dzieci, opowiadają rodzice i lubują się historycy. Wielu regionalistów lubi pisać na ten temat. A co by było gdybym powiedział, że "o mały włos" do głównego starcia, wojsk polsko-litewskich i krzyżackich, nie doszło w okolicy Jeziora Rubkowo, wsi Gwiździny, Krzemieniewa, Nowego Miasta Lubawskiego i Kurzętnika? A tak właśnie było! "O mały włos" nie jest określeniem przesadnym. No ale zacznijmy od początku.


Kto z okolicznych mieszkańców nigdy nie był na ruinach zamku w Kurzętniku? Myślę, że nie ma takich osób. Malowniczy widok rozpościerający się z zamkowego wzgórza znają wszyscy, legendy o księżniczce i Krzyżaku grającym na lutni, opowieści o podziemiach oraz ukrytych skarbach też są znane wielu. Niestety dziś na wzgórzu znajdują się tylko ruiny, zamku który kiedyś odgrywał ogromną rolę w Państwie Zakonu Krzyżackiego w Prusach.


Ruiny zamku, w okolicy których 10 lipca 1410 roku prawie doszło do słynnej bitwy, ostatecznie stoczonej pięć dni później na polach Grunwaldu, znajdują się na ogromnej górze (tzw. górze Kurnik), u stóp której leży wieś Kurzętnik. Zamek oraz miasteczko zbudowano pod koniec XIII wieku lub (co bardziej prawdopodobne) w pierwszej połowie XIV wieku. Wiemy, że w 1291 roku biskup diecezji chełmińskiej Werner przekazał okoliczne tereny kapitule chełmżyńskiej.


Możliwe, że w miejscu obecnych ruin kamiennego zamku już w 1291 roku znajdował się drewniany gród. Istnieją też podania ludowe o tym, że w tym miejscu istniał kiedyś pogański gród, a kawałek dalej pruski Święty Gaj nazywany Ciemnikiem. Warto też dodać, że w 1330 roku osada Kurzętnik uzyskała prawa miejskie, które straciła w roku 1905.


To niesamowite, że miasto niegdyś prężnie się rozwijające, w którym na zamku swoją siedzibę miał kasztelan i zarazem Kanonik z czasem podupadło i straciło prawa miejskie. Wszystkiemu jest winny "Potop Szwedzki" z lat 1655-1660 w trakcie którego Szwedzi spalili Kurzętnik. Po wojnie miasteczko przez wiele lat stało opuszczone, a kiedy po latach mieszkańcy do niego powrócili to zapewne do odbudowy domostw wykorzystali kamienie ze zniszczonych murów obronnych, baszt i ruin zamku. Dlatego ruiny zamku są dziś tak skromne, a średniowieczne mury obronne okalające kiedyś miasto nie zachowały się do naszych czasów. Mimo powrotu mieszkańców Kurzętnik nigdy nie odzyskał dawnej świetności. 


W napisanym pod koniec XIX wieku Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich zapisano kilka ciekawych informacji, które pozwolę sobie zacytować: "W okolicy wyrażają się z despektem o tej lichej mieścinie mówiąc, że w Kurzętniku kozy kują, że trawa tam na rynku rośnie, zowią go też niekiedy Kurnik. W nowszym czasie czyniono zabiegi, żeby znieść miasto, choć bezskutecznie. Kurzętnik wraz z całą okolicą należał z dawna do dóbr stołowych biskupów chełmińskich. Roku 1291 biskup Werner nadał Kurzętnik z 300 włokami w okolicy kapitule swojej, która inne 300 włók swoich do biskupstwa płockiego odstąpiła. Odtąd było to miasto własnością kapituły aż do zaboru. Na górze przy mieście utrzymywali kanonicy zamek obronny (Haus Kurnig), murami i wałami otoczony, na którym wójta swojego mieli. Bywał ten zamek na przypadek wojny we wszelkie potrzeby wojenne i zbroję zaopatrzony. Także i kaplica znajdowała się na zamku, tytułu św. Krzyża w przybory różne do nabożeństwa i ozdoby niemniej bogata"



U podnóża zamkowej góry rozpoczyna się droga krzyżowa oraz ścieżka dydaktyczna. Na szczycie znajdują się ruiny oraz amfiteatr z punktem widokowym.




Kurzętnik i Droga Krzyżowa prowadząca do amfiteatru i ruin zamku.

W okresie średniowiecza obszar Ziemi Lubawskiej był podzielony na trzy części (tzw. klucze). Nowe Miasto Lubawskie należało do klucza bratiańskiego i sąsiadowało z ziemiami należącymi do kapituły chełmżyńskiej. Lubawa natomiast znajdowała się w granicach biskupiego klucza lubawskiego. Mocno ufortyfikowane jak na tamte czasy Nowe Miasto Lubawskie było własnością Zakonu krzyżackiego i sąsiadowało z ważnym, strategicznie położonym zamkiem kapituły chełmżyńskiej w Kurzętniku. Granicę obu terytoriów stanowiła rzeka Drwęca. Według legend wzgórze kurzętnickie (zwane Kurnik), na którym do dnia dzisiejszego znajdują się ruiny zamku było grodziskiem pruskiego plemienia Sasinów (Zajęcy). Natomiast na sąsiednim wzgórzu znajdował się pruski Święty Gaj zwany Ciemnikiem, w którym Sasini składali ofiary bogini Kurche. Kurche (bądź Kurke) była Boginią Ziemi. Wszystkie plemiona pruskie, zajmujące w XIII wieku obszar od dolnej Wisły po rzekę Pregołę i Niemen, wierzyły, że po śmierci najlepsi z nich przejdą przez 9 bram do podziemnego raju bogini. Ci którzy na to (jeszcze) nie zasłużyli odradzali się jako dalecy przodkowie lub jako drzewa bądź zwierzęta.

W tym miejscu warto wspomnieć o legendzie, zgodnie z którą w XIII wieku jeden z dwóch braci Jana z Sandomierza (Krzyżaka) wzniósł na kurzętnickim wzgórzu drewnianą warownię. Prawdopodobnie stało się to już po chrystianizacji miejscowej ludności i zniszczeniu lub opuszczeniu pogańskiego grodu.



Zbliżamy się do punktu widokowego przy amfiteatrze.

Tajemnice góry Kurnik oraz Ciemnika rozbudzają wyobraźnię okolicznych mieszkańców do dnia dzisiejszego. Istnieją różne hipotezy, które twierdzą, że nazwa leżącej u podnóża góry wsi ma pogańskie korzenie. Historycy i pasjonaci historii Ziemi Lubawskiej od dawna zastanawiają się nad etymologią (pochodzeniem) nazwy Kurzętnik jedni przychylają się do wersji o bożku Kurcho zgodnie z którą wieś nazwano na cześć bóstwa czczonego w najbliższym Świętym Gaju. Inni z kolei uważają, że nazwa ta „(…) pochodzi od kurzu, a to dlatego, że na górze kurzętnickiej za czasów pogańskich płonął wieczny ogień święty, z którego się po prostu kurzyło, co widoczne było z daleka, a również wskazywało dogodne przejście przez Drwęcę”. Poza świętym gajem w Kurzętniku na Ziemi Lubawskiej znajdowały się jeszcze dwa takie miejsca. Jedno pogańskie miejsce kultu znajdowało się w Łąkach Bratiańskich (tam Prusowie czcili Pergrubię lub Majumę, pogańską boginię wiosny) – gdzie według legendy w XIII wieku doszło do objawień NMP, a drugie w Lipach pod Lubawą.







Kurzętnik w pierwszych latach swojego istnienia, tj. (oficjalnie) od 1330 roku był własnością biskupów chełmińskich. W 1291 roku okoliczne ziemie przeszły we władanie kapituły chełmżyńskiej, która sprawowała nad nimi rządy do 1772 roku, czyli pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej. Jeden z duchownych, należących do kapituły, której siedziba znajdowała się przy katedrze w Chełmży pełnił stanowisko kasztelana na zamku w Kurzętniku. Kasztelan mieszkał na zamku, zarządzał okolicznymi dobrami i zbierał podatki (dziesięcinę oraz naturalia, np. zboże). Ponad to do kapituły chełmżyńskiej należało prawo patronatu kościoła parafialnego pw. św. Marii Magdaleny w Kurzętniku. Parafia była każdorazowo obsadzana przez kanonika chełmżyńskiego, który mieszkał na zamku (razem z kasztelanem bądź sam funkcję kasztelana sprawował). Do klucza kurzętnickiego będącego własnością kapituły poza Kurzętnikiem należały jeszcze dwa folwarki oraz szesnaście wsi położonych na Ziemi Lubawskiej.



Plan zamku:
3 – Wieża, na której znajdowała się kaplica pw św. Krzyża,
2 – plac (przedzamcze) oddzielający wieżę od mieszkalnej części zamku (wszystko otoczone wysokim murem),
1 – część mieszkalna zamku. W podziemiach znajdowały się lochy, magazyny i prawdopodobnie rozległe tunele, które do dnia dzisiejszego znajdują się pod wierzchnią warstwą ziemi.
1a – dalej na południe znajdowała się fosa, która oddzielała zamek od reszty wzgórza.


Zamek w okresie swojej świetności musiał robić niesamowite wrażenie. Zbudowany na szczycie góry, po lewej stronie Drwęcy, z dwiema masywnymi wieżami spoglądał na położony w dolinie Kurzętnik. Do jego budowy wykorzystano trwałe budulce jakimi były kamienie narzutowe (granit) oraz cegły. Całość była otoczona potężnymi wałami. Budowla miała kształt prostokąta o wymiarach 25x28m i w odróżnieniu od innych zamków krzyżackich nie posiadała przygródka. Część mieszkalna znajdowała się przy kurtynie północnej, dalej znajdowało się przedzamcze o długości ok. 60 m. Na zamku znajdowały się zapasy broni oraz kaplica pw. św. Krzyża bogata w przybory liturgiczne oraz liczne ozdoby. Główne wejście do warowni, czyli most wiszący nad suchą fosą znajdował się od południa. Fosa oddzielała cypel, na którym znajdował się zamek od reszty wzgórza blokując jedyną drogę, którą mogli zakraść się nieprzyjaciele.



W oddali widzimy ruiny części mieszkalnej, a prędzej wgłębienie po fosie.


Po lewej widzimy wgłębienie po fosie.





W części mieszkalnej.


Wewnątrz pozostałości po części mieszkalnej. 





Twierdza w Kurzętniku odegrała niezwykle ważną rolę w lipcu 1410 roku. Pierwotnie to właśnie tam miało dojść do wielkiego starcia wojsk krzyżackich a armią polsko – litewską dowodzoną przez króla Jagiełłę i księcia Witolda. Dnia 2 lipca na zamek przybył sam Ulryk von Jungingen, który wzmocnił tutejszą załogę oraz rozkazał umocnić brody na Drwęcy. Brody to przeprawy (płycizna lub mosty), przez które można było przekroczyć rzekę. Jagiełło planował przeprawić się przez Drwęcę w Kurzętniku i maszerować dalej w stronę Malborka, który od początku był jego celem. Wielki mistrz Zakonu znał te plany i dlatego szykował zasadzkę przy kurzętnickim brodzie. Po przybyciu na zamek rozkazał umocnić nasypami brzegi rzeki, w które wbito ostro zakończone pale. Kolejnym krokiem Ulryka von Jungingena było zgromadzenie głównych sił Zakonu na zachodnim brzegu Drwęcy, na równinie między Kurzętnikiem a Nowym Miastem Lubawskim. Dnia 7 lipca wójt bratiański oraz komtur ostródzki otrzymali rozkaz natychmiastowego marszu na Kurzętnik tym samym w tej małej miejscowości zgromadziły się prawie wszystkie wojska Zakonu. Stanisław Grabowski w następujący sposób opisuje wydarzenia sprzed setek lat: „Prawie wszystkie siły krzyżackie zostały zgrupowane pod Kurzętnikiem, gdyż tu bowiem ostatecznie wielki mistrz postanowił rozegrać walną bitwę z silniejszym przeciwnikiem. Ulryk von Jungingen planował dopuścić armię polsko – litewską do atakowania przez brody Drwęcy i jej umocnionych brzegów, zdziesiątkować ją ogniem kilkudziesięciu lżejszych i ciężkich dział oraz pociskami tysięcy strzelców – kuszników i łuczników, a gdy w szeregach królewskich powstanie popłoch i dezorganizacja – uderzyć całą jazdą zakonną i doszczętnie rozgromić przeciwnika”.














 Dnia 9 lipca 1410 roku, kilka dni przed bitwą pod Grunwaldem, granice Ziemi Lubawskiej przekroczyły dowodzone przez króla Władysława Jagiełłę wojska polsko – litewskie, które rozbiły obóz w pobliżu Lidzbarka Welskiego, złupionego prędzej przez litewskich żołnierzy wraz z kościołem za co na rozkaz księcia Witolda dwaj Litwini sami musieli postawić sobie szubienicę i powiesić się w obecności całego rycerstwa. Następnego dnia wielka armia ruszyła na północ. Przebywszy dwie mile przez Mroczno i Mroczenko wojska zatrzymały się między wsiami Krzemieniewo - Gwiździny i jeziorem Rubkowo. Polski król Władysław Jagiełło rozkazał rozbić nad jeziorem obóz, a następnie wysłał szpiegów (zwiadowców) w stronę zamku kapituły chełmżyńskiej w Kurzętniku, który strzegł brodu (płycizny, przeprawy) przez rzekę Drwęcę. Okazało się, że załogę zamku stanowi oddział krzyżacki, a przeprawa (bród) na rzece została umocniona. Wysłani przodem zwiadowcy zaskoczyli krzyżackich pachołków, którzy poili w rzece konie i nie spodziewali się ataku z zaskoczenia. Dzięki ich nieuwadze wojska sprzymierzone zagarnęły około pięćdziesięciu koni.

            Okazało się, że Wielki Mistrz ściągnął na kurzętnicki zamek doborowe oddziały kuszników i łuczników oraz rozstawił kilkadziesiąt dział tzw. bombard, które miały ostrzeliwać wojska przeciwnika podczas przeprawy przez rzekę.  Polski król otrzymawszy meldunki o obecności nieprzyjaciela zwołał naradę i powołał ośmiu członków Rady Wojennej. W skład Rady weszli: Witold książę litewski, Mikołaj Trąba (podkanclerzy Koronny, a od 1417 roku pierwszy prymas Polski), Zbigniew z Brzezia (marszałek Królestwa), Sędziwój z Ostroroga (wojewoda poznański), Mikołaj z Michałowa (wojewoda sandomierski), Piotr Szafraniec z Pieskowej Skały (podkomorzy krakowski), Jan z Tarnowa oraz Krystyn z Ostowa. Żyjący w XV wieku Kronikarz Jan Długosz zapisał o Radzie Wojennej powołanej nad Jeziorem Rubkowo następujące słowa: "Ci ośmiu mężowie w tajemnicy naradzali się o wszystkim (...), a zwłaszcza którędy prowadzić wojsko i w których by miejscach obierać stanowiska, używając ku temu dwóch przewodników: Trojana z Krasnegostawu i Jana Grynwalda (...) obydwaj z Prus rodem, wszystkie miejsca tameczne, drogi i przesmyki dobrze znali"

                Długosz wspomina o dwóch pruskich przewodnikach i opisuje tereny Ziemi Lubawskiej tak jakby był to obszar Prus. My regionaliści najczęściej nazywamy te tereny pograniczem. W XIII/XIV wieku było to pogranicze słowiańsko-pruskie i chrześcijańsko-pogańskie. Później mówiło się już o pograniczu polsko-krzyżackim. Długosz, w XV wieku, najwyraźniej tereny te uważał po prostu za obszar Prus i stąd konieczni byli pruscy przewodnicy.

            Zadaniem wspomnianej Rady Wojennej było ułatwienie królowi podjęcia decyzji o dalszych działaniach wojennych. Polskie dowództwo zdecydowało się wysłać do obozu krzyżackiego parlamentariusza, który potwierdził, że pod Kurzętnikiem stoi sam Ulryk von Jungingen razem z głównymi siłami Zakonu. Władysław Jagiełło pierwotnie planował przeprawę przez Drwęcę i marsz na krzyżacką twierdzę w Malborku. Król Władysław Jagiełło dowiedziawszy się o silnych umocnieniach na Drwęcy i obecności licznych wojsk krzyżackich zmienił plany i o świcie 11 lipca zdecydował, że skieruje swoje wojska z powrotem w stronę Lidzbarka Welskiego i Działdowa. Jeszcze tego samego dnia wojska polsko – litewskie rozbiły obóz w pobliżu wsi Wysoka pod Działdowem, w którym znajdował się krzyżacki zamek.

Kolor różowy symbolizuje umocnienia przygotowane przez Zakon krzyżacki. Natomiast kolorem niebieskim oznaczono trasę, którą wojska polsko-litewskie dotarły nad Jezioro Rubkowo, a następnie wycofały się w stronę Lidzbarka Welskiego. Polski król Władysław Jagiełło trzeźwo ocenił sytuację i nie zaatakował umocnionego zamku w Kurzętniku. Kto wie jak potoczyłby się losy Polski gdyby wówczas podjął inną decyzję? Jedno jest pewne. Próba przeprawy przez Drwęcę w Kurzętniku skończyłaby się dla wojsk polsko - litewskich sromotną klęską.


 
Wieś Kurzętnik widziana z zamkowej góry.
Do zniszczenia kurzętnickiej warowni doszło cztery lata po bitwie pod Grunwaldem podczas kolejnej polsko – krzyżackiej wojny (tzw. wojny głodowej), która wybuchła w 1414 roku. Przybyłe wówczas do Kurzętnika oddziały polskie pod dowództwem Janusza Dobrskiego i Jacka ze Świętego stanowczo zażądały aby kasztelan kapituły chełmżyńskiej przekazał im zamek. Kasztelan rozkazał swoim zbrojnym by oddali zamek bez walki pod warunkiem, że zamek i kościół w położonym poniżej miasteczku nie zostaną spalone. Okradziono wówczas zamkową kaplicę (na jej miejscu stoi obecnie duża wieża z przekaźnikiem), z której wynieśli: srebrny krzyż, dwa kielichy, dwie monstrancje, dwie hostie, wiele świętych relikwii oraz pięć ornatów, dwa mszały, dwa brewiarze i różne inne książki należące do kapituły chełmżyńskiej. Kolejne zdobycze polskich żołnierzy stanowiły: trzy dzwony, dziewięćdziesiąt pancerzy, beczkę prochu i naboje. Napastnicy nie dotrzymali słowa i spalili zamek oraz miasteczko. Poza wymienionymi skarbami polscy zbrojni zyskali sześćdziesiąt trzy sztuki koni, sto owiec i tyle samo świń oraz kilka beczek soli. Ponad to ograbili kościół parafialny w Kurzętniku, z którego wynieśli m.in. siedem ornatów i dwa kielichy.

Ciekawe informacje, o spaleniu zamku podczas wojny głodowej z 1414 roku, znajdują się we wspomnianym już prędzej, wydanym pod koniec XIX wieku, Słowniku Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich (tom IV, s. 946): "Także i kaplica znajdowała się na zamku, tytułu św. Krzyża, w przybory różne do nabożeństwa i ozdoby niemniej bogata. Na uposażenie posiadała 4 włóki w Paczółtowie. R. 1414 w dzień św. Szczepana nadciągnął pod Kurzętnik oddział polskiego wojska pod wodzą syna Andrzeja Dobrskiego i Jacka ze Świętego, zażądali zamku tutejszego dla króla swojego Władysława. Wójt kapitulny ze zbrojnymi swymi dobrowolnie wydał zamek z tym warunkiem, ażeby szkoda żadna kościołowi się nie stała".




Informacje o łupach uzyskanych przez polskich wojów dowodzą niezbicie, że kaplica oraz magazyny zamkowe mogły poszczycić się bogatym wyposażeniem. Zastanawiające są wzmianki o beczkach prochu i nabojach wykradzionych z zamkowych piwnic. Dowodzą one, że podczas bitwy grunwaldzkiej używano ręcznej broni palnej – tzw. hakownic oraz rusznic. Informacje o takiej broni są dość tajemnicze ponieważ dowodzą, że kusze nie były jedyną bronią dystansową wykorzystywaną na początku XV wieku.

Informacje o zamku po 1414 roku są szczątkowe. Wspominają o nim źródła z 1454 roku, w którym rozpoczęła się wojna trzynastoletnia (1454 – 1466). Miasto Kurzętnik wraz z zamkiem poddało się wówczas Polsce. Podczas wojny krzyżaccy żołnierze z Nowego Miasta Lubawskiego, po długim oblężeniu rozkradli zamek oraz miasto. Zakon ukarał w ten sposób Radę Miejską Kurzętnika za przyłączenie się do Związku Pruskiego w 1454 roku. Oblężeniem warowni dowodził prokurator nidzicki Ulryk von Kinsberg, który po spaleniu twierdzy uwięził jej zbrojną załogę. Zrujnowany zamek na mocy drugiego pokoju toruńskiego (1466) kończącego wojnę trzynastoletnią został przekazany Polsce, która zajęła wówczas całą Ziemię Lubawską. Wiemy, że w XVI wieku zamek był zrujnowany, a dzieła zniszczenia dopełnili Szwedzi w 1659 roku, którzy przy okazji spalili miasto. Podczas zaborów, w XVIII i XIX wieku, okoliczni mieszkańcy rozebrali znaczną część ruin, a kamienie wykorzystali przy budowie swoich domostw i budynków gospodarczych.



Na ciekawą wzmiankę dotyczącą zamku i kaplicy św. Krzyża natrafiłem w książce z 1928 roku pt: "Diecezja chełmińska. Zarys historyczno statystyczny" (str. 492): "Kaplica dawniejsza w zamku kapitulnym kurzętnickim pod wezwaniem św. Krzyża dzieliła losy zamku i z nim razem uległa zniszczeniu. Kronikarz Henneberger pisze, że 1595 sterczały już tylko zwaliska, resztki dziś jeszcze są widoczne". Dzięki wzmiance o kronikarzu wiemy, że pod koniec XVI wieku zamek i kaplica już nie funkcjonowały. Najprawdopodobniej po klęsce z 1414 roku zamek stopniowo niszczał i już nie został odbudowany. Kanonik, przedstawiciel kapituły chełmżyńskiej prawdopodobnie zamieszkał gdzieś na terenie miasta Kurzętnik. W tym miejscu warto zaznaczyć, że w książkach poświęconych średniowieczu kanonika kapituły chełmżyńskiej często nazywa się kasztelanem, który zarządza zamkiem. Natomiast w publikacjach opisujących czasy późniejsze (XVI, XVII i XVIII wiek) trudno jest napotkać określenie "kasztelan" ponieważ urząd ten został wyparty przez "burgrabię". 



W 1914 roku na ruinach zamku w Kurzętniku archeolodzy przeprowadzili powierzchowne badania. Odkopali wówczas działo krzyżackie (tzw. bombardę). Jak już wspominałem wielki mistrz Ulryk von Jungingen przybył do Kurzętnika 2 lipca 1410 roku, zwiększył zamkową załogę i umocnił brody na Drwęcy. Rozkazał wówczas sprowadzić z Malborka działa, które miały ostrzeliwać wojska polsko–litewskie przeprawiające się przez rzekę Drwęcę. Odnaleziona bombarda znajduje się obecnie w muzeum zamkowym w Kwidzynie (w tamtym okresie wieś należała do Domeny i Rejencji Kwidzyńskiej). Jest to jedyna średniowieczna bombarda znajdująca się na terenie Polski. Historycy datują ją na początek XV w. co potwierdza, że „pamięta” ona burzliwe wydarzenia z lipca 1410 roku. Działo jest pokryte elementami dekoracyjnymi w postaci Matki Boskiej z Dzieciątkiem, co z kolei dowodzi, że należało ono do arsenału Zakonu Najświętszej Maryi Panny (Krzyżaków). Bombardy wykorzystano na polach Grunwaldu. Wiemy, że Krzyżacy strzelali kamiennymi pociskami w stronę nacierającej polsko–litewskiej konnicy. Niestety nie dysponujemy informacjami o polskiej i litewskiej artylerii, którą z pewnością zabrano na kampanię wojenną do Prus.




W części mieszkalnej


Część mieszkalna.


Wewnątrz części mieszkalnej. Pod spodem znajdują się zasypane podziemia, które czekają na fundusze i archeologów







FILMY z Kurzętnika:









Legendy związane z Kurzętnikiem


Legenda: Gniew czarnej księżniczki

               Księżniczka odziana w czarną suknię uchodzi za strażniczkę zamku w Kurzętniku. Pojawia się zazwyczaj około północy, przechadzając się wzdłuż zamkowych murów. Z daleka słychać brzęk pęka kluczy, który ma przytwierdzony do paska, a jej długie, ciemne włosy, nieraz rzucają cień na ziemię.
               Pewnego razu dzieci burmistrza bawiły się na zamkowej górze i zabrały stamtąd kilka kamyków do zabawy. Kiedy nastała noc i dzieci ułożyły się do snu, duch księżniczki przyszedł do nich we śnie.
               - Odnieście na górę to, coście z niej zabrały. Należy to do zamku, nie do was...
               Zbudzone dzieci nie mogły uwierzyć, iż miały ten sen, jednak zignorowały wolę zjawy. Kolejnej nocy jednak senny koszmar powtórzył się. Tym razem jednak oczy księżniczki były pełne gniewu. Ostrzegła dzieci.
               - Jeśli nie odniesiecie kamieni na zamkową górę, stanie się coś bardzo złego. Kara was nie ominie za zabranie tego co do was nie należało.
               Tym razem dzieci się wystraszyły. Zabrały kamienie, lecz nie odniosły ich na zamkową górę. Wyrzuciły je do Drwęcy z nadzieją, iż wystarczy to zjawie. Daremne były to nadzieje. Księżniczka pojawiła się w ich snach po raz trzeci. Jej gniew był tak straszliwy, że dzieci struchlały. Ostrzegła je, że daje im ostatnią szansę na odniesienie kamieni.
               Rankiem następnego dnia dzieci pobiegły nad rzekę, by wyłowić wyrzucone kamienie i odnieść je na zamkową górę. Gdy to uczyniły, zjawa nigdy już nie pojawiła się w ich snach.




Legenda: Rycerz i jego lutnia

               W XV wieku na zamku w Kurzętniku mieszkał rycerz krzyżacki, którego największą miłością była gra na lutni. Gdy słońce chyliło się już ku zachodowi i cichł gwar, siadywał na murach i grał najpiękniejsze melodie, wprawiając wszystkich w szczery zachwyt. Tak bardzo był przywiązany do swej lutni, że zabierał ją ze sobą wszędzie, dokąd się udawał.

               W owym czasie jednak przygotowywano się do walnej wyprawy pomiędzy rycerzami Zakonu Krzyżackiego a wojskami polskimi. Rycerz, jak i pozostali, musiał stawić się pod swymi chorągwiami, a że wszyscy w pośpiechu opuszczali zamek w Kurzętniku, zapomniał o lutni. Jej brak uświadomił sobie dopiero na polu bitwy pod Grunwaldem. Ogarnął go wielki smutek, lecz nie było już odwrotu. Z nadzieją w sercu ruszył do bitwy, choć myśli jego wciąż krążyły wokół instrumentu.

               Nie było mu jednak dane powrócić na zamek w Kurzętniku ani zagrać kolejnej pieśni. Nie powrócił już żywym. Zginął bowiem podczas krwawej bitwy.
               Od tego czasu, każdego roku piętnastego lipca, jego duch pojawia się w ruinach zamku w Kurzętniku, a wokół słychać piękne melodie grane na lutni.




Legenda: Złoto w ruinach zamku ukryte

               W jednej z gór otaczających Kurzętnik jest ukryte wspaniałe miasto i zamek o czterech wieżach, niegdyś ku niebu sięgających. Pewnego razu w tych okolicach bawiły się dzieci i znalazły niewielką dziurę - wielkości mysiej jamy. Z ciekawości zaczęły w niej grzebać i po jakimś czasie otwór był tak duży, jak ludzka głowa. Śmiechy się rozległy i jeden z chłopców dla zabawy wrzucił do środka czapkę kompana. Ten nie chciał bez niej wracać do domu i rad nierad przecisnął się porzez dziurę i opuścił na dół.

               Niespodziewanie znalazł się w wielkiej komnacie, lecz nim zdążył się rozejrzeć dookoła, podeszła do niego jakaś niewiasta w długiej, zwiewnej szacie i popatrzyła nań z uwagą.

               Zląkł się chłopiec tym widokiem i cofnął o kilka kroków. Nie miał jednak czasu na ucieczkę, więc podniósł na panią wzrok.
- Po coś tu przyszedł, młodzieńcze? - zapytała.
Nie chciał kłamać. Rozłożył bezradnie ręce.
- Po moją czapkę - odrzekł po prostu.
               Skinęła głową i pochyliwszy się, podniosła leżącą na ziemi czapkę, lecz nim ją oddała, nasypała do niej złota.
- Zabierz ją więc, a złoto oddaj swej biednej matce - dodała niewiasta.
               Chłopiec podziękował żarliwie i spiesznie wydostał się na ziemię, budząc wielkie zdumienie u czekających na niego kompanów. Dziura zaś zamknęła się sama.
               Wieść o tym zdarzeniu rozniosła się po okolicy, budząc nie tylko uznanie, ale i zazdrość wielką. A był wśród słuchaczy pewien chciwy człowiek, który postanowił opuścić do tajemnej komnaty swego syna. Odszukali to miejsce i wykopali otwór. Ojciec opuścił ostrożnie chłopca, w duchu ciesząc się już ze złota, które mu przyniesie.
               Niespodziewanie rozległ się pomruk, jakby z głębi idący, zatrzęsła się ziemia i dziura zamknęła się sama. Przerażony ojciec wezwał co rychło mieszkańców, by pomogli mu syna ratować. Rozpoczęto więc szukanie, które trwało kilka dni.
               Chociaż rozkopano całą okolicę, aż powstał znaczny parów, nie odnaleziono ani chłopca, ani komnaty podziemnej. W końcu pojawiła się przed nimi niewiasta w czarnej sukni. Gdy zamarli w wielkim przerażeniu, nakazała im porzucić dalsze poszukiwania i do domów powrócić.



Legenda: Trzej bracia i tunel wiodący z Kurzętnika do Bratiana

               Spotkałem się z kilkoma wersjami, legend o trzech braciach i tunelu wiodącym z Kurzętnika do Bratiana. Postanowiłem zebrać razem je wszystkie i ułożyć z nich spójną opowieść.
               A więc zacznijmy:
               Dawno temu, kiedy na Ziemi Lubawskiej istniały jeszcze Święte Gaje,  w których modlili się pogańscy Prusowie z plemienia Sasinów (Zajęcy) przybyło na Ziemię Lubawską trzech braci. Towarzyszyli zapewne pierwszym misjonarzom, którzy razem z biskupem Chrystianem w XIII wieku wprowadzali na tych terenach Chrześcijaństwo. Zakon Krzyżacki też już tu był ponieważ jeden z trzech braci, Janem zwany, do Krzyżaków należał.  Imiona pozostałych dwóch braci pozostają dla nas tajemnicą.
               Jan pochodził z Sandomierza i zbudował drewniany zameczek we wsi, którą obecnie, w XXI wieku, nazywamy Bratianem. Pozostali dwaj bracia również zbudowali swoje zamki. Jeden we wsi Tylice, a drugi w miasteczku Kurzętnik.
               Pewnego dnia między braćmi z Kurzętnika i Bratiana doszło do ostrego sporu. Poszło o podział majątku rodowego. Obaj bracia, po wyzwiskach, przysięgli sobie na wszystkie świętości, że nigdy już nie będą się ze sobą spotykali na tej ziemi za ludzkiego życia. Na początku pałali do siebie nienawiścią jednak mijały dni, a potem miesiące i lata. Z czasem obaj jakoś zapomnieli o wzajemnej niechęci, a czas wyleczył wszystkie rany. Co jednak mieli począć? Złamać obietnicę i narazić się na męki piekielne? Wszak złożyli przysięgą na wszystkie świętości! A w średniowieczu religii nie traktowano przedmiotowo. O nie przedmiotowe traktowanie religii jest znakiem naszych czasów. Przysięgę, klątwy, siłę modlitwy i wiarę w Boską opiekę w średniowieczu traktowano poważnie. Człowiekowi XXI wieku będzie raczej trudno zrozumieć to jak w średniowieczu ważna dla ludzi była religia, wiara i tradycja.
               Tak więc nienawiść między braćmi przeminęła ale spotkać się "na tej ziemi" nie mogli. Co więc mieli począć? Otóż wymyślili, że spotkają się pod ziemią! Obaj zaczęli kopać tunel (Jan kopał z Bratiana, a drugi brat z Kurzętnika), porozumiewali się dzięki trzeciemu bratu (z zamku w Tylicach), który odwiedzał obu i przekazywał wieści. Po wielu miesiącach ciężkich prac, kopania i wzmacniania tuneli aby się nie zawaliły w końcu się spotkali. Cóż to były za emocje, w końcu mogli się uściskać i wzajemnie za wszystko przeprosić. Zaiste musiało to być dla nich niesamowite przeżycie.
               Czytelniku teraz pewnie myślisz, że to wszystko to tylko legenda. Zapewne uważasz, że kopanie tunelu między dwiema oddalonymi od siebie miejscowościami jest niemożliwe. Ja jednak powiem Ci, że jest to jak najbardziej prawdopodobne. Regionaliści potrafią się przyjrzeć takim sprawom blisko i dokładnie.  
               Dowodów na istnienie podziemi w średniowieczu mamy wiele. Jednym z nich jest umiejętność logicznego myślenia. Czy patrycjusze, czyli najbogatsi mieszkańcy miast (np. Nowego Miasta Lubawskiego) godziliby się na mieszkanie za murami obronnymi gdyby nie byli pewni, że w razie oblężenia zdołają uciec? A żołnierze, którzy stali na murach miejskich podczas oblężenia, w razie ostrzału miasta biegali po murach od baszty do baszty? Czy może przechodzili między basztami podziemnymi przejściami? Moim zdaniem przechodzili pod ziemią.
               Dowodów na istnienie podziemnych korytarzy w Olsztynie, Lubawie, Szymbarku, Kurzętniku, Nowym Mieście Lubawskim, Bratianie i innych miejscowościach jest wiele. Jeden z szanowanych regionalistów, Pan Tomasz Sowiński w książkach "Tajemnice Warmii i Mazur oraz poligon STABLACK" i "Prusowie i Krzyżacy w mrokach tajemnic" pisze o podziemnych tunelach na obszarze dawnych Prus (m.in. województwa warmińsko-mazurskie).  Tunele były pod każdym średniowiecznym miastem i pod każdym zamkiem. To fakt niezaprzeczalny.
               Jednak tunel, który kopali bracia z Kurzętnika i Bratiana nie miał charakteru obronnego. Obaj bracia chcieli się po prostu spotkać pod ziemią. Czy jest możliwe, że legenda mówi prawdę? W latach 1992-2000 kiedy chodziłem do szkoły podstawowej uczono mnie, że każda legenda posiada ziarenko prawdy, a coś co było kiedyś faktem po kilku wiekach może się stać legendą, a potem mitem.
               W legendzie o trzech braciach i tunelu ziarenkiem prawdy są opowieści najstarszych z okolicznych mieszkańców. Twierdzą oni, że kiedyś, kiedy rzeka Drwęca była czystsza niż obecnie, podczas wyprawy łodzią po rzece w czasie słonecznego dnia można było dostrzec na dnie fragmenty kamiennego muru. Fragmenty te znajdowały się na dnie Drwęcy blisko ruin zamku w Bratianie. Mur na dnie rzeki przebiegał tak jakby łączył obydwa brzegi. Najstarsi ludzie opowiadali, że stanowił on górną część podziemnego tunelu.
              



Bibliografia:
Grabowski Stanisław, Z dziejów Kurzętnika i okolic, Warszawa 2008
Grabowski Jan, W cieniu bratiańskiego zamku, Warszawa 2010.
Kętrzyński Wojciech, O ludności polskiej w Prusiech niegdyś krzyżackich, Olsztyn 2009.
Koprowska-Głowacka Anna, Legendy i podania Ziemi Chełmińskiej, Gdynia 2009.
Kuczyński Stefan, Wielka wojna z Zakonem krzyżackim w latach 1409-1411, Warszawa 1987.

Nadolski Andrzej, Grunwald 1410, Warszawa 2003.
Regliński Roman Apolinary, W kręgu legend krzyżackich, Gdynia 2008. 

Śladami Jagiełły w okolicach Lidzbarka [w:] 

http://www.lidzbark.zhp.pl/przewodnik.htm,


1410 pod Kurzętnikiem, Drwęca, czerwiec 1995.

Hasło: Kurzętnik [w:] Sulimierski Filip, Walewski Władysław, Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i Innych Krajów Słowiańskich, T. IV, 1880 – 1992 Warszawa, s. 946 (wersja elektroniczna: http://dir.icm.edu.pl/pl/Slownik_geograficzny/Tom_IV/780).


"Diecezja chełmińska. Zarys historyczno statystyczny", Pelplin 2008.





Ostatnia aktualizacja artykułu: 8 X 2013




Autor: Tomasz Chełkowski
ziemialubawska885@gmail.com


Wszelkie prawa zastrzeżone. 
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)

2 komentarze:

  1. Byłem po raz pierwszy wczoraj w Nowym Mieście Lubawskim. Niestety z racji zajętego całego dnia (turniej scrabblowy) miasta praktycznie nie poznałem. Trzeba będzie wrócić :-) Zainteresowany herbem NML sięgnąłem tego bloga. Szczerze podziwiam i gratuluję! Na razie mam tylko jedną drobną techniczną uwagę do autorek filmiku o Kurzętniku - zbyt częste, niepotrzebne, wręcz straszne nadużywanie cudzysłowu. Ale całość - chapeaux bas! Fascynujące historie, powikłane losy tych ziem. Panie Tomaszu, a skąd zmiana tła herbu NML? Czy może dokopał się Pan do wytłumaczenia symboliki tego godła rodowego?
    Będę wdzięczny za odpowiedź. Waldemar Czerwoniec sqlap@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny blog, wspaniała lektura o historii ziemi, której jestem maleńką cząstką. Dziękuję. :)

    Pozdrawiam
    Karolina

    OdpowiedzUsuń