czwartek, 21 kwietnia 2011

Wielkanocne zwyczaje mieszkańców pogranicza (Ziemi Lubawskiej)


Wielkanocne smakołyki z Ziemi Lubawskiej
W średniowieczu kalendarz kościelny był o wiele bogatszy od tego, którym dysponujemy w XXI wieku (w tamtych czasach obchodzono o wiele więcej świąt i uroczystości) ale mimo wszystko podobnie jak dziś największą uwagę przywiązywano do zwyczajów związanych z Bożym Narodzeniem, Wielkanocą oraz świętem Trzech Króli (6 stycznia). Nieco mniejsze znaczenie (tak jak obecnie) miał Nowy Rok (1 stycznia) oraz święto Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego). Dzięki przedwojennym zapiskom wiemy, że jeszcze w pierwszych latach XX w. w okresie od Bożego Narodzenia do święta Trzech Króli na każdej mszy między lekcją a Ewangelią śpiewano kolędę: „Panna syna jedynego…”. Do dnia dzisiejszego, w nieco zmienionej formie dotrwało kolektanie stanowiące sygnał, że nabożeństwo zaraz się rozpocznie lub, że należy odmówić modlitwę Anioł Pański. Byli za nie odpowiedzialni ministranci, którzy w ostatnie dni Wielkiego Tygodnia używali tzw. sznarów (piekutów) obecnie zwanych klekotkami. Każdego roku w Wielki Czwartek i Wielki Piątek chodzili dookoła kościoła klekocąc i wypowiadając następujące słowa: „W Wielki Czwartek, Wielki Piątek – Cierpiał Jezus za nas smutek – gdy Go Żydzi katowali – Krew najświętszą przelewali (…)”.

Klekotanie stanowi jeden z wielu pięknych gestów związanych z Wielkanocą, która w tradycji chrześcijańskiej jest uważana za „święto świąt”. Dla ludności wiejskiej święta te były ściśle związane z obrzędami wiosennymi. Od niepamiętnych czasów poprzedzał je Wielki Post, który rozpoczynał się w Środę Popielcową. Jest to wyjątkowy dzień rozpoczynający czterdziestodniowy, nie licząc niedziel okres oczekiwania na Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Okres ten zgodnie z tradycją nawiązuje do pobytu Syna Bożego na pustyni, gdzie kusił Go szatan i namawiał do przełamania postu. Jezus udał się na pustynię zaraz po tym jak został ochrzczony przez Jana Chrzciciela: „Potem Duch zaprowadził Jezusa na pustynię, aby Go tam kusił szatan. Jezus pościł przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy; później poczuł głód. Wtedy przystąpił do niego kusiciel i rzekł mu: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz by te kamienie stały się chlebem.” Lecz on odparł: „Napisane jest nie samym chlebem żyje człowiek, lecz wszystkim co Bóg zrządzi” (Mt, 4, 1 – 4).

Tydzień poprzedzający Środę Popielcową dawniej zwano Tłustym Tygodniem, rozpoczynał go Tłusty Czwartek. Były to dni wielkiego obżarstwa, które miało „napełnić brzuchy” na cały post. Kolejnym ważnym wydarzeniem jest Niedziela Palmowa, która rozpoczyna Wielki Tydzień poprzedzający Wielkanoc. Według tradycji ten wyjątkowy dzień symbolizuje wjazd Jezusa do Jerozolimy. Według Biblii ludzie kładli u Jego stóp palemki: „Bardzo wielu z ludu rozścielało swe płaszcze na drodze, inni znów obcinali gałęzie z drzew i zaścielali nimi drogę” (Mt, 21, 8 – 9). Mieszkańcy Ziemi Lubawskiej, po powrocie z kościoła uderzali się lekko poświęconymi palmami, co miało symbolizować wzajemne przekazanie sobie mocy. Chłopcy zyskiwali dzięki temu siłę, a dziewczęta urodę. Podczas tej czynności powtarzano: „Nie ja biję, wierzba bije”. Później gospodarz uderzał palmą o najcenniejsze domowe przedmioty, a na końcu zatykał ją za święty obraz. Palemka chroniła gospodarza oraz jego rodzinę i dobytek przed wszelkimi nieszczęściami.

Niezwykłego uroku tym świętom nadają znane już u Fenicjan, Chińczyków i Persów pisanki, które pojawiły się w Polsce w X wieku. W rodzimych religiach Słowian i Sasinów (tak nazywano plemię pruskie zamieszkujące w czasach przedchrześcijańskich te tereny) z Ziemi Lubawskiej kult jajka był znany od pokoleń. Dla pogan jajko było symbolem odradzającego się życia dlatego bez problemu zaakceptowali pisanki jako jeden z elementów chrześcijańskiego święta. Kościół sprawił, że poświęcone i pomalowane jajko uzyskało nowe znaczenie, jego przyniesienie pod dach przez gospodarza symbolizowało dobro i szczęście. Pochodzący ze wsi Targowisko prof. Falkowski pisze, że okoliczni mieszkańcy zawsze byli przywiązani do tej tradycji. W jego rodzinie w Wielką Sobotę zawsze przygotowywano „święcone”, malowane na różne kolory jaja, kiełbasę, chleb, szynkę oraz ciasto, które w specjalnych koszykach zanosiło się do kościoła, gdzie kapłan dokonywał ich poświęcenia.

Podczas śniadania w niedzielę Wielkanocną zawsze dzielono się poświęconym jajkiem z bliskimi. Dzięki temu umacniały się więzi rodzinne, a najbliżsi zyskiwali ochronę przed złymi mocami. Świąteczne śniadanie było czymś wyjątkowym, szczególnie wyczekiwanym przez najmłodszych. Był to pierwszy syty posiłek po czterdziestodniowym poście, a posty od czasów najdawniejszych do pierwszej połowy XX wieku były traktowane poważnie! W środy, piątki i soboty nie wolno było jeść mięsa dlatego gospodyni karmiła domowników kapustą i kluskami polanymi olejem lnianym. Teofil Ruczyński (historyk z Lubawy) wspomina, że w Wielki Piątek wielu starszych nie jadło nic, a małym dzieciom nie dawano tego dnia masła, mleka, jaj i sera.

Na przestrzeni wieków narodziło się wiele przesądów związanych z jajkiem. Wierzono, że dotknięcie zwierzęcia poświęconym jajkiem ochroni je przed chorobami i urokami, a rozsypanie zgniecionych skorupek dookoła domu ochroni go przed wszelkim złem. Chłopi zakopywali skorupki w narożnikach pól co miało zapewnić im urodzaj. Woda, która pozostała po ugotowaniu jaj była najlepszym lekarstwem na ból zębów. Podobno dziewczęta, które wypiły taką wodę stawały się piękniejsze. Podobne wierzenia dotyczyły Wielkiej Soboty, podczas której następuje poświęcenie ognia i wody chrzcielnej. W ludowej tradycji istniał zwyczaj, który nakazywał tego dnia aby dziewczęta o północy udały się do najbliższego strumienia, zanurzyły się w nim i nabrały wody do dzbana. Wodę zanoszono do domu i wierzono, że posiada lecznicze właściwości.

Innym bardzo charakterystycznym zwyczajem Wielkanocnym, który ma wiele wspólnego z przedchrześcijańską tradycją jest drugi dzień świąt, czyli lany poniedziałek. Zwyczaj polewania wodą sięga dawnych germańskich tradycji. Dla pogan wzajemne polewanie wodą oznaczało radość związaną z odejściem złej zimy. Poza tym wierzono, że taka czynność zapobiega chorobom i sprzyja płodności. Chrześcijaństwo nadało temu zwyczajowi nowego znaczenia, woda stała się symbolem oczyszczenia i uzyskała moc zmywania grzechów. Z dawnej pogańskiej tradycji pozostała wiara, że lany poniedziałek symbolizuje urodzaj i odnawianą zdolność ziemi do wydawania plonów. Zgodnie z tradycją tego dnia praktykuje się „dyngusa” oraz odwiedza krewnych. W tym celu dzieci i młodzież dwa – trzy dni prędzej ścinały i wkładały do butelek brzozowe gałązki (rózgi), którymi podczas odwiedzin smagali gospodynię oraz gospodarza. Istnieje wiele wersji różnych regionalnych zwrotów, które wypowiadało się podczas smagania, oto jedna z nich: „Dyngus, dyngus po dyngusie – Leży placek na obrusie, - Pani kraje, Pan rozdaje, - Proszę o malowane jaje”. Dzieci za smaganie dostawały najczęściej kilka jajek oraz kawałek Kucha (placka), a czasem kilka drobnych monet.

Sasini, czyli dawni mieszkańcy Ziemi Lubawskiej wierzyli w wędrówkę dusz. Dla nich było oczywiste, że śmierć najbliższego nie oznacza końca i odrodzi się on jako jeden ze swoich krewnych, będzie jednym z dzieci, które przyjdą na świat po jego śmierci. Z drugiej strony wiara ta nie była wystarczająca by mogli oni objąć swoim umysłem kolejny i najważniejszy element chrześcijańskich świąt Wielkanocnych, czyli Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa obchodzone po pierwszej wiosennej pełni księżyca, która wg kalendarza gregoriańskiego przypada między 21 marca a 25 kwietnia - dla pogan zmartwychwstanie ciała Jezusa i zapowiedź, że wszystkie ciała zmartwychwstaną było trudne do zrozumienia. Sasini, podobnie jak Słowianie przed przyjęciem chrześcijaństwa czcili naturę i we wszystkim widzieli Boga, było to coś w rodzaju panteizmu. Biblia mówi o poganach wyznających wierzenia tego typu w następujący sposób: „(…) z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, lecz ogień, wiatr, powietrze chyże, gwiazdy dookoła, rwącą wodę lub światła niebieskie uznali za bóstwa, które rządzą światem (…) Ci jednak na małą zasługują naganę, bo wprawdzie i oni błądzą, ale Boga szukają i pragną Go znaleźć. Obracając się bowiem wśród jego dzieł, badają i ulegają pozorom, bo piękne to na co patrzą.” (Księga Mądrości 13, 2 – 7).

Okres świąt Wielkanocnych jest doskonałym przykładem przenikania się wierzeń i zwyczajów pruskich z chrześcijańskimi. Kościół wielu dawnym zwyczajom nadał nowego znaczenia, kult bohaterów zastąpił kultem świętych, a wiarę w wielu bogów zastąpił religią monoteistyczną, w której jest jeden Bóg. Poganie zamieszkujący w średniowieczu Ziemię Lubawską w okresie wiosennym cieszyli się z powodu przyrody budzącej się do życia po zimowym śnie. Wszystkie ich obrzędy sprawowane w tym okresie były radosne, ucztowali wówczas w Świętych Gajach w Łąkach Bratiańskich, Lipach i Kurzętniku radując się z nadejścia wiosny. Kościół widząc ich radość nakazał aby obchodzone w tym okresie święta Wielkanocne były radosne. Dlatego m.in. palmy podczas Niedzieli Palmowej oraz pisanki są kolorowe i mają radosne przesłanie. Prędzej pisałem o różnych zwyczajach z nimi związanych m.in. o lekkim uderzaniu domowników palemkami oraz zakopywaniu skorupek poświęconych pisanek w narożnikach pól. Zachowania te, praktykowane jeszcze w XIX i pierwszej połowie XX wieku stanowią pozostałość po dawnych, magicznych wierzeniach, które w niektórych miejscowościach praktykuje się do dnia dzisiejszego. W praktyce oznacza to, że tradycja oraz religia katolicka dominująca na tych terenach nie zniszczyła dawnych wierzeń tylko je zmieniła i nadała im nową chrześcijańską symbolikę oraz nowy sens. Naukowcy nazywają takie zjawisko synkretyzmem religijnym.


Bibliografia

Landowski Roman, Dawnych obyczajów rok cały. Między wiarą, tradycją i obrzędem, Pelplin 2007.

Łęga Władysław, Ziemia chełmińska. Prace i materiały etnograficzne, T. XVII, Wrocław 1961.

Ruczyński Teofil, Opowiadania z pogranicza, Łódź 1973.

Ruczyński Teofil, Z tamtych lat, Warszawa 1977.

Szkaradzińska Zofia, Tradycje wielkanocne, Drwęca, nr 4, marzec 2009

Zwyczaje i wierzenia ludowe w Złotowie pod Lubawą, Zapiski Towarzystwa Naukowego w Toruniu, T. VI, nr 5 i 6.




Autor: Tomek

Kontakt: 
ziemialubawska@protonmail.com






Wszelkie prawa zastrzeżone!
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)

wtorek, 19 kwietnia 2011

Tragiczny los „Czwartej Kompanii Lubawskiej” walczącej w powstaniu styczniowym (1863-1864)

Godło powstania styczniowego.
Postępująca rusyfikacja w zaborze rosyjskim i narastające napięcia społeczne doprowadziły do wybuchu powstania styczniowego, które trwało od 22 stycznia 1863 do jesieni 1864 roku. Walki toczyły się na terenie Królestwa Polskiego, daleko od Ziemi Lubawskiej, co nie zmienia faktu, że wielu lokalnych patriotów ruszyło z pomocą rodakom walczącym w sąsiednim zaborze. Z opisywanych terenów szły na południe całe rzesze ochotników, kupców, duchownych, nauczycieli i urzędników, którzy przekradali się przez lidzbarskie lasy i rzekę Działdówkę, aby zasilić szeregi walczących powstańców. Jednym z takich bohaterów był Jan Fryderyk Wandel oficer o pseudonimie Ewald, który stanął na czele Czwartej Kompanii Lubawskiej składającej się z lokalnych patriotów, mieszkających na ziemi lubawskiej i Mazurach. Kompania dowodzona przez Ewalda składała się z ok. 400 ludzi wśród których byli strzelcy, kosynierzy i kilkudziesięciu jeźdźców. 

Najlepszym wyposażeniem mogli poszczycić się strzelcy uzbrojeni w nowoczesne belgijskie sztucery, w nieco gorszej sytuacji znajdowali się kosynierzy, którym brakowało kos. Z tego powodu w starej kuźni Sobocińskiego (weterana – kosyniera), stojącej na skraju wsi Rybno, przy wschodniej granicy Ziemi Lubawskiej, naprawiano stare kosy i oddawano je kosynierom z Czwartej Kompanii Lubawskiej.

W nocy z 30 na 31 marca 1864 roku mały oddział dowodzony przez Jana Fryderyka Wandela wyruszył w stronę południowej granicy Ziemi Lubawskiej. Ewald chciał przeprawić się przez Działdówkę i wkroczyć na tereny Królestwa Polskiego. Liczył, że w mrokach nocy uda mu się ominąć wojska graniczne i dołączyć jednej z kilku armii partyzanckich. Niestety wkrótce po przekroczeniu granicy Czwarta Kompania Lubawska została zaatakowana przez rosyjską straż graniczną. Po dzielnej walce poległo 17 powstańców, 8 poniosło ciężkie rany, a 58 dostało się do rosyjskiej niewoli. Nielicznych uciekinierów złapano po jakimś czasie. Dowódca dzielnego oddziału z Ziemi Lubawskiej został stracony 2 kwietnia 1864 roku w Mławie. Teofil Ruczyński w następujący sposób opisuje śmierć Ewalda: „(…) wśród słonecznego kwietniowego poranka przed plutonem egzekucyjnym na rynku mławskim stanął Ewald. Nie pozwolił zawiązać sobie oczu. Nim rozbrzmiałą salwa spojrzał wokoło, jak gdyby tym ostatnim spojrzeniem chciał pożegnać polską ziemię, o której wolność walczył. Tak zginął Ewald, ostatni dowódca ochotniczego oddziału lubawskiego. Wódz dzielny, ale niefortunny”.

Z obszaru Ziemi Lubawskiej wiele osób przedarło się przez granicę i ruszyło z pomocą walczącym powstańcom. Ewald był jednym z wielu bohaterów tamtych dni. Innym był doktor Teofil Rzepnikowski, założyciel Banku Ludowego w Lubawie i lokalny działacz niepodległościowy. Poza nim szeregi powstańców dowodzonych przez Romualda Traugutta (dowódcę powstania) zasilili m.in.: Antoni Kamiński, Antoni Miecznikowski oraz Władysław Wysakowski z Lubawy; Stanisław Skolmowski z Targowiska, Pierzyński ze Złotowa, Franciszek Stecki z Boleszyna, Teodor Dembiński oraz Władysław Somerau z Tylic i wielu innych. Ludzie ci należeli do różnych środowisk i wykonywali rozmaite zawody. Wśród nich byli zarówno biedni jak i bogaci. Pierwszymi mieszkańcami Ziemi Lubawskiej, którzy wzięli udział w powstaniu byli prawdopodobnie uczniowie prywatnego progimnazjum księdza Hunta w Kurzętniku. Jednym z nich był Mieczysław Brzozowski z Wlewska, który 29 lipca 1863 roku zmarł w Dziwach koło Kuczborka z powodu odniesionych w powstaniu ran. Innym uczniem progimnazjum był Bonawentura Splettstosserow ze Słupa (koło Lidzbarka), któremu udało się wrócić po powstaniu do rodzinnej wsi.

Poza wyżej wymienionymi osobami w powstaniu styczniowym wzięli jeszcze udział mieszkańcy wsi Krzemieniewo (Ziemia Lubawska, klucz kurzętnicki). Byli to Bonawentura Splettstösser, syn nauczyciela z Krzemieniewa i uczeń progimnazjum w Kurzętniku. W powstaniu walczył również chłop z Krzemieniewa Franciszek Sadowski - urodzony w roku 1843, zmarł w roku 1935, był ostatnim żyjącym na Ziemi Lubawskiej uczestnikiem powstania styczniowego. W 1863 roku w wyniku poniesionych ran (w okolicach Płocka) stracił oko i ucho. Franciszek Sadowski po powstaniu przez dwa lata pracował przymusowo w rocie aresztanckiej przy budowie linii kolejowej Moskwa - Orzeł. Razem z nim pracowali też inni mieszkańcy Ziemi Lubawskiej, którzy prędzej walczyli o odrodzenie ojczyzny podczas powstania styczniowego. Byli to m.in.: Teodor Dembiński z Tylic, Stanisław Skolmowski z Targowiska i Józef Otremba z Mikołajek. Po dwóch latach ciężkiej przymusowej pracy Franciszek Sadowski został przekazany władzom pruskim, które kazały mu się osiedlić w Sampławie (nie pozwolono mu wrócić do rodzinnego Krzemieniewa).

Rzeczpospolita odzyskała niepodległość w roku 1918 ale tereny Ziemi Lubawskiej włączono do niej dopiero po uprawomocnieniu się postanowień traktatu wersalskiego w styczniu 1920 roku. Żyjący uczestnicy powstania styczniowego oraz ich rodziny zostali natychmiast otoczeni opieką państwa, była to jedna z pierwszych decyzji marszałka Józefa Piłsudskiego. Powstańcy styczniowi otrzymali stałą rentę oraz mieszkania państwowe. Byli stawiani za wzór, a mieszkańcy II Rzeczypospolitej traktowali ich z wielką czcią i szacunkiem. To byli prawdziwi bohaterowie. Bycie krewnym uczestnika powstania styczniowego stanowiło powód do dumy. Stanisław Sadowski w II RP otrzymał tytuł weterana powstania styczniowego i tak jak każdemu weteranowi przyznano mu stopień podporucznika Wojsk Polskich, specjalny ubiór składający się z surduta, spodni, płaszcza i czapki.

Poza Lubawą ważną rolę w powstaniu styczniowym odgrywał Lidzbark Welski, położony w południowej części ziemi lubawskiej, blisko granicznej rzeki – Działdówki. Falkowski Jan pisze, że miasto to miało strategiczne położenie i dlatego stanowiło punkt magazynowania i przerzucania broni. Z Lidzbarka i okolicy wielu lokalnych patriotów przedostawało się przez granicę, aby podobnie jak Ewald spróbować dołączyć do jednego z oddziałów partyzanckich i wziąć udział w powstaniu. Właśnie tak było 9 lutego 1863 roku we wsi Wlewsk położonej pod Lidzbarkiem. Władze pruskie ostrzelały wówczas, z karabinu maszynowego ochotników, którzy chcieli dostać się na teren Królestwa Polskiego. Raniono wielu niedoszłych powstańców, a ci którym nie udało się uciec zostali aresztowani i osadzeni w więzieniu w Brodnicy. Mimo tej wpadki szacuje się, że w marcu 1863 roku granicę na rzece Działdówce przekroczyło około dwustu ochotników z Ziemi Lubawskiej, Warmii i Mazur. Najczęściej byli to zwykli ludzie, rzemieślnicy, robotnicy zatrudnieni przy spławie drewna oraz inteligencja reprezentowana m.in. przez lekarzy i nauczycieli. Przez cały okres powstania władze pruskie przeprowadzały u podejrzanych osób rewizje i najczęściej je aresztowały. Taki los spotkał m.in. Władysława Różyckiego z Wlewska, który był członkiem Towarzystwa Rolniczego Ziemi Michałowskiej co wystarczyło by wzbudzić podejrzenia władz zaborczych.

W walkach powstańczych na terenie Królestwa Polskiego wzięło udział ponad 200 tys. patriotów z terenu Królestwa Polskiego, Ziemi Lubawskiej, Warmii oraz Mazur. Stoczono ok. 1200 bitw i potyczek. Oddziały powstańcze były słabo uzbrojone i miernie przeszkolone, w przeciwieństwie do 300 tysięcznej armii rosyjskiej. W powstaniu poległo ok. 20 tys. Polaków, a po jego upadku stracono na szubienicach ok. 1000 osób, kilkaset zmarło w więzieniach, ok. 30 – 40 tys. zesłano w głąb Rosji, pozostałych, czyli ok. 10 tys. osób zmuszono do emigracji.


Idea narodowości jest tak potężną i czyni tak wielkie postępy w Europie, że jej nic nie pokona - Romuald Traugutt


Bibliografia:

Grabowski Stanisław, Z dziejów Kurzętnika i okolic, Warszawa 2008.

Powstanie styczniowe [w:] Dzieje Polski – Atlas ilustrowany, wydawca Demart SA, Warszawa 2008.

Ruczyński Teofil, Ziemia Lubawska w powstaniu styczniowym, w setną rocznicę heroicznego zrywu narodu, Olsztyn 1973.

Ruczyński Teofil, Opowiadania z pogranicza, Łódź 1973.

Falkowski Jan, Ziemia lubawska, Toruń 2006.

Śliwiński Józef, Lubawa z dziejów miasta i okolic, Olsztyn 1983.

Klemens Edward, Lidzbark Welski. Dzieje miasta i gminy, Warszawa 1992.

O symbolach narodowych słów kilka



Autor: Tomek

Kontakt: 
ziemialubawska@protonmail.com






Wszelkie prawa zastrzeżone!
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)

niedziela, 17 kwietnia 2011

Mieszkańcy Ziemi Lubawskiej walczący w powstaniu listopadowym i Wiośnie Ludów


W XIX wieku w zaborze rosyjskim doszło do kilku polskich zrywów niepodległościowych. Pierwszym z nich było powstanie listopadowe, które wybuchło na terenie Królestwa Polskiego w nocy z 29 na 30 listopada 1830 roku, a zakończyło się 21 października roku 1831. Polacy z Prus Zachodnich przyjęli z życzliwością wybuch powstania, które było skierowane przeciwko rosyjskiemu zaborcy.

Mieszkańcy ziemi lubawskiej licznie przekraczali granice Prus i Królestwa Polskiego aby wziąć udział w walkach o niepodległość i wyzwolenie spod jarzma zaborców. Do takich osób należał mieszkający w Mrocznie Antoni Kamiński, późniejszy uczestnik powstania styczniowego (1863 – 1864) oraz działacz społeczno – polityczny w Lubawie. Patrioci tacy jak on przemycali na tereny zaboru rosyjskiego bardzo duże ilości broni i amunicji. W Nowym Mieście Lubawskim, które było miastem granicznym władze kontrolowały dokumenty podróżnych zmierzających w kierunku Królestwa Polskiego.

Silny patriotyzm mieszkańców ziemi lubawskiej przejawiał się wielokrotnie podczas powstania listopadowego. Na przykład kiedy w październiku 1831 roku granicę prusko – rosyjską, która przebiegała w okolicach Brodnicy i Lidzbarka Welskiego przekroczyły wojska generała Macieja Rybińskiego, naczelnego dowódcy powstania, liczące ok. 21 tys. ludzi, 9 tys. koni i 96 armat . Ludność Lubawy wyległa na ulice wiwatując i podziwiając powstańców, którzy dopiero tu złożyli broń. Orkiestra grała na rynku pieśni i marsze wojenne, a mieszkańcy obserwowali z podziwem konwojowanych ulicami Lubawy powstańców. Niestety niektórzy z nich zachorowali na cholerę i zmarli. Okoliczni mieszkańcy, pogrzebali ich w zbiorowych mogiłach. W 1888 roku robotnicy podczas prac budowlanych znaleźli 12 szkieletów powstańców, a cztery lata później odkopano kolejne szczątki, które pochowano we wspólnej mogile na cmentarzu ewangelickim. Profesor Falkowski (z UMK w Toruniu) pisze, że na miejscu pochówku mieszkańcy miasta postawili krzyż oraz kapliczkę, którą w 1939 roku zniszczyli naziści. Ostatecznie dopiero w 1995 roku mieszkańcy Lubawy w miejscu masowego pochówku bohaterów powstania listopadowego postawili pamiątkową tablicę.

Kolejnym wielkim zrywem niepodległościowym była Wiosna Ludów, która trwała od 1846 do 1849 roku. Informacje o bardzo ciekawym epizodzie pochodzącym z tego okresu znajdują się w Wojewódzkim Archiwum Państwowym w Olsztynie, gdzie w starych aktach landratury znajduje się teczka zatytułowana „Polityczno – rewolucyjne knowania w Wielkim Księstwie Poznańskim i w części Prus Zachodnich w roku 1846” (w org.: „Politisch – revolutionaire Umtreibe im Grossherzogtum Posen Und In einem Theile Westpreussens 1846”). Informacje zawarte w teczce opisują spiskową działalność polskich patriotów z powiatu lubawskiego i suskiego. Konspiratorzy z tych terenów byli częścią wielkiego planu powstańczego w Prusach Zachodnich (do których od 1772 roku – czyli I rozbioru Rzeczypospolitej - należała cała ziemia lubawska z Nowym Miastem Lubawskim, Lubawą i Lidzbarkiem Welskim). Plan konspiratorów z kolei wchodził w skład ogólnopolskich planów przygotowywanych przez Towarzystwo Demokratyczne Polskie. Wśród dokumentów znajdują się m.in. listy i sprawozdania landratów oraz burmistrzów, które informują o rewolucyjnych nastrojach w południowo – zachodniej części powiatu suskiego oraz graniczących z nim od zachodu obszarach powiatu lubawskiego. Niestety opisywany spisek został wykryty, a konspiratorów osądzono w 1847 roku.

Towarzystwo Demokratyczne Polskie, które było głównym organizatorem ruchu konspiracyjnego w Prusach Zachodnich niestety nie osiągnęło swojego celu, którym było wywołanie ogólnopolskiego powstania w 1846 roku. Wykrycie spisku i liczne aresztowania spowodowały wzrost niezadowolenia wśród Polaków. W marcu 1848 roku doszło do kolejnego po powstaniu listopadowym zrywu niepodległościowego tym razem na terenie Wielkiego Księstwa Poznańskiego. W tym czasie na ziemi lubawskiej ożywiły się głosy żądające przywrócenia swobód narodowych i konstytucyjnych. Władze pruskie oczywiście przeciwstawiały się tym żądaniom, co ostatecznie doprowadziło do wybuchu zamieszek w Lubawie, Nowym Mieście Lubawskim i w Iławie. Zamieszki trwały od 29 do 30 czerwca. Józef Śliwiński (historyk z Lubawy) podkreśla, że na terenie miasta Lubawa pruskie siły porządkowe zabiły wówczas robotnika Michała Gromka oraz Michała Petrykowskiego, rolnika z Katlewa. Poza tym wiele osób zostało rannych na tyle ciężko, że część z nich zmarła w ciągu kilku dni.


Bibliografia:

Powstanie Listopadowe 1830-1831 - dzieje wewnętrzne, militaria, Europa wobec powstania, praca zbiorowa pod red. Zajewskiego Władysława, Warszawa 1980.

Korycka Wanda, U progu historii [w:] Nowe Miasto. Z dziejów miasta i powiatu, pod red. Z. Witkowskiego, Olsztyn 1963

Klemens Edward, Lidzbark Welski. Dzieje miasta i gminy, Warszawa 1992.

Powstanie listopadowe [w:] Dzieje Polski, atlas ilustrowany, Warszawa 2008,

Leliwa – Piotrowicz Józef, Ziemia lubawska w legendzie, Nowe Miasto Lubawskie 1934.

Śliwiński Józef, Lubawa. Z dziejów miasta i okolic, Olsztyn 1982.

Źródła zdjęć:

Battlefront

Powstanie Listopadowe


Autor: Tomek

Kontakt: 
ziemialubawska@protonmail.com






Wszelkie prawa zastrzeżone!
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)