piątek, 2 września 2016

Ziemia Lubawska zmierzch starych Bogów (Niektórzy z licznych bohaterów powieści)



Surwabuno – postać historyczna, pruski rijkas z okolic dzisiejszej Lubawy, który w 1216 roku udał się do Rzymu i został ochrzczony przez papieża Innocentego III. Prędzej do jego lauksu przybył misjonarz Chrystian z Oliwy, który nawrócił na chrześcijaństwo wielu Prusów. Jego skuteczność w nawracaniu pogan musiała być duża skoro w 1216 roku papież Innocenty III w nagrodę mianował go biskupem całych Prus. Surwabuno w chwili rozpoczęcia powieści, czyli latem 1222 roku ma 45 lat. Jego fikcyjna żona ma na imię Iws (Cis), a siedmioletnia córka Lulki.


Biskup Chrystian z Oliwy – postać historyczna. Urodził się w 1180 roku, a zmarł w drodze powrotnej z soboru powszechnego w Lyonie (4 grudnia 1245 roku). Jego śmierć jest niezwykle tajemnicza. Zawał z powodu stresu? A może ktoś pomógł mu odejść z tego świata aby odebrał szybciej nagrodę za nawracanie pogańskich Prusów? Jedno jest pewne w chwili jego śmierci trwał ostry konflikt. Zarzewiem tego konfliktu była oczywiście polityka. Najpierw biskup Chrystian w tajemniczych okolicznościach dostał się do niewoli u pruskiego plemienia Sambów (obecnie obwód kaliningradzki). W niewoli tej był od 1233 do 1239 roku. Zakon krzyżacki w tym czasie rozegrał wszystko perfekcyjnie do tego stopnia, że biskup Chrystian praktycznie nie miał do czego wracać, równie dobrze mógł on umrzeć w pogańskiej niewoli. Najpierw zlekceważono decyzję papieża Innocentego III, który w roku 1216 (w tym samym roku papież ten zmarł) uczynił Chrystiana biskupem całych Prus. Piszę zlekceważono, bo w czasie, w którym biskup był w niewoli u pogan ówczesny papież zamiast ratować swojego biskupa w 1238 roku zdecydował, że Prusy zostaną podzielone na trzy diecezje. Prędzej w 1235 roku Bracia dobrzyńscy (Pruscy Rycerze Chrystusowi), którzy powstali dzięki biskupi Chrystianowi zamiast ruszyć mu z pomocą połączyli się z Zakonem krzyżackim. Mało tego w 1235 roku Zakon krzyżacki wymyślił tzw. „Złotą Bullę z Rimini”, na której sfałszowali datę wystawienia na 1226 rok. W polityce międzynarodowej zaakceptowano dokument jako autentyczny wydany 26 marca 1226 roku w mieście Rimini przez cesarza rzymsko-niemieckiego Fryderyka II. W bulli tej cesarz ubzdurał sobie, że jest uniwersalnym władcą chrześcijańskiej Europy, a w tym i Prus. Czujecie to? Cesarz niemiecki w Złotej Bulli z Rimini uznawał za legalne wszystkie krzyżackie podboje w Prusach, to co Krzyżacy zdobyli było ich, a Polacy mają się odczepić. Nagle okazało się, że biskup Chrystian nie ma prawa do niczego, wszystko należy się krzyżakom bo tak powiedział Fryderyk II. Niestety Polska była wówczas rozbita na dzielnice, nie mieliśmy swojego króla, który by zebrał piastowskie rycerstwo i przejechał się do Niemiec, aby spalić cesarzowi kilka miast i przekonać mieczem, żeby się odwalił od tego co się u nas dzieje. Solidny król by zrobił porządek zarówno z Prusami, jak i okrutnikiem Konradem mazowieckim i jego żoną Agafią oraz z Zakonem krzyżackim. No, ale króla w Polsce nie było, a biskup Chrystian w 1239 roku po wyjściu z sambijskiej niewoli musiał się nieźle zdziwić. Oczywiście ten wytrawny polityk, który nawrócił Surwabuno i Warpodę się nie poddał. Słał pisma do papieża, jeździł na sobory, protestował przeciwko polityce Zakonu krzyżackiego. Mimo protestów biskupa Chrystiana legat papieski Wilhelm z Modeny w 1243 roku podzielił diecezję pruską na cztery mniejsze diecezje należące do metropolii ryskiej. Były to: diecezja chełmińska, warmińska, pomezańska i sambijska. Zaproponowano żeby biskup Chrystian objął zwierzchnictwo nad diecezją chełmińską. On jednak nie zgadzał się z decyzją papieskiego legata i do końca życia uważał się za biskupa całych Prus. Ziemię Lubawską włączono do diecezji chełmińskiej, której biskupi zbudowali sobie kamienno-ceglany zamek w Lubawie.

Kriwe z Romowe – postać na wpół legendarna. Długosz pisał, że Kriwe był kimś w rodzaju pogańskiego papieża Prusów. Czy istniał naprawdę? Trudno powiedzieć. W każdym razie warto wiedzieć, że istnieją u Długosza i Piotra z Dusburga wzmianki o pewnym wajdelocie, który zyskał szacunek wśród wszystkich pruskich plemion. Niektórzy nazywają go papieżem Prusów. Zakapturzony wysłannik, który w mojej powieści przybył do Świętego Gaju w Lobnic mówił właśnie o nim. Jego Święty Gaj znajdował się w Nadrowii, w miejscowości Romowe, na północ od Jeziora Mamry. Wszyscy nazywali go Kriwe, czy było to jego imię? A może przezwisko od używanej przez niego wysokiej laski zwanej kriwule? Tego nie wiemy. Wajdelota z Romowe słynął z mocy nadprzyrodzonych, widział dusze zmarłych, przepowiadał przyszłość i potrafił władać magią, której bogiem był Patrīmpus. Jego Święty Gaj, tak jak wszystkie takie miejsca, był otoczony wysokim ogrodzeniem. W jego centrum stał ogromny dąb, a z jego pnia wyrastały trzy gałęzie o niesamowitym kształcie. Do każdej gałęzi było przyczepione wyobrażenie jednego z trzech pruskich bogów: Pikulsa lub Patollusa (boga śmierci, kapłanów i magii), Patrīmpusa (boga walki, płodności, zdrowia i bogactwa) i Perkūnsa (boga błyskawic). Była to tzw. trójca z Romowe.
            Pod tym świętym dębem Kriwe wypełniał swoje kapłańskie obowiązki, przyjmował ofiary w postaci jednej trzeciej łupów wojennych i rzucał je w płonący stos. Kriwe składał też bogom ofiary z pojmanych jeńców.


Divan – postać fikcyjna. Niezwykle inteligentny pruski kasztelan, przez pogańskich Prusów często nazywany rijkasem. W chwili rozpoczęcia powieści ma 25 lat i jest przyjacielem księcia Surwabuno. Bardzo mu zależy na tym, aby Surwabuno był postrzegany przez chrześcijan jako książę Ziemi Sasinów. Stara się ze wszystkich sił wspierać przyjaciela i przekazywać mu swoją wiedzę o chrześcijańskich zwyczajach.

Wojski – urzędnik w kasztelanii Divana. Postać fikcyjna.

Mojmira – postać fikcyjna. Dwudziestoletnia córka kupca o zielonych oczach, długich czarnych włosach. Wysoka. Jest jedną z głównych bohaterek powieści. Nie chcę pisać o niej za dużo aby nie zdradzić szczegółów fabuły i nie zepsuć nikomu czytania.

Skarbmira – postać fikcyjna. Dziesięcioletnia dziewczynka uratowana przez Divana na targu niewolników. Wygląd typowo słowiański, niebieskie oczy, długie za pas włosy o słomianym kolorze, łagodne rysy twarzy, rumiane policzki.


Drogis i Geniks – Trzcina i Dzięcioł. Dwie fikcyjne siostry z pogańskiej Pomezanii. Drogis pojawia się na kartach powieści (w rozdziale 9) w grudniu 1222 r. i ma wówczas 18 lat, a Geniks 9. Młodsza z sióstr została uprowadzona w niewolę przez chrześcijańskich rycerzy. Obie siostry mieszkały z rodzicami w małym lauksie na południu Pomezanii, blisko rzeki Osy, co narażało je na ataki chrześcijan z Ziemi Chełmińskiej. Pewnego dnia chrześcijanie zamordowali całą ich pogańską rodzinę, a nieprzytomną Drogis uznali za martwą. Kiedy dziewczyna ocknęła się w zgliszczach swego gospodarstwa i przy ciałach rodziców wiedziała tylko to, że jej mała siostrę uprowadzono w niewolę. Drogis ma piwne oczy, jasną cerę i brązowe włosy. Izbor i Arellis są w niej zakochani. Dziewczyna wyrusza w podróż w poszukiwaniu uprowadzonej siostrzyczki, tak rozpoczynają się jej przygody.


Ścibor – postać fikcyjna. W Roku Pańskim 1222, w którym rozpoczyna się powieść ma 35 lat. Jest rycerzem, który jeszcze, jako giermek widział rzeź mieszkańców Konstantynopola podczas IV wyprawy krzyżowej w latach 1202-1204. W przeciwieństwie do wielu rycerzy Ścibor stara się żyć zgodnie z rycerskim kodeksem. Jest prawym, oddanym Bogu chrześcijaninem. Zawsze mówi prawdę. Stara się być szlachetny i jak przystało na rycerza jest żądny przygód. Szanuje kobiety, jest godny zaufania, nigdy nie ucieka z pola bitwy.
Ścibor był panem ziem na wschodzie Księstwa Achai należącego do Cesarstwa Łacińskiego. Jako giermek brał udział w IV wyprawie krzyżowej w wyniku, której złupiono Konstantynopol i utworzono Cesarstwo Łacińskie. Na rycerza pasował go w roku 1205 Baldwin pierwszy cesarz Cesarstwa Łacińskiego. Cesarstwo to utworzyli krzyżowcy (nie mylić z Krzyżakami!) w 1204 roku. W momencie rozpoczęcia powieści cesarz ten już nie żyje, a ziemie Ścibora zostały zniszczone podczas najazdu Bułgarów. Ścibor zostawił za sobą Cesarstwo Łacińskie, które powstało, ponieważ chrześcijanie, krzyżowcy, zamiast na pogan ruszyli na Konstantynopol. To winy chrześcijan w roku 1204 upadło Cesarstwo Bizantyjskie, a w jego miejscu utworzono Cesarstwo Łacińskie, Cesarstwo Nicejskie, Despotat Epiru oraz inne państwa. Państwa te powstały w wyniku grzechu, z winy słabości krzyżowców, ponieważ podnieśli oni rękę na chrześcijan z Bizancjum. Papież Innocenty III pragnął żeby krzyżowcy ruszyli na pomoc Palestynie. Niestety zawiedli oni Ojca Świętego i podnieśli oręż na swoich braci chrześcijan skuszeni bogactwami Konstantynopola.
Ścibor chce zapomnieć o swojej przeszłości, dlatego podróżuje bez herbu. Wędruje, jako zwykły rycerz, który walką z poganami pragnie odkupić swoje grzechy. W końcu trafia do pogańskich Prus, gdzie zyskuje zaufanie księcia Surwabuno, walczy z poganami i zostaje mianowany kasztelanem. Jego kasztelania, a szerzej cała Ziemia Sasinów i Ziemia Chełmińska w latach 1223-1227 zostaje ponownie opanowana przez pogańskich Prusów, którzy zmusili chrześcijan do wycofania się na Mazowsze.


Izbor – postać fikcyjna, żebrak z Płocka, który został giermkiem rycerza Ścibora. W chwili rozpoczęcia powieści ma 14 lat.


Zakon Świętych Rycerzy – nazwa tego tajemniczego i fikcyjnego Zakonu pojawiła się po raz pierwszy w rozdziale 11. Za młodych lat jego członkiem był ojciec Mojmiry, jednej z głównych bohaterek powieści. Członkowie tego Zakonu byli chrześcijanami, którzy poprzysięgli zniszczyć każdą pogańską religię.


Ludzie Mroku – fikcyjna grupa elitarnych zabójców i szpiegów wykonująca rozkazy Agafii Swiatosławówny i jej męża Konrada mazowieckiego. Po raz pierwszy na kartach powieści pojawili się w rozdziale 6. Każdy członek Ludzi Mroku ukrywa swój wygląd pod zwierzęcą maską. Najlepsza z członkiń nosi maskę swym wyglądem przypominającą kruka. Trening opanowania, mordowania z zaskoczenia, wiedza o truciznach, wykrywanie wrogich szpiegów przysyłanych ze wszystkich piastowskich i zagranicznych dworów oraz infiltracja innych dworów oraz terenów pogańskich (puszcza sprawiała tu dość duży problem) należały do ich podstawowych obowiązków. Każdy członek Ludzi Mroku posiadał wiedzę na temat tortur i medycyny porównywalną, a niekiedy większą od umiejętności katów i cyrulików. O ich istnieniu wiedzieli tylko książę i księżna. Członków wybierano starannie, spośród dzieci porzuconych w lasach przez rodziców, niebędących w stanie utrzymać kolejnego brzdąca. Niektórzy porzucali dzieci nocą przed jedną z bram wjazdowych do Płocka. Inni oddawali swe pociechy do cyrulika, który był poinstruowany, aby o każdym takim przypadku informować księcia lub księżną. Innym znakomitym sposobem było pójście w ślady biskupa Chrystiana i wykupywanie dziewczynek od pogańskich Prusów. Dziewczynki urodzone z pruskimi rysami twarzy po odpowiednim treningu stawały się niezwykle skutecznymi zabójczyniami.
Miłosław – postać fikcyjna, rycerz, który zamieszkał na Ziemi Sasinów po krucjacie w 1222 roku. Został przyjacielem Ścibora oraz jego giermka o imieniu Izbor. Lokował trzy wsie w okolicy Lubawy. Jest właścicielem kilkunastu wsi w Wielkopolsce oraz pięciu wsi na Kujawach. Stracił swoje dobra na Ziemi Sasinów po 1223 r.


Wojsław – postać fikcyjna, rycerz, który tak samo jak Miłosław brał udział w krucjacie do pogańskich Prus w 1222 roku. Jedną ze swoich wsi lokował nad Jeziorem Łąkorz. Nazwał ją: Łąkorek, drugą wieś o nazwie Lynker (Łąkorz) kazał zbudować blisko granic kasztelanii Ścibora. Trzecią wieś Tuszewo lokował pod Lubawą. Poza tym Wojsław niedaleko Jeziora Dębno w malowniczo położonym miejscu, gdzie miejscowi poganie często składają bogom ofiary i są pokojowo nastawieni lokował małą wieś o nazwie Gaj. Wszystko przepadło w latach 1223-1227.


Gryźlin – pruski wojownik nawrócony na chrześcijaństwo. Później kasztelan. Postać fikcyjna i poboczna.


Doroth - jest fikcyjnym pruskim rijkasem z grodu położonego na wzgórzu przy dolinie Drwęcy. Obecnie w tej dolinie u podnóża góry zwanej zamkową znajduje się wieś Kurzętnik. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że zbudowany na przełomie XIII i XIV wieku zamek w Kurzętniku wzniesiono w miejscu pogańskiego grodu. Dziś po kamiennym zamku kapituły chełmżyńskiej pozostały tylko ruiny, więc tym bardziej ciężko jest ustalić coś o budowlach, które znajdowały się w tym miejscu w czasach pogańskich (zanim chrześcijanie przejęli te tereny). Mroki historii rozświetlają, co nieco wzmianki o znajdującym się kiedyś w Kurzętniku (przy zamkowej górze) pogańskim Świętym Gaju zwanym Ciemnikiem. Skoro znajdował się tu gaj to jest bardzo prawdopodobne, że pogańscy Prusowie z plemienia Sasinów (Zajęcy) zbudowali na zamkowym wzgórzu (mającym niezwykłe walory militarne) swój drewniany gród. Chrześcijanie często po zdobyciu drewnianego pogańskiego grodu w jego miejscu wznosili zamek - dobrym przykładem jest Szymbark niedaleko Iławy.

Cropolin, Scillinga i Berwe – niektórzy z rijkasów występujących w powieści.

Dangs wajdelota (pogański kapłan) z okolic Lubawy. Słowo Dangs w pruskiej mowie oznacza "niebo", a samo imię nadano mu z powodu błękitnych przypominających niebo oczu. Służył starym bogom w lipowym Świętym Gaju za Lubawą. Po objawieniach chrześcijańskiej bogini (Matki Boskiej) Dangs został powieszony.


Vidgautr – fikcyjna postać, z której jestem dumny. Po raz pierwszy czytelnik ma przyjemność poznać go oraz jego celtyckie towarzyszki w rozdziale 10. Vidgautr był potomkiem postaci historycznej, czyli takiej, która istniała naprawdę. Mam na myśli słynnego sambijskiego kupca o tym samym imieniu, co bohater mojej powieści. Mój fikcyjny Vidgautr jako człek światowy poznał różne kultury i z dumą lubi opowiadać o swoim (historycznym) przodku, np.: o tym jak wymknął się on piratom kurońskim i wpłynął niespodziewanie swoim statkiem do portu Hedeby - miasta w duńskiej Jutlandii. Vidgautr - przodek - spotkał się tam z wielką gościnnością, za którą zapłacił królowi Kanutowi skarbem w postaci ośmiu tysięcy białych skórek futrzanych.  


Trzy celtyckie towarzyszki Vidgautra:

            Hilde - (walcząca, dziewczyna z pola bitwy - takie znaczenia ma w języku Irlandzkim jej celtyckie imię). Zielone oczy, jasna piegowata cera, rude włosy i czarne stroje są cechami, które ją wyróżniają. Jest wysoka, najwyższa z trójki dziewcząt, prawie tak wysoka jak Vidgautr. Preferuje walkę długim mieczem. Hilde nosi okrągły wisor przedstawiający triskel (znak z trzech złączonych spiral roślinnych). Wisior jest wykonany z brązu i emalii. Dziewczyna jest do niego bardzo przywiązana. Poza tym na prawej dłoni nosi szeroką bransoletę ze skóry, na której są wypalone przeplatające się (wijące się jak pnącza) ornamenty roślinne. Jako miłośniczka walki mieczem zawsze chodzi w spodniach i ma krótkie, sięgające zaledwie do szyi włosy.
            Kobieta nosząca spodnie w średniowiecznej Europie stanowiła ewenement. Należy pamiętać, że feministki dopiero w XIX wieku rozpoczęły "walkę" o prawo kobiet do noszenia spodni, ale ciężko im było uzyskać akceptację społeczeństwa. Spodnie na kobiecych nogach świat zaakceptował dopiero w XX wieku, a stroje bardziej wyzywające (np. bikini) uznano za normalne dopiero po rewolucji seksualnej w roku 1968.
            Należy mieć też na uwadze, że akcja powieści toczy się w Prusach w pierwszej połowie XIII wieku, kiedy od kobiet najczęściej wymagano chodzenia w spódnicach i dbania o sprawy domowe. Jednak jest to w pewnym sensie stereotyp, nie wszędzie i nie zawsze kobiety traktowano tak samo. (w mojej powieści m.in. Hilde i Żywia chodzą w spodniach). W praktyce bywało różnie, w pierwszych wiekach naszej ery np.: u Celtów kobiety były często wojowniczkami, które walczyły u boku mężczyzn. Znamy też średniowieczne opowieści o amazonkach, czyli kobietach wojowniczkach. Niektórzy uważają nawet, że w X-XI wieku amazonki mieszkały na Mazowszu. Nawet jeśli jest to fikcja to i tak już sam fakt, że ktoś w tamtych czasach był w stanie taką fikcję wymyślić (kobiet jako wojowniczych amazonek) oznacza, że potrafiono wyobrazić sobie kobietę w innej roli niż "kura domowa" gotująca strawę i rodząca dzieci.

            Wróćmy jednak do opisu Hilde. Dziewczyna nie odstępuje Vidgautra na krok i razem z Schannon i Mearą ochrania go i wspiera jak tylko potrafi. Jest przy sambijskim kupcu podczas oblężenia Lubawy 17 lipca 1223 r. Nawet po przeskoku czasowym (rozdział 12 i 13) dziewczyny są zawsze razem, zawsze blisko Vidgautra.


Znak: Triskel (triskelion) celtycki znak, który widnieje na okrągłym wisiorze noszonym przez Hilde. 

Schannon - (jej imię oznacza "mądra"). Niebieskie oczy, kasztanowe włosy. Jest niska, niższa od Vidgautra i pozostałych dwóch dziewcząt. Mistrzyni w strzelaniu z łuku. Nosi na szyi srebrny naszyjnik wielkości dłoni z krzyżem celtyckim, który swoim wyglądem przypomina krzyże chrześcijan. Z tą tylko różnicą, że czteroramienny celtycki krzyż jest umieszczony w okręgu.

            Meara - (imię oznacza "radosna"). Czarne, długie, sięgające prawie do pasa włosy, oczy błękitne, częsty uśmiech, niebieskie stroje, fascynacja motywami roślinnymi, wstręt przed walką i przemocą, duża wiedza medyczna to cechy wyróżniające Mearę. Tak jak Vidguatr potrafi czytać i pisać, kocha książki. Miłośniczka bursztynowej biżuterii, nosi duży bursztynowy naszyjnik oraz szerokie bursztynowe bransolety na obu nadgarstkach. Dzięki ciągłemu kontaktowi z tym pruskim skarbem cieszy się dobrym zdrowiem, nigdy nie choruje, co w kraju Prusów jest częstym zjawiskiem. Prusowie byli w końcu ludem słynącym z długowieczności, a długie życie lud ten zawdzięczał nie tylko kumysowi i jedzeniu, ale też (lub przede wszystkim) ciągłemu kontaktowi z bursztynem.

           
Asis, Timens, Arellis - synowie rijkasa o imieniu Rams z lauksu położonego nad wielkimi jeziorami, w głębi Puszczy Galindzkiej. Timens ginie podczas polowania, a jego bracia wyruszają razem z kapłanką Meldi walczyć ze złymi chrześcijanami w Lubawie.


Żywia pojawiła się po raz pierwszy w rozdziale 13. Fabuła powieści toczyła się wówczas w roku 1227, a Żywia miała 25 lat. Jej imię pochodzi od Żywii, pogańskiej (słowiańskiej) bogini życia. Dziewczyna ta spotkała Divana w Nadrowii i pomogła mu w…






sobota, 27 sierpnia 2016

Ziemia Lubawska zmierzch starych Bogów (ROZDZIAŁ 14 SEKRETY WATYKANU I ŚWIĘTA TRÓJCA Z ROMOWE)





Rzym rok 1227
            Dzień 18 marca Anno Domino 1227 był tragiczny dla chrześcijańskiego świata. To właśnie tego dnia, po ponad dziesięciu latach pontyfikatu zmarł papież Honoriusz III. Rzym pogrążył się w żałobie, a Niebiosa się otwarły przyjmując go do Raju. Niektórzy powiadali, że duszę Honoriusza przy wejściu do Raju witał osobiście jego poprzednik papież Innocenty III, który w roku 1216 ochrzcił Surwabuno z Ziemi Lubawskiej.
            Bardzo szybko, bo już 19 marca 1227 r. wybrano kolejnego papieża, który przyjął imię Grzegorz IX. Nowy Ojciec Święty okazał się być doskonałym dyplomatą, który ma ogromną wiedzę i nie boi się walczyć za pomocą miecza. Tak był to papież wojownik, zwolennik wypraw krzyżowych i nawracania pogan nie tylko słowem, ale też siłą. Krótko po swoim wyborze na następcę św. Piotra, jeszcze w 1227 r. odważył się nałożyć klątwę na cesarza niemieckiego Fryderyka II za to, że nie ruszył na krucjatę, za to, że bał się iść na wojnę z poganami.

           
Rzym, noc z 19 na 20 marca 1227:
        Zbliżała się północ. Mężczyzna w białych szatach siedział przy swoim biurku i był pogrążony w rozmyślaniach. Kilkanaście godzin temu został jednym z najpotężniejszych ludzi na świecie. Po jego stronie stał Bóg ze swymi aniołami, a on miał do dyspozycji armię Państwa Kościelnego, był pierwszym po Bogu, żaden człowiek nie był ważniejszy od niego. Świadomość tego faktu bardzo go podniecała. Był zdecydowany walczyć ze złem, chciał odzyskać Ziemię Świętą oraz nawrócić na prawdziwą chrystusową wiarę pogan z północnej Europy, czyli przeklętych Prusów, Jaćwingów i Litwinów.
            Grzegorz IX miał właśnie wezwać swych służących żeby dorzucili drew do kominka i przebrali go w szaty nocne, kiedy niespodziewanie usłyszał pukanie do drzwi swej komnaty.
            - Wejdź – odrzekł stanowczym głosem cały czas siedząc przy biurku plecami do drzwi.
            - Kim jesteś – zapytał odwracając głowę i patrząc podejrzanym wzrokiem na mężczyznę, który właśnie przed nim klęknął na jedno kolano.
            - Jestem twym pokornym sługą Ojcze Święty – odrzekł nieznajomy odziany w prostą czarną szatę z kapturem. Nie miał na sobie żadnego herbu, żadnych znaków tylko zwykły drewniany krzyż na szyi.
            - Moim sługą powiadasz, nie jesteś żadnym ze znanych mi duchownych, nie należysz do mojej służby, pierwszy raz widzę cię na oczy. Podaj mi jeden powód, który powstrzyma mnie przed wezwaniem straży i wyrzuceniem cię stąd.
            - Podam ci wiele powodów – mówił cały czas klęcząc z głową spuszczoną w dół – o naszym istnieniu wie tylko urzędujący papież, jest nas wielu, jesteśmy oddani bezgranicznie każdemu z następców św. Piotra, zawsze stoimy w cieniu i robimy to, czego Ojciec Święty zrobić nie może.
            - Jesteście moimi szpiegami? Do tej pory nie wiedziałem o waszym istnieniu – powiedział z lekkim zdziwieniem papież.
            - Jesteśmy nie tylko szpiegami. Każdy nowo wybrany Ojciec Święty dowiaduje się o naszym istnieniu pierwszej nocy swego pontyfikatu – odparł uniżenie tajemniczy klęczący mężczyzna.
            Na zewnątrz właśnie zaczęło padać i grzmieć. Po chwili rozpętała się prawdziwa ulewa.
           - Jest już późno, jeśli to wszystko, co chciałeś mi powiedzieć to teraz wyjdź i pozwól mi odpocząć – odparł zmęczonym głosem Ojciec Święty.
            - Wybacz ekscelencjo, ale zanim udasz się na spoczynek powinieneś poznać największy z sekretów Państwa Kościelnego. Musisz ujrzeć to, co znajduje się w podziemiach tego pałacu.
         - O czym ty mówisz?! Wiem o tajnym archiwum umieszczonym w naszych watykańskich piwnicach! Mam świadomość istnienia apokryfów i ksiąg zakazanych, wiem nawet o kopii magicznej włóczni św. Maurycego ukrytej w podziemiach – powiedział zirytowanym głosem papież i kazał odejść swemu szpiegowi.
            - A wie Ojciec Święty cokolwiek o Włóczni Lucjana?
            Papież nagle otworzył szerzej oczy, wstał z krzesła i podszedł do klęczącego mężczyzny.
            - Łżesz! Włócznia Lucjana nie istnieje! To tylko legenda!
            - Ojcze Święty jest wiele legend i bajek, które opowiada się prostaczkom. Są też bardziej wyszukane historie, które opowiada się biskupom, kardynałom i uczonym. Ty jednak musisz poznać prawdę, której my twoi wierni słudzy strzeżemy. Musisz się dowiedzieć co jest faktem, a co tylko legendą. Nalegam Ojcze Święty abyś poszedł ze mną, musisz poznać wszystkie sekrety, które znał twój poprzednik – spokój, uniżenie i pewna tajemnicza aura, jaką roztaczał nad sobą rozmówca sprawiły, że nowy papież dał się przekonać.

            Grzegorz IX szedł pewnym krokiem za mężczyzną w czarnej szacie, który w lewej ręce trzymał pochodnię oświetlając drogę. Zdziwiło go to, że na krętych schodach prowadzących do piwnic nie spotkali ani jednego wartownika. W piwnicach szpieg podszedł do świecznika na ścianie i pociągnął go w dół. Otworzyło się tajne przejście, o którego istnieniu papież wiedział już od dawna, dlatego się nie zdziwił.
            - Wszyscy kardynałowie wiedzą o tym przejściu prowadzącym do sekretnych archiwów i skarbca. Mam nadzieję, że to nie to chciałeś mi pokazać – powiedział znudzonym głosem.
            Mężczyzna w czerni się nie odzywał. Sekretne archiwa znajdowały się kilkanaście metrów pod piwnicą. Grzegorz IX, jeszcze jako kardynał lubił tu przychodzić i czytać starożytne papirusy z ewangeliami, które nie znalazły się w Piśmie Świętym. Ewangelie napisane podobno przez Judasza, Jezusa i Maryję oraz Marię Magdalenę, apokalipsa Zacheusza, który dostąpił objawienia to tylko niektóre z tajemniczych pism ukrytych tu przed światem. W archiwach znajdowały się też pisma magiczne takie jak „ZbiórZaklęć Merseburskich” oraz Lemegeton”, czyli magiczna księga napisana przez króla Salomona.
            Obaj mijali dziesiątki pomieszczeń z papirusami i manuskryptami, a na samym końcu przeszli obok potężnych drzwi skarbca, w którym znajdowały zapasy złota zgromadzone przez Kościół. W końcu dotarli do małego regału z księgami. Szpieg podszedł do niego i wyjął dwie książki z półki położonej na wysokości jego oczu. Następnie włożył rękę w dziurę po książkach. Papież obserwował jego dziwne zachowanie, aż po chwili usłyszał pstryknięcie. Nie miał pojęcia, że za regałem znajduje się dźwignia.

            Ojciec Święty z wytrzeszczonymi oczami patrzył jak regał się przesuwa odsłaniając wiszący na ścianie gobelin, na którym widniała postać wojownika, uzbrojonego we włócznię i walczącego z potworem. Papież na początku myślał, ze to św. Jerzy walczący ze smokiem, szybko jednak zauważył, że bestia nie jest podobna do smoka. Potwór był większy od wojownika, miał duże czarne skrzydła, rogi oraz ręce i nogi jak u ludzi.
            - Kto to jest? – Zapytał papież niepewnym głosem.
            - Ojcze Święty to jest ten, kto dał początek naszemu istnieniu, on nas stworzył abyśmy z ukrycia wspierali Kościół. Jego imię brzmiało Kasjusz, był rzymskim legionistą, który… - nie mógł dokończyć, bo następca świętego Piotra wszedł mu w słowo.
            - …który swoją włócznią przebił bok wiszącego na krzyżu Chrystusa. Znam tę legendę – powiedział papież.
            - To nie jest legenda Ojcze Święty. Kasjusz po przebiciu boku Chrystusa się nawrócił, porzucił wiarę w pogańskich rzymskich bogów. Na chrzcie przyjął imiona Longin i Lucjan używając ich zamiennie. Powodem nawrócenia była jego włócznia, której ostrze zanurzyło się w krwi Mesjasza. Okazało się, że dzięki krwi zyskała ona moc uzdrawiania ludzi.
            - To tylko legendy – znowu wszedł mu w słowo Ojciec Święty.
- Nawet w legendach nie zachowały się informacje o tym, że Kasjusz miał żonę i córkę, obie były chore na trąd i zostały uzdrowione dzięki włóczni. Ich uzdrowienie spowodowało przemianę w sercu rzymskiego legionisty, który porzucił starych bogów i dał się ochrzcić. Z czasem Lucjan odkrył, że włócznia potrafi nie tylko uzdrawiać ludzi ze wszystkich chorób. Odkrył, że ma ona moc… - mężczyzna przerwał nagle i złapał za wiszący na ścianie gobelin odsłaniając wzmacniane żelazem drzwi.
Papież ponownie zrobił zaskoczoną minę, myślał, że to już wszystko. Szpieg złapał za wiszącą na drzwiach kołatkę w kształcie głowy jakiegoś stwora, którego papież nie potrafił zidentyfikować. Zapukał trzy razy. Drzwi po chwili się otworzyły i stanęło w nich dwóch kolejnych mężczyzn ubranych tak samo, czyli w proste czarne szaty z kapturem i z drewnianymi krzyżami na szyjach.
- Więc jest was więcej? – Zapytał następca św. Piotra.
- Jest nas wielu i wszyscy oddamy za ciebie życie Ojcze Święty. Proszę przejdź przez te drzwi i poznaj całą prawdę.
Szli dość długo w dół krętymi schodami. Na ścianie, co kilka metrów wisiały pochodnie oświetlające ciemności. Im niżej schodzili tym bardziej niepokojące dźwięki dochodziły do uszu papieża, szlochy, szyderczy śmiech, krzyki, płacz, odgłosy cierpienia i ciągłej agonni…
- Na Boga co tu się dzieje? Dlaczego mój Kościół skrywa coś takiego głęboko pod ziemią? – Zastanawiał się w myślach.
W końcu dotarli do korytarza, szli mijając zakratowane cele.
- Dlaczego tu są lochy, o których nie miałem pojęcia? Kogo w nich torturujecie? – Żądam wyjaśnień powiedział papież stanowczym głosem.
- Ojcze Święty to dopiero pierwszy poziom. Niedługo zejdziemy jeszcze niżej. Łącznie mamy tu pięć poziomów położonych jeden pod drugim, a na tym trzymamy najmniej groźnych więźniów.
- Kim oni są? – Zapytał następca św. Piotra.
- Czyż to nie oczywiste? To wrogowie Kościoła, przeciwnicy naszej prawdziwej wiary, wrogowie Chrystusa. Większość więźniów na tym poziomie to ludzie, byli członkowie sekt przyzywających demony, czarnoksiężnicy i czarownice.
- Mówisz, że większość to ludzie? Nie rozumiem, więc kim są pozostali? – Dopytywał zdziwiony Grzegorz IX
- Na tym poziomie poza ludźmi jest jeszcze jest kilka słabszych wampirów, niżej trzymamy groźniejsze demony, wszelkie plugastwa, które nie mają prawa chodzić po świecie i żyć między ludźmi – odparł mężczyzna.
Papież już więcej o nic nie pytał. W pewnym momencie zatrzymał się przy drzwiach jednego z lochów. Nie dochodziły z niego żadne dźwięki, więc w pierwszej chwili pomyślał, że cela jest pusta. Podszedł bliżej do zakratowanego okienka w drzwiach i zajrzał do środka. Widział podłogę i ściany wykonane z kamienia, zwisające kajdany, rowek do załatwiania potrzeb fizjologicznych i to wszystko. Cela była ciemna.
- W tej celi nikogo nie ma – powiedział dość głośno sam do siebie. Trzej mężczyźni idący z przodu dopiero teraz spostrzegli się, że Ojciec Święty nie idzie za nimi. Kiedy zauważyli gdzie stoi krzyknęli żeby się odsunął.
Wszystko działo się błyskawicznie. Więzień włożył rękę między kratami i złapał papieża za szyję. Jego pazury wbiły się w skórę zaskoczonej ofiary.
- Daj mi swojej krwi! Daj mi swoją krew klecho! Kres twej wiary jest już bliski! – Wampir był bardzo osłabiony, dlatego nie był w stanie zadać śmiertelnego ciosu. Trzej mężczyźni w czarnych szatach szybko sięgnęli po swe sztylety przypięte do pasów i zaczęli go dźgać w rękę, która trzymała za szyję Grzegorza IX. Więzień w końcu puścił, zapewne ostrza moczonych w wodzie święconej sztyletów zadawały mu zbyt duży ból.
Papież trzymał się za szyję, a jeden z mężczyzn polał jego rany wodą święconą, którą miał we flakoniku przy pasie. Rany zaczęły syczeć, czuł przez chwilę duży ból, a potem ogromną ulgę.
- To tylko zadrapania. Musisz być ostrożniejszy Ojcze Święty. W tym przypadku szczęśliwie trafiłeś na mizernego wampira, który siedzi tu ponad dwieście lat. On jest słaby, ale na drugim poziomie i niżej więźniowie są o wiele groźniejsi.
Po kilkunastu minutach zeszli niżej na drugi poziom i potem jeszcze niżej na kolejne poziomy. Wszędzie Grzegorz IX zastawał ten sam widok, czyli korytarz z celami. Z tą tylko różnicą, że im niżej schodzili tym więcej spotykali mężczyzn w czarnych szatach z drewnianymi krzyżami na szyjach, wszyscy wyglądali tak samo, tworzyli jakiś Zakon o istnieniu, którego Grzegorz IX aż do dziś nie miał pojęcia.

W końcu dotarli na sam dół. Najniższy poziom wyglądał zupełnie inaczej. Była to ogromna i okrągła sala, w której stało kilkudziesięciu mężczyzn w czerni, wszyscy mieli na głowach założone kaptury. To było niesamowite miejsce. Byli głęboko pod ziemią, a mimo tego sala była doskonale oświetlona przez dziesiątki pochodni i świec. Na podłodze i ścianach znajdowały się namalowane czerwonym kolorem pentagramy i pentakle. Papież dostrzegł też fragmenty psalmów zapisane po łacinie. Najbardziej tajemnicze były ogromne drzwi, wręcz wrota umieszczone po drugiej stronie pomieszczenia wysokiego na ponad dwa piętra. Wszyscy mężczyźni przyklękli na jedno kolano widząc Ojca Świętego.
- Co znajduje się za tymi wrotami? – Zapytał z ciekawością.
- To więzienie Ojcze Święty.
- Kto jest tam uwięziony? Otwórzcie te wrota i pokażcie mi!
            Zakapturzeni mężczyźni spojrzeli na siebie, sześciu z nich podeszło, aby otworzyć ogromne zbrojone wrota.    
            - Od ponad dziesięciu lat ich nie otwierano. Do dnia dzisiejszego mam koszmary, żałuję, że wówczas to ujrzałem – powiedział mężczyzna, który przyprowadził tu Ojca Świętego.
            - Dobry Boże, Maryjo i wszyscy święci - powiedział Grzegorz IX robiąc znak krzyża. Niepewnie podszedł bliżej otwartych wrót.
            - Czy to żyje?! Co to jest?! – Pytał z przerażoną miną.
            Ręce tego czegoś wisiały nad głową skute potężnymi łańcuchami, tak samo nogi. Skrzydła również spętane w łańcuchach.  Wyglądał podobnie do potwora na gobelinie, który oglądał przy wejściu. Skóra jego ciała była kolorem podobna do ludzkiej. Z miejsca, w którym człowiek by miał serce sterczała włócznia, wbita głęboko w ciało potwora. Oczy miał zamknięte, a głowę z dwoma skośnymi rogami spuszczoną, wisiał na łańcuchach. Papież najpierw się wystraszył, a potem patrzył z coraz większą ciekawością. Zauważył duże podobieństwa do ludzi. Tajemnicza istota wyglądała na martwą albo nieprzytomną, miała piersi takie jak ludzkie kobiety, ale skórę w tym miejscu pokrywały czarne łuski. Wydaje się, że łuski pokrywające w niektórych miejscach skórę tego stwora spełniały rolę ubrania bądź jakiegoś ochronnego pancerza.
            - Ojcze Święty nie podchodź tak blisko – krzyknął któryś z mężczyzn.
            Papież jednak podszedł i dotknął nogi istoty mającej jakieś trzy metry wzrostu. Od razu stwierdził, że skóra w dotyku przypomina ludzką, ale nie jest lodowata jak u osób martwych, wręcz przeciwnie była przyjemnie ciepła.
            - To coś żyje – powiedział sam do siebie.
            - Tak żyje, ale nie otworzy oczu. Jest zapieczętowane przez Włócznię Przeznaczenia. Kiedy Kasjusz, a potem Lucjan uzdrowił swoich najbliższych odkrył, że włócznia posiada jeszcze inną moc, moc zabijania demonów. Wówczas pojął czego chce od niego Bóg, miał walczyć ze złem, wysyłać z powrotem do Piekła demony przysyłane do naszego świata przez Lucyfera. Tylko tak mógł odkupić swój grzech, miał poświęcić swoje życie walce ze złem, aby Bóg przebaczył mu przebicie boku Zbawiciela i wpuścił jego duszę do Raju. W celu walki z demonami stworzył nasz Zakon, wspomagaliśmy go i chroniliśmy wszystkich następców Lucjana. Ja jestem sto sześćdziesiątym pierwszym z jego następców.
            Papież wysłuchawszy słów mężczyzny spojrzał w stronę serca demonicznej kobiety.
            - Przecież ta włócznia jest wbita w jej serce. Bo to kobieta, prawda? Wyjaśnij mi.
            - Zaiste Ojcze Święty słusznie zauważyłeś. To demonica, jedna z najstraszniejszych. Jej imię Lilith. Ona była pierwszym z wampirów dając początek istnieniu tych krwiopijczych bestii, ona była też pierwszą żoną Adama, a potem jedną z czterech żon Lucyfera.  Potężna, pradawna demonica, z którą stoczył walkę w 325 r. n.e. przywódca naszego Zakonu, czternasty z następców Lucjona. Lilith chciała powstrzymać sobór w Nicei, pragnęła zniszczyć rozwijający się Kościół Chrystusa, ale kosztem wielu istnień została powstrzymana. Włócznia wbita w jej serce ją zapieczętowała i póki tam tkwi Lilith nie może się poruszyć. Musi tak czekać na czasy Sądu Ostatecznego, kiedy Chrystus znowu przybędzie.
            - Dlaczego włócznia nie zadziałała na nią tak jak na inne demony? – Pytanie papieża nie zaskoczyło nikogo, a przynajmniej nikt nie dał po sobie poznać zaskoczenia.
            - Nawet Włócznia Przeznaczenie nie jest w stanie odesłać tych, którzy należą do Najwyższego Zła. Przynajmniej dała radę ją zapieczętować.
            - A co jeśli pojawi się kiedyś inny demon równie potężny jak ona? – Zapytał papież.
            - Niech Bóg ma nas wtedy w swojej opiece – odparł obecny przywódca Zakonu.

            Kiedy Grzegorz IX powrócił do swej komnaty już prawie świtało. Nie mógł zasnąć, cały czas leżał pogrążony w rozmyślaniu. Dopiero teraz, powoli uświadamiał sobie, co oznacza bycie następcą św. Piotra.


Rok 1227. Romowe w Nadrowi:

            Mojmira cztery lata temu została uprowadzona z Lubawy i siłą zaciągnięta do tego magicznego miejsca położonego w dalekiej Nadrowi, miejsca, którego pięknem zachwycała się każdego dnia. Bo faktycznie było się czym zachwycać. Romowe okazało się być ogromne, i w pewnym sensie przypominało bardziej europejskie miasta niż pruskie lauksy. Największe wrażenie zrobiło na niej drzewo wysokie na kilkadziesiąt metrów, które było tak szerokie, że kilka osób musiało się złapać za ręce, aby objąć jego pień. To było niemożliwe, nigdy nie widziała takiego drzewa, wręcz była przekonana, że drzewa tych rozmiarów nie istnieją. Pamięta pierwszy szok, kiedy tu przybyła, drzewo widziała już z daleka. Kiedy natomiast podjechali bliżej oczy z wrażenia wylazły jej na wierzch. Ogromne drzewo stało pośrodku osady, tam gdzie w miastach europejskich najczęściej znajduje się rynek. Obok niego było kilka mniejszych drzew i kamienie ofiarne. Całości czaru dodawał święty ogień, który płonął nieustannie, nigdy nie gasł nawet podczas deszczu.
- To Święty Gaj w środku miasta - taka była pierwsza myśl Mojmiry. Dookoła tego gaju znajdowały się drewniane domy, warsztaty i inne zabudowania gospodarcze. Większość z nich miała kamienne fundamenty. Niektóre były kryte strzechą, a inne drewnianą dachówką.
Jednym z największych podobieństw do europejskich miast była ogromna palisada otaczająca całą osadę i wzmocniona obronnymi wieżami z wartownikami. W północnej części, na wzniesieniu znajdował się pokaźnych rozmiarów gród z własną dodatkową palisadą, była to siedziba Krwie zwanego przez tutejszych Wielkim Kapłanem, wybrańcem bogów. Wiele miesięcy po swoim przybyciu do tego magicznego miejsca Mojmira miała okazję przeczytać wiele książek z biblioteki, znajdującej się w grodzie. Dowiedziała się z nich, że Wielki Kapłan Kriwe jest następcą legendarnego Bruteno (Prūtenisa), który setki lat temu został pierwszym Wielkim Kapłanem Prusów. Bruteno miał brata o imieniu Wajdewut (Wīdawut), którego bogowie wybrali na króla całych Prus. Dwaj bracia zbudowali dookoła świętego drzewa miasto i nazwali je Romowe. Była to stolica królestwa Prus. Niestety po śmierci Wajdewuta królestwo się rozpadło i Prusowie podzielili się na wiele plemion, które istnieją do dnia dzisiejszego.
Mojmira, kiedy się o tym dowiedziała z książek znalezionych w grodzie od razu pomyślała, że Wielki Kapłan Prusów pełni funkcję podobną do papieża u chrześcijan. Z tą tylko różnicą, że jeden z nich jest sługą bogów i następcą legendarnego Bruteno, a drugi sługą jednego Boga i następcą świętego Piotra.
            Tereny dookoła Romowe otaczały jeziora, łąki, pastwiska, pola uprawne oraz lasy składające się z setek wiekowych drzew. Mojmira trafiła do najważniejszego ze wszystkich pruskich świętych miejsc. To właśnie tu płonie wieczny, pradawny ogień, święty ogień rozpalony przed wiekami przez bogów, którzy wybrali Bruteno na pierwszego ze swych kapłanów.
Mojmira z czasem z książek i od ludzi dowiedziała się całkiem sporo o tym miejscu. Największe wrażenie, poza fascynującą historią, zrobiło na niej oczywiście stojące w centrum drzewo, zwane świętym dębem. Z jego pnia wyrastały trzy grube gałęzie o niesamowitym wijącym się kształcie. Do każdej z nich przyczepiono drewnianą rzeźbę z wizerunkiem jednego z trzech pruskich bogów: Pikulsa zwanego czasem Patollusem, którego uważano za boga śmierci, kapłanów i magii, Patrīmpusa, czyli boga walki, płodności, zdrowia i bogactwa oraz Perkūnsa, pana błyskawic. Miejscowi nazywają ich Trójcą z Romowe i otaczają wyjątkową czcią.

- Jak ja nienawidzę całej waszej trójki, a zwłaszcza ciebie Perkūnsie, za to, że uwięziłeś moją matkę, boginię Saūli w otchłani – pomyślała Mojmira, która właśnie z udawaną zadumą na twarzy modliła się przy drzewie z wizerunkami trzech bogów. Prędzej położyła na ziemi naczynia z pokarmami ofiarnymi.
Stojący w pobliżu Wielki Kapłan obserwował ją kątem oka. Do końca nie wierzył w to, że dziewczyna nawróciła się na prawdziwą wiarę i odrzuciła fałszywe chrześcijaństwo. Starzec był najbardziej zaniepokojony tym, że mimo swych mocy nie potrafił odczytać myśli Mojmiry. Tym samym nie wiedział co kryje się w jej wnętrzu, prawda, czy fałsz, obłuda, czy szczerość. Nawet jeśli dziewczyna ma w sobie jakąś moc to bransoleta powinna ją blokować w pełni, a on bez problemu odczytywać jej każdą myśl. Tymczasem mimo swych starań nigdy nie udało mu się usłyszeć tego, co Mojmira myśli, dlatego mimo upływu czterech lat nie zdecydował się na zdjęcie bransolety z jej lewej ręki. Obawiał się, że jeśli faktycznie jest ona dzieckiem z przepowiedni to jej moc może być zbyt trudna do opanowania. Obecnie nie miał jednak do dziewczyny żadnych zastrzeżeń, a przynajmniej takie starał się stwarzać wrażenie. Udawał do niej zaufanie i radość z tego, że po początkowych oporach jego niewolnica stała się pokorną służebnicą bogów.
            Mojmira była przekonana, że Kriwe nie ma pojęcia o tym, że wodzi go za nos, cały czas szukając sposobu na ucieczkę. Nie znała prawdy, nawet nie podejrzewała jak przebiegły jest to człowiek. Nie miała też pojęcia o przepowiedni, którą przed wiekami wygłosił Bruteno. Przepowiedni, która mówiła, że „(…) Narodzi się dziecię, w którym będzie krążyła stara i nowa krew. Dziecię dwóch religii to będzie (…)”

[ Całą treść przepowiedni z jednorożcem i dzieckiem znajdziecie w rozdziale 9 ]


Wielki Kapłan cały czas nie był pewien, czy to właśnie Mojmira jest dzieckiem, którego narodziny przepowiedziano. Ona tymczasem postawiła sobie za cel zrozumieć jak działa magia. Dzięki tej wiedzy chciała pozbyć się przeklętej bransolety z lewej ręki i pokonać magiczną barierę otaczającą obszar ponad dwudziestu kilometrów w każdą stronę od Romowe. Dziewczyna odkryła to już cztery lata temu, kiedy próbowała uciec, wydostała się wówczas za palisadę i biegła aż trafiła na niewidzialną ścianę, której nie była w stanie pokonać w żaden sposób. W końcu została złapana przez zbrojnych, którzy ruszyli za nią w pościg. Próby ucieczki ponawiała i za każdym razem kończyło się tak samo. Tylko wybrańcy Wielkiego Kapłana, tacy jak np. Wūrs mogli przekraczać magiczną barierę i opuszczać Romowe.
            Mojmira z czasem uświadomiła sobie, że nawet, jeśli ktoś ruszy jej na ratunek to z powodu bariery nigdy nie dotrze do tej osady i Świętego Gaju w jej centrum. Po kilku miesiącach nieudanych prób ucieczki, buntów i płaczu postanowiła, że zacznie udawać potulną i słuchać wszystkich rozkazów Wielkiego Kapłana. Kriwe na początku był wobec niej nieufny, kazał trzymać ją w lochach pod grodem, kilka razy została wychłostana za próby ucieczki i pobita przez zbrojnych. Została wypuszczona z lochów dopiero, kiedy patrząc Kriwe w oczy wyrzekła się wiary w chrześcijańskiego Boga. Fałszywe nawrócenie na pruską wiarę było konieczne, zielonooka wiedziała, że nie ma innego wyjścia jak tylko udawać, oszukiwać i zdobywać zaufanie. Najpierw przez prawie trzy lata mieszkała w jednej chacie z innymi niewolnicami Wielkiego Kapłana, tak jak one spała na sianie, jadła to, co one i usługiwała swemu panu we wszystkim, łącznie z zaspokajaniem jego uciech cielesnych w łożu. Niechęć do starca przezwyciężyła w sobie pragnieniem ucieczki i zemsty za to, co spotkało jej matkę. Poza tym chciała jeszcze ujrzeć Divana, o którym często myślała.
            Jej sytuacja uległa poprawie około rok temu. Wielki Kapłan awansował wówczas Mojmirę do funkcji głównej niewolnicy. Dziewczyna otrzymała własny pokój w grodzie, z prawdziwym łóżkiem i pościelą zamiast siana. Kriwe postanowił, że wykorzysta w pełni jej umiejętności, dał jej dostęp do swojej biblioteki i nakazał żeby uczyła jego ludzi sztuki pisania i czytania. Mojmira zauważyła, że niewolnice Wielkiego Kapłana w pewnym sensie spełniają taką samą rolę, co dwory książęce. Służba na dworze każdego piastowskiego księcia i księżnej ma za zadanie dbać o ubiór i zaspokajać wszelkie potrzeby swego pana albo pani, czyli księcia albo księżnej. Tu było podobnie niewolnice służyły Kriwe i cieszyły się z tego powodu specjalnymi względami, a Mojmira urosła do ranki osoby zarządzającej jego „dworem”, czyli niewolnicami.
            Nie wiedziała, dlaczego Wielki Kapłan obdarzył ją aż takim zaufaniem, ale postanowiła nie zmarnować tej szansy.

            Od porannej modlitwy w Świętym Gaju minęło już kilka godzin. Mojmira właśnie stała oparta o drzewo rosnące we wnętrzu osady, blisko kuźni. Słuchała odgłosu uderzeń kowalskiego młota o kowadło. Tutejszy kowal był człekiem prostym, który słynął z wyrobu wspaniałych mieczy. Jej długie czarne włosy były rozpuszczone, a w zielonych oczach dało się dostrzec zamyślenie. Właśnie patrzyła na bransoletę, którą od czterech lat miała założoną na lewej ręce. Wielki Kapłan wykonał na niej cztery lata temu jakieś zaklęcie i powiedział, że nie zdejmie jej póki dziewczyna nie odrzuci wiary w boga chrześcijan.
            - Teraz jesteś nasza, a nie ich. Wyczuwam w tobie wielką moc, moc, dzięki której będziesz mogła służyć Bogom i zabijać naszych wrogów. Przed tobą wielka sława, będziesz mogła walczyć w obronie pruskiej wiary, ale najpierw musisz uwierzyć. Dopiero jak uwierzysz zdejmę ci bransoletę i pozwolę korzystać z twej mocy – to były jedne z pierwszych słów jakie starzec jej powiedział krótko po uprowadzeniu. Pamiętała je tak jakby to było wczoraj.
            - Przecież tak dobrze udaję nawrócenie na wiarę w pruskich bogów. Zgodnie z obietnicą powinien zdjąć ze mnie tę bransoletę – głowiła się w myślach.
            - Ta bransoleta jest taka piękna. Dlaczego nigdy jej nie zdejmujesz? Powiesz mi w końcu, kto ci ją dał? To pewnie był twój kochanek! No zdradź mi ten sekret – słowa wypowiedziane przez Paute przerwały jej rozmyślania.
            Mojmira nigdy nikomu nie zdradziła, że ta piękna srebrna bransoleta jest tak naprawdę magiczna i ogranicza jej moce. To raczej przekleństwo, którym obdarował ją Kriwe.
            - Paute, to mój sekret, więc ci nie powiem! – Odpowiedziała z uśmiechem przyjaciółce pokazując język.
            - Jak ja lubię się z tobą droczyć – zripostowała Paute łaskocząc Mojmirę, która nie pozostawała jej dłużna. Przechodnie zerkali na dwie dziewczyny śmiejące się na całego pod drzewem, ale nikt im nie śmiał im zwrócić uwagi. Paute była zwykłą córką kowala, ale Mojmiry wielu się obawiało. Nie wiedzieć, czemu Wielki Kapłan uczynił z niej swoją główną niewolnicę i do tego surowo zakazał ją krzywdzić. Nikt nie wiedział, dlaczego tajemnicza zielonooka dziewczyna została obdarzona tak dużymi względami. Poza tym Mojmira zyskała na znaczeniu jeszcze bardziej, gdy okazało się, że potrafi czytać i pisać. Wówczas Kriwe kazał jej uczyć tej sztuki zarówno dzieci jak i dorosłych.
            Wielki Kapłan w swoim grodzie posiadał nawet pokaźną bibliotekę, w której zgromadził dziesiątki książek z całego świata. Wiedza i umiejętność czytania były dla niego wyjątkowo ważne.
            Mojmira dzięki swoim umiejętnościom szybko zaczęła zyskiwać na znaczeniu. Wielu zbrojnych z grodu i wartowników przy bramach ją polubiło. Wiedziała, że jeśli chce się stąd wydostać to musi zgłębić tajniki magii i dowiedzieć się jak najwięcej o pruskich bogach. Wiele przyjaźni, które nawiązała było podyktowanych czystą kalkulacją. Dzięki sympatii strażników grodowych mogła się łatwo wkradać do prywatnych komnat Wielkiego Kapłana pod pretekstem odłożenia na półkę jakiejś książki, znajomość z innymi kapłanami i kapłankami też dawała jej całkiem sporo. Całkiem niezłe relacje miała też z Wūrsem, który opowiedział jej podczas porwania o jej matce bogini Saūli.
Jeśli zaś chodzi o córkę kowala to zielonooka zaprzyjaźniła się z nią przypadkiem. To była prosta dziewczyna, nie potrafiła pisać i czytać. Mojmira jakiś rok temu spacerowała blisko kuźni i usłyszała jak Paute kłóci się ze swoim ojcem. Normalnie nie zwróciłaby na ich kłótnię uwagi, ale w pewnym momencie wykrzyczała mu prosto w oczy, że nie chce spędzić w Romowe całego życia, że pragnie przygód i chce wyruszyć w świat, marzy o zobaczeniu morza położonego na północy. Mojmira stwierdziła wówczas, że zaprzyjaźnienie się z tą żądną przygód dziewczyną nie zaszkodzi.
- Wiesz, dziś podczas porannej modlitwy w Świętym Gaju było tak pięknie. Czułam jak łaska bogów spływa na mnie, zwłaszcza, kiedy złożyłam pod świętym drzewem ofiarę z pokarmów dla bogini Kurke, poczułam jakby wypełniała mnie niesamowita moc – Paute zawsze z ekscytacją opowiadała o bogach i modlitwach w gaju.
- Patrzyłam też z podziwem jak ty Mojmirko żarliwie modliłaś się pod najświętszym z drzew. Trójca Bogów zapewne wysłuchuje wszystkich twoich próśb.
Mojmira spodziewała się, że jej przyjaciółka znowu zacznie gadać o bogach.
- Słyszałaś kiedyś o ludziach zwanych chrześcijanami? Oni podobno nie wierzą w bogów – Mojmira lubiła droczyć się z przyjaciółką, która nie miała pojęcia o zewnętrznym świecie.
- Mojmiro jak można nie wierzyć z bogów?!
- Tam skąd pochodzę ludzie wierzą w jednego boga – odpowiedziała szeptem i zasłoniła delikatnie usta przyjaciółce – Paute, zewnętrzny świat jest bardzo niesamowity, chciałbym ci go kiedyś pokazać – dodała cichutko.
Paute stała i patrzyła na nią z wytrzeszczonymi oczami.
- Wiesz kiedyś cię stąd zabiorę – stwierdziła nagle Mojmira, tym razem normalnym głosem.
Paute na początku myślała, że się przesłyszała, by po chwili zacząć się śmiać.
 - Widzę, że masz dziś dobry humor, Mojmiro! Przecież wiadomo, że jesteś niewolnicą Wielkiego Kapłana, co oznacza, że zostaniesz w Romowe na zawsze – odpowiedziała Paute patrząc przyjaciółce w oczy.
Mojmira przez chwilę milczała, tak jakby się nad czymś zastanawiała. 
- Chodźmy do łaźni – powiedziała po chwili łapiąc zaskoczoną córkę kowala za rękę i porywając w stronę budynku umieszczonego na terenie grodu.
- Do łaźni? Nie miałaś na myśli sauny? – Spytała zdziwiona Paute.
W Romowe znajdowało się kilkanaście mniejszych i większych budynków sauny. W każdej z nich był piec z polnych kamieni, na które po podgrzaniu lano wodę. Dzięki temu w całym pomieszczeniu uzyskiwano wysoką temperaturę. Mojmira, jako niewolnica Wielkiego Kapłana miała jednak dostęp do łaźni wewnątrz grodu, do której właśnie prowadziła przyjaciółkę. Gród miał bardzo korzystne położenie, znajdował się w północnej części osady, a dalej na północ była już tylko mała rzeczka, z której pobierano wodę do mycia i prania.
Mojmira po raz pierwszy postanowiła wprowadzić kogoś z zewnątrz na teren grodu. Normalnie ludzie, którzy nie są sługami lub niewolnikami albo wojownikami Wielkiego Kapłana nie przekraczali bramy wejściowej prowadzącej do wnętrza drewnianej warowni.
Paute była wystraszona jednak jej przyjaciółka trzymała ją mocno za rękę i przeszła pewna siebie obok zbrojnych i potem kolejnych patrolujących teren wewnątrz.
- Nikt nas nie zatrzymał. Tak jak myślałam, minęły cztery lata, wojownicy mi ufają, nikt nie traktuje mnie jak zagrożenia – pomyślała z radością Mojmira.
- Naprawdę mnie tu wprowadziłaś! Prostą córkę kowala! – Krzyknęła z radością, kiedy obie siedziały w wielkiej drewnianej kadzi z drewna, która była wypełniona wodą doprowadzaną z okolicznej rzeczki i podgrzewaną za pomocą umieszczonych pod kadziami żaroodpornych cegieł. Mojmira właśnie myła mydłem plecy przyjaciółce, która mówiła jak nakręcona:
- Pierwszy raz w życiu mogłam wejść na teren grodu. Dlaczego?
- Co dlaczego? - Zapytała Mojmira cały czas namydlając przyjaciółce plecy.

[ Mydła w średniowieczu uzyskiwano z wymieszania oleju, łoju i popiołu. Rolę ręcznika natomiast często pełnił kawałek płótna. ] 

- Dlaczego się ze mną przyjaźnisz? Pojawiłaś się tu cztery lata temu i stałaś się kimś ważnym, ulubienicą Wielkiego Kapłana. Wielu ci zazdrości i dziwi się, czemu Wielki Kapłan tak dba o kogoś, kto nawet nie jest prawdziwym Prusem.
            - Bo on zna tylko część prawdy, myśli, że moja matka była zwykłą istotą nadprzyrodzoną, demonem albo rusałką, nie wie, że tak naprawdę jestem córką bogini Saūlii, którą bóg Perkūns uwięził w otchłani za to, że pokochała mojego ojca, śmiertelnika.  Mało tego on myśli, że mam w sobie jakąś wielką moc. I będę mogła korzystać z tej mocy jak zdejmie ze mnie tę magiczną bransoletę. On chce mnie wykorzystać do walki z chrześcijanami, a ja udaję jego wiernego pieska, żeby wodzić go za nos. On nie wie, że potajemnie wykradam mu z komnaty książki o czarnej magii, nie zdaje sobie sprawy ile już się nauczyłam. Nie ma pojęcia, że jestem jego wrogiem. Gdyby tylko wiedział czyją jestem córką… – pomyślała Mojmira uśmiechając się pod nosem. Tak właśnie myślała, ale nie mogła powiedzieć prawdy prostej córce kowala, która nie była na nią gotowa. Po chwili namysłu odpowiedziała:
            - Wiesz ja cię naprawdę lubię, jesteś szczera i wierzę, że nasza przyjaźń jest prawdziwa, kiedyś powiem ci całą prawdę, ale jeszcze nie teraz.
            - Słyszałam kiedyś jak kłóciłaś się z ojcem. Pragniesz opuścić Romowe? – Pytanie zadane przez Mojmirę bardzo ją zaskoczyło.
            - Nie sądziłam, że ktoś słyszał naszą kłótnię.
- Nie martw się, nie powiedziałam o niej nikomu – stwierdziła Mojmira. – Więc, marzą ci się przygody? – Dodała po chwili.
- Ja, po prostu nie chcę spędzić całego życia w jednym miejscu, ale…
-…ale się boisz, że nigdy nie przekroczysz bariery, która uniemożliwia wszystkim opuszczenie Romowe? – Dopowiedziała Mojmira.
- Zupełnie jakbyś czytała mi w myślach – stwierdziła z uśmiechem Paute.
- Ojciec mi mówił, że nigdy nie przekroczył bariery. Tak samo jego rodzice. Ludzie tu się rodzą i tu umierają służąc bogom i Wielkiemu Kapłanowi.
- Tylko wybrańcy Wielkiego Kapłana mogą przekraczać magiczną barierę. Zbrojni, myśliwi, zaufani kupcy. Prawda jest taka, że Wielki Kapłan ma wielu podwładnych, którzy przekraczają barierę. Zauważyłam też, że zwierzęta swobodnie przez nią przechodzą, dlatego ciągle mamy pod dostatkiem zwierzyny, na którą można polować. Bariera blokuje tylko ludzi. Poza tym jest tu dużo wyrobów bursztynowych i towarów z innych pruskich krain, a nie ma zewnętrznych kupców. Kriwe w jakiś sposób to wszystko organizuje mimo bariery – Mojmira wypowiedziała te słowa głośno i dopiero po chwili sobie uświadomiła ten błąd.
- O czym ty mówisz? Te wszystkie towary są darem Bogów. Dzięki Bogom możemy spokojnie żyć tu w Romowe chronieni przez ich barierę. Musimy wierzyć w Wielkiego Kapłana i ufać mu bezgranicznie – powiedziała Paute stanowczym głosem.
- Tak, tak masz rację – stwierdziła Mojmira ostrożnie dobierając słowa i uważając, żeby nie wypowiadać głośno swoich myśli.
- No, ale mimo wiary w bogów marzysz o wyruszeniu w świat i przeżywaniu przygód. Jak chcesz to osiągnąć? – Zapytała z rozwagą Mojmira.
- Tu pojawia się problem. Nie mam pojęcia. Wielki Kapłan sam wybiera tych, którzy mogą przekraczać barierę. Bogowie wskazują mu odpowiednie osoby. Jeśli mnie nigdy nie wskażą to umrę w Romowe ze starości i nigdy nie zobaczę zewnętrznego świata, pozostałych pruskich krain i wielkiego morza na północy.
- Nie martw się. Może bogowie cię wybiorą – powiedziała Mojmira próbując pocieszyć przyjaciółkę.
- Wiesz mam pewien pomysł. Od jutra zacznę cię uczyć pisać i czytać, nauczę cię języka Polan i łaciny.
- A kim są Polanie i co to jest łacina? A na co mi to?
- Polanie mieszkają na południe i zachód od Prus i piszą oraz czytają w dwóch językach polskim i po łacinie. Postaram się też nauczyć cię pisać w języku Prusów. Tylko, że każde pruskie plemię posługuje się trochę innym dialektem, ale to nic, tak cię wyszkolę, że się dogadasz ze wszystkimi. 
- Wiesz, ja nic nie rozumiem. To mi się do czegoś przyda?
- Jeśli marzysz o dalekich podróżach to jest to dla ciebie konieczne! Bez tego ani rusz!
Mojmira nachyliła się do ucha dziewczyny i powiedziała szeptem:
- Powiem ci w tajemnicy, że Wielki Kapłan Kriwe woli ludzi, którzy potrafią pisać i czytać. Chcesz zyskać jego uznanie, czy nie?
Paute zrobiła się czerwona na twarzy i powiedziała cichutko: - Chcę żeby mnie lubił.
- Więc załatwione. Każdego dnia po porannych modlitwach uczę tu w grodzie inne niewolnice, niektórych kapłanów, kapłanki, strażników i ich żony oraz dzieci. Po południu będę uczyła ciebie w twoim domu – powiedziała z radością Mojmira.

Kiedy już się pożegnała z Paute postanowiła wrócić do siebie. Posiadanie własnego pokoju było jednym z przywilejów głównej niewolnicy. Mojmira umeblowała go w swoim stylu. Najbardziej cieszyło ją łóżko z prawdziwą pościelą. Prędzej, jeszcze jako zwykła niewolnica musiała spać przez trzy lata razem z innymi na sennikach z siana. Dziewczyna nie lubiła sprzątać, dlatego jej kominek był przybrudzony sadzą, a na biurku i łóżku walały się zapisane pergaminy i książki. Po wejściu do pokoju przeczesała dłonią swoje rozpuszczone długie włosy i wygładziła niebieską tunikę. Pikuś, mały piesek z brązową sierścią i krótkim ogonkiem, którego przygarnęła przed trzema miesiącami właśnie zeskoczył z łóżka i ruszył w jej stronę. Dziewczyna zdjęła płaszcz i rzuciła go na krzesło, a następnie wzięła na ręce pieska, który zaczął lizać ją po twarzy.
- Wiem, ja też tęskniłam za tobą – powiedziała do Pikusia i po chwili pieszczot postawiła go na drewnianej podłodze. Dorzuciła drew do kominka i rzuciła się w ubraniu na łóżko. Chwyciła za książkę, której czytanie przerwała wczoraj, lewą ręką musiała cały czas drapać za uchem psa, który nie dawał jej spokoju. To była pasjonująca lektura. Księga spisana ludzką ręką pochodziła zapewne z zachodniej Europy. Nie wiedziała jak Wielki Kapłan ją zdobył, była jednak pewna, że tak skomplikowaną łacinę potrafi tu odczytać niewiele osób, albo i nikt. Znalazła ją przypadkiem w bibliotece, była bardzo zakurzona, co znaczyło, że od dawna nikt jej nie dotykał. Już sam tytuł sprawił, że po plecach przeszły jej ciarki „Grymuar spisany dla tych, którzy nie lękają się przywoływać demonów”. W księdze opisano dziesiątki demonów znanych nie tylko w chrześcijaństwie, ale też w religiach starożytnego Rzymu, a nawet pogańskich Germanów. Był nawet podany szczegółowy opis wymogów, które trzeba spełnić, aby przywołać demona. Księga była przerażająca i fascynująca zarazem.
Mojmira miała swoje przypuszczenia. Nasiliły się one po przeczytaniu grymuaru. Po pierwsze, kiedy podróżowała z ojcem po Francji i Italii nigdy nie doświadczyła magii, nawet nie wierzyła w jej istnienie. Dlaczego? Skoro jest córką bogini Saūli to powinna mieć w sobie moc cały czas. Odpowiedzi wymyśliła kilka. W Zachodniej Europie i nawet w księstwach Polan dominowało chrześcijaństwo, a moc płynąca od starych bogów zanikła lub była malutka. Dopiero po przybyciu do pruskiej puszczy coś zaczęło się w niej budzić. Po dostaniu się w niewolę wywieziono ją na ziemie zdominowane przez Prusów, tu gdzie bogowie mają pełnię władzy. Magiczna moc jednak się w niej nie zdążyła obudzić z powodu blokującej ją bransolety.
- Jeśli to wszystko jest prawdą to tu w Romowe powinnam dysponować potężną magiczną mocą dlatego, że jestem półboginią. Nie powinnam się więc skupiać na szukaniu sposobu zniszczenia magicznej bariery, powinnam raczej znaleźć sposób na zdjęcie tej przeklętej bransolety! Potem dzięki swojej sile rozwalę barierę! A potem ją ocalę… – dziewczyna właśnie zdobyła się na najbardziej szaloną myśl w swoim życiu:
- Jestem wierzącą chrześcijanką, córką pogańskiej bogini i do tego chcę ją ocalić z czeluści otchłani, w której uwięził ją pogański bóg Perkūns. Moje życie okazało się być bardziej szalone od przygód bohaterów Legend Arturiańskich – pomyślała i z tą myślą zasnęła.

Sen przyszedł nagle. Słyszała cichy szept powtarzający nieustanie jej imię. Mojmira, Mojmira, Mojmira… ciągle tylko to jedno słowo. Wszędzie panowały ciemności, słyszała tylko ten szept i dźwięk kajdan uderzających o ścianę. Obudziła się w środku nocy zlana potem. Podeszła do otwartej okiennicy i wyjrzała na zewnątrz, serce waliło jej jak szalone.
- Czy to byłaś ty Saūli? Czy to ty mamo wypowiadasz moje imię uwięziona w otchłani? – Zapytała samą siebie. Nagle usłyszała, że ktoś się za nią skrada, odwróciła się błyskawicznie i ujrzała Wielkiego Kapłana. Kriwe trzymał w ręku sztylet, który wbił jej w brzuch. Nawet nie zdążyła krzyknąć. Mojmira czuła, że umiera, jej ciało nagle straciło wszystkie siły, a krew szybko pokryła jej tunikę, życie ją opuszczało.
- Skoro jesteś jej córką to musisz umrzeć – powiedział jej szeptem do ucha.
- Po chwili usłyszała znowu kobiecy głos, który prędzej we śnie ciągle powtarzał jej imię:
- Oni wiedzą, Trójca z Romowe już wie. Uciekaj Mojmiro. Zrobiłam dla ciebie co tylko mogłam, proszę przetrwaj – Obudziła się na swoim łóżku nie rozumiejąc co się stało. Na brzuchu nie miała żadnej rany. Na zewnątrz było jeszcze ciemno. Dopiero po chwili dotarło do niej, że to był „sen we śnie”, to jak Kriwe ją zabił też było snem. Leżała przerażona, a kiedy chciała otrzeć lewą ręką pot z czoła zauważyła, że przeklęta bransoleta leży na pierzynie, sama się odczepiła.

- „Oni wiedzą… uciekaj. Zrobiłam dla ciebie co tylko mogłam” - a więc to miałaś na myśli – powiedziała sama do siebie i zerwała się z łóżka słysząc odgłosy kroków zbliżające się do drzwi jej komnaty. 





[ Aby zrozumieć dlaczego pruskich i słowiańskich bogów nazywam upadłymi aniołami należy dla przypomnienia jeszcze raz przeczytać początek rozdziału 10. Jeśli zaś chodzi o to, że Mojmira jest córką bogini Saūli to pisałem już o tym w rozdziale 11.

Nazwy słowiańskich i pruskich demonów oraz bogów pojawiające się w mojej powieści są autentyczne. Poniżej umieściłem podstawowe informacje o nadprzyrodzonych istotach (występujących w powieści) w istnienie, których wierzyli nasi przodkowie.

Grad – (dopiero się pojawi) jest demonem słowiańskim, który potrafi przywoływać groźne zjawiska pogodowe. Nasi przodkowie wyobrażali go sobie jako mężczyznę, który sprowadza grodobicie.

Wampir – o tych istotach pisać nie muszę, warto jednak mieć świadomość, że Słowianie i Prusowie zamieszkujący m.in. tereny obecnej Polski wierzyli w istnienie wampirów.

Lilith – jest chyba najbardziej znanym demonem kobiecym. Niektórzy twierdzą, że w jej istnienie wierzono nawet w czasach starożytnego Sumeru. Są też tacy, którzy piszą, że była pierwszym z wampirów.
           
Żmij – w Internecie możecie znaleźć sporo informacji o tej istocie. Żmij był podobny do smoka, również ział ogniem i posiadał kilka głów. Oczywiście miał też skrzydła. Bardzo ciekawy opis tego potwora znajduje się na tej stronie: https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/2015/11/24/zmij-slowianski-smok/

Utopce – podstępne demony wywodzące się z wierzeń słowiańskich i pruskich.

Rusałki – są to demonice z mitologii słowiańskiej i pruskiej, czasem nazywano je boginkami. Starożytni Grecy nazywali je nimfami. Mieszkały w świętych jeziorach i gajach.





Ciekawostki historyczne:


Trójca z Romowe - ta wersja najbardziej mi się podoba :)




Romowe

Trójca z Romowe