czwartek, 1 września 2011

Początek II wojny światowej na Ziemi Lubawskiej



Wejście do betonowego bunkra, który znajduje się między wsią Radomno (Ziemia Lubawska), a Iławą. Przed II Wojną światową wieś Radomno należała do Polski (II RP), a Iława była miastem niemieckim (fot. Tomasz Chełkowski)
Dnia 1 września 1939 r. o godz. 4:34, bez wypowiedzenia wojny i ogłoszenia mobilizacji, wojska niemieckie, zgodnie z planem Fall Weiss, uderzyły na Polskę na całej długości polsko - niemieckiej granicy oraz z terytorium Moraw i Słowacji. Tak rozpoczęła się II wojna światowa, w której miliony oddały życie walcząc za Ojczyznę. Pamiętajmy o ich poświęceniu, pielęgnujmy pamięć historyczną i doceńmy fakt, że żyjemy w wolnej Polsce.

Działania zbrojne rozpoczęte 1 września trwały do 6 października 1939 roku (w tym dniu pod Kockiem skapitulował ostatni polski oddział (Samodzielna Grupa Operacyjna Polesie). W historiografii okres ten jest nazywany kampanią wrześniową. Po porażce pod Kockiem niektórzy z polskich żołnierzy rozpoczęli walkę partyzancką. Jednym z nich był mjr Henryk Dobrzański, który w październiku 1939 roku przyjął pseudonim Hubal. O jego losach opowiada film Bohdana Poręby, którego recenzję znajdziecie na tej stronie: Hubal. Poza tym film jest dostępny na YouTube: Hubal




Mieszkańcy Ziemi Lubawskiej w przededniu drugiej wojny światowej


Coraz większe wpływy nazistów w Niemczech niepokoiły mieszkańców Drugiej Rzeczypospolitej do tego stopnia, że 9 kwietnia 1936 roku prezydent na mocy dekretu utworzył Fundusz Obrony Narodowej (FON), na który każdy obywatel mógł wpłacić pieniądze na zakup broni i sprzętu dla polskiego wojska. W latach 1938 – 1939 mieszkańcy opisywanych terenów połączyli swoje siły, zaniechali walki politycznej i wspólnie przygotowywali się do wybuchu wojny. Do sierpnia 1939 roku ludność zamieszkująca przygraniczny powiat lubawski wpłaciła na konto Powiatowego Komitetu FON prawie 20 tys. zł. Poza tym mieszkańcy powiatu podjęli własną inicjatywę w postaci zbiórki pieniędzy na sprzęt dla polskiej armii. Dzięki temu szlachetnemu zrywowi w czerwcu 1938 roku zakupiono osiem ciężkich karabinów maszynowych, które zostały uroczyście przekazane żołnierzom w Brodnicy.



W 1939 roku ppor. Antoni Cetkowski zorganizował w Lubawie Wojenne Pogotowie Harcerskie, którego członkowie mieli za zadanie prowadzić, na terenach przygranicznych nasłuch radiowy rozgłośni niemieckich. Dziewięciu harcerzy rzetelnie wykonywało swoje obowiązki, co zaowocowało schwytaniem niemieckiego szpiega. Innym równie ważnym obowiązkiem członków Związku Harcerstwa Polskiego (ZHP) było utrzymywanie codziennej łączności między Powiatowym Sztabem Wojskowym w Nowym Mieście Lubawskim, a placówkami wojskowymi 67 pułku piechoty stacjonującymi w Bratianie, Chroślu, Gryźlinach, Nowym Dworze i Radomnie. Miejscowości te były oddalone od granicy polsko - niemieckiej o 3 – 4 km. Dzielni harcerze codziennie, na własnych rowerach, zmagając się z sierpniowym upałem przewozili rozkazy i meldunki, dzięki czemu zapewniali rezerwową łączność, która byłaby niezbędna w wypadku uszkodzenia przez wojska niemieckie linii telefonicznych.


Możemy być dumni z bohaterskiej postawy mieszkańców powiatu lubawskiego w przededniu wojny. Ich patriotyzm i miłość do Ojczyzny są niezaprzeczalne i powinny być przykładem dla współczesnych mieszkańców terenów położonych nad Drwęcą, Welem, Sandelą i Jesionką. Atmosferę tamtych dni oddaje ostatni wpis Albina Gesseka, dyrektora Publicznej Szkoły Powszechnej w Gwiździnach, małej wsi położonej blisko Nowego Miasta Lubawskiego, który w sierpniu 1939 roku zapisał: „(…) 25 b. m. odchodzę na ćwiczenia wojskowe – zastępować mnie będzie w nauczaniu i w prowadzeniu administracji szkolnej pani Maria Wojtysiakówna. Czasy naprężone do granic ostatecznych! Wojna wisi w powietrzu! Czy wrócę – nie wiem, bo to równa się prawie odejściu na wojnę. Gdyby wybuchła – daj nam, Boże, zwycięstwo! Zetrzyj pychę i zachłanność naszych nieprzyjaciół!!” . Albin Gessek trafił do Batalionu Łączności w Brodnicy, gdzie znajdowało się wielu nauczycieli z terenu Ziemi Lubawskiej. Po przejściu szkolenia, zaprzysiężeniu i kilku dniach intensywnych ćwiczeń wszyscy zostali niespodziewanie zwolnieni do domów. Wkrótce po powrocie dyrektora szkoły w Gwiździnach rozpoczęła się wojna, która spowodowała popłoch mieszkańców przygranicznych terenów. Wszyscy w panice uciekali do Warszawy licząc, że wojsko polskie właśnie tam zatrzyma niemiecką nawałę. Albin znalazł się wśród tych uciekinierów i tak jak wielu okolicznych mieszkańców dotarł do okupowanej Warszawy, gdzie przeżył oblężenie i kapitulację miasta.



Wojna!

Mieszkańcy powiatu lubawskiego spodziewając się ataku Niemiec na Polskę robili wszystko, aby przygotować się do odparcia agresora. Tereny te bezpośrednio graniczyły z państwem Hitlera, co oznaczało, że w razie ataku ucierpią jako pierwsze. W sierpniu 1939 roku doszło do narady władz powiatu lubawskiego, na której przyjęto strategię obrony i zdecydowano o wybudowaniu betonowych bunkrów we wnętrzu, których mieściło się po kilku, wyposażonych w karabin maszynowy i granaty, wojskowych mających za zadanie powstrzymanie pierwszej wrogiej „nawały”. W budowie umocnień pomagali żołnierze, którzy w sierpniu przybyli w okolice Lidzbarka Welskiego i Lubawy w celu rozpoznania regionu. Dodatkowo do tego pierwszego miasta przysłano Nowogrodzką Brygadę Kawalerii, na czele której stał gen. Władysław Anders. Betonowe bunkry dzięki ofiarności mieszkańców i wysiłkowi polskich wojaków wybudowano w następujących miejscowościach: Krzemieniewo, Karaś, Grzmięca, Ciche, Ryte Błota oraz Zbiczno. Wszyscy spodziewali się ataku Niemiec od strony leżącego nad Osą Biskupca na Brodnicę, dlatego właśnie na tamtych terenach pojawiły się fortyfikacje. Niestety pierwszego września 1939 roku okazało się, że główne siły wroga zaatakowały od strony Jabłonowa, przez co opisywane bunkry nie spełniły zakładanej roli. Podobne bunkry w latach 30 XX wieku budowali Niemcy po swojej stronie granicy (w niniejszym artykule umieściłem zdjęcia zarówno polskich jak i niemieckich bunkrów).


Polski bunkier nad Jeziorem Ciche (fot. Drwęca)



Bunkier zbudowany w drugiej połowie lat 30 – tych XX wieku. Znajduje się w lesie między Zbicznem i Grzmięcą . To betonowe cudeńko wystaje ok. 2 m nad powierzchnię. Jego pierwotnym zadaniem była ochrona granic II Rzeczypospolitej przed Niemcami (fot. Tomasz Chełkowski).


Wejście do bunkra (fot. Tomasz Chełkowski)


Kapitulacja
Omawiane tereny bardzo szybko uległy agresorom. Największy opór Niemcom stawiły wojska gen. Władysława Andersa, które 1 września wyruszyły z Lidzbarka Welskiego w kierunku Dąbrówna i Nowego Miasta Lubawskiego walcząc po drodze z wojskami nieprzyjaciela. Armia niemiecka była lepiej uzbrojona i bardziej liczna, co spowodowało, że polscy obrońcy nie mieli większych szans. Coraz silniejsze wrogie ataki, kapitulacja Lubawy (1 września) i Nowego Miasta Lubawskiego (3 września) oraz załamanie się polskiej obrony w okolicach Działdowa i Mławy, 4 września 1939 roku, zmusiły oddziały Andersa do wycofania się w kierunku Płocka, a potem Modlina i Warszawy.

Oddziałami, które zdobywały miasta na Ziemi Lubawskiej dowodził gen. Georg von Kuchler, który od razu po zajęciu danej miejscowości rozpoczynał proces tworzenia niemieckiej administracji i eksterminacji inteligencji. W Nowym Mieście Lubawskim i Lubawie bardzo szybko dali o sobie znać okoliczni mieszkańcy należący do mniejszości niemieckiej. W chwili przejęcia kontroli przez Wehrmacht nad ich domami zawisły flagi ze swastyką i obudziła się skrywana głęboko w sercu nienawiść do Polaków. Nienawiść, która zaowocowała mordami i prześladowaniami na niespotykaną dotąd skalę. Największych mordów na opisywanych terenach dokonała mniejszość niemiecka należąca do Selbstschutzu, czyli oddziałów samoobrony. Więcej informacji o eksterminacji polskiej ludności z Ziemi Lubawskiej znajdziecie w moich artykułach: „7 grudnia 1939 roku - Pamiętamy!” oraz "Mordy na Polakach"


W pierwszym okresie okupacji, który trwał do 25 października 1939 roku tereny Ziemi Lubawskiej podlegały Wehrmachtowi, czyli niemieckim władzom wojskowym. Zdobyte terytoria Wehrmacht dzielił na okręgi wojskowe, w których urzędowali specjalni urzędnicy odpowiedzialni za przygotowanie przyszłej administracji cywilnej, utworzenie organizacji paramilitarnych, konfiskatę majątków, ksiąg kościelnych, bibliotek, archiwów oraz rozwiązanie polskich organizacji i stowarzyszeń. Dodatkowym zadaniem urzędników i wojskowych było usuwanie polskich flag, godła i napisów.


Dnia 26 października 1939 roku, na mocy dekretu Adolfa Hitlera zlikwidowano okręgi wojskowe, które zastąpiono administracją cywilną złożoną z Niemców oraz utworzono Okręg Rzeszy Gdańsk – Prusy Zachodnie (26 tys. km2 i 3,3 mln mieszkańców). Okręg był zarządzany przez namiestnika i podzielony na trzy rejencje: bydgoską, gdańską i kwidzyńską. Każda rejencja dzieliła się na miejskie i wiejskie powiaty, które z kolei dzieliły się na obwody urzędowe i gminy. Powiatem miejskim zarządzał nadburmistrz a powiatem wiejskim starosta (Landrat). Północne tereny Ziemi Lubawskiej z Lubawą i Nowym Miastem Lubawskim znalazły się w granicach rejencji kwidzyńskiej, a południowe z Lidzbarkiem Welskim w rejencji bydgoskiej. Poza tym w Nowym Mieście Lubawskim znajdowała się siedziba powiatu, w której urząd landrata jako pierwszy sprawował Niemiec Kurt Steurtz. Łączył on swój urząd z funkcją kierownika komórek partyjnych NSDAP w powiecie nowomiejskim .



Niemcy na ul. 3 Maja w Nowym Mieście Lubawskim. Od strony cmentarza (fot. Ryszard Zawadzki)


Niemcy na ul. 3 Maja (wówczas Promenadestrasse) w Nowym Mieście Lubawskim. W oddali widać Park Róż (fot. Ryszard Zawadzki)



Niemcy na ul. 3 Maja (wówczas Promenadestrasse) w Nowym Mieście Lubawskim. W oddali widać Park Róż (fot. Ryszard Zawadzki)






Okres międzywojenny. Rynek w Nowym Mieście Lubawskim od strony ul. 3 Maja (Promenadestrasse) i ul. Kazimierza (fot. Krzysztof Kliniewski)



Okupacja!

Jedno jest pewne Polska jest krajem, któremu w latach 1939 - 1956 "ucięto głowę", zabito Inteligencję, zgładzono kwiat Narodu. Ludzi wykształconych, pełniących ważne stanowiska, potomków szlachty, duchownych, którzy są tak ważni dla naszej Ojczyzny. Niemcy, a potem Rosjanie wiedzieli gdzie należy uderzyć aby nas zabolało. Efekty "ucięcia głowy" obserwujemy do dnia dzisiejszego. Pozostaje nam tylko czytać książki, które pozostawiły po sobie dawne elity (np. prof. Ignacy Chrzanowski), musimy starać się odbudować to co straciliśmy, czyli Inteligencję, która wykształciła się w XIX i pierwszej połowie XX wieku. Ludzie Ci kochali Ojczyznę tak bardzo, że po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku chcieli w Niej mieszkać. Mogli wybrać bardziej bogate życie na Zachodzie oni woleli jednak żyć biedniej ale za to w Polsce. Ignacy Paderewski, premier II Rzeczpospolitej oraz słynny na cały świat pianista po odzyskaniu przez Polskę Niepodległości w 1918 roku oddał Ojczyźnie cały swój majątek i prawie popadł w ubóstwo; Roman Dmowski człowiek, który ukończył kilka kierunków na uczelniach wyższych, znał wiele języków i nigdy nie ukrywał miłości do swojego kraju; Józef Piłsudski, człowiek, który wszystkie pieniądze zarobione podczas pełnienia funkcji państwowych przeznaczał na cele charytatywne (utrzymywał się z wykładów i pisania książek), Wincenty Witos, trzykrotny premier II RP, nie porzucił pracy na swoim gospodarstwie, człowiek, który jednego dnia był premierem, a drugiego pracował na roli (wieś go kochała). Politycy dla których dobro Ojczyzny było ważniejsze od pieniędzy! Takie były nasze przedwojenne Elity! Wróćmy jednak do tego, co działo się na Ziemi Lubawskiej.


Kiedy agresorzy opanowali Ziemię Lubawską natychmiast rozpoczęli realizację swojego planu, który polegał na utworzeniu niemieckiej administracji i eksterminacji polskiej inteligencji. W Nowym Mieście Lubawskim i Lubawie bardzo szybko dali o sobie znać okoliczni mieszkańcy należący do mniejszości niemieckiej. W chwili przejęcia kontroli przez Wehrmacht nad ich domami zawisły flagi ze swastyką i obudziła się skrywana głęboko w sercu nienawiść do Polaków. Nienawiść, która zaowocowała mordami i prześladowaniami na niespotykaną dotąd skalę. Największych mordów na opisywanych terenach dokonała mniejszość niemiecka należąca do Selbstschutzu, czyli lokalnych oddziałów samoobrony.


Począwszy od września 1939 roku Niemcy wprowadzili na okupowanych terenach całkowity zakaz używania języka polskiego, a za każde polskie słowo wypowiedziane publicznie bili zarówno dorosłych jak i dzieci i starców. Każdy obawiał się łapanek i egzekucji, wszyscy żyli w strachu niepewni, czy dożyją jutra. Hitlerowcy zlikwidowali polskie szkoły, a w ich miejsce utworzyli przymusowe szkoły niemieckie. Niszczono krzyże oraz przydrożne kapliczki, z powodu umieszczonych na nich polskich napisów. Na terenie Lubawy Niemcy zniszczyli figurę kultu religijnego, która stała na masowym grobie uczestników powstania listopadowego. Mieszkańcy Ziemi Lubawskiej, szczególnie Ci zaliczani do inteligencji byli masowo mordowani lub wywożeni na roboty do Niemiec, a ich majątki zajmowane przez agresorów i mniejszość niemiecką. W połowie października 1939 roku zarządzono masowe aresztowania nauczycieli, których zaczęto rozstrzeliwać pod koniec miesiąca. Dzięki naocznym świadkom z Nowego Miasta Lubawskiego wiemy, że każdego dnia w godzinach wieczornych rozstrzeliwano 2 – 3 nauczycieli. Hitlerowcy okradali ich ze wszystkich kosztowności, a następnie wywozili do lasku w Bratianie, gdzie sami musieli kopać sobie grób.


Bardzo duże straty poniósł Kościół katolicki. Polscy duchowni, podobnie jak nauczyciele i politycy byli zaliczani przez Niemców do grona inteligencji, co w praktyce oznacza, że również zostali poddani prześladowaniom, byli torturowani, rozstrzeliwani oraz wysyłani do obozów koncentracyjnych. Dnia 5 września 1939 roku Selbschutz aresztował ks. Leona Prybę, proboszcza parafii pw św. Tomasza Apostoła w Nowym Mieście Lubawskim, który w okresie międzywojennym jako prefekt szkół średnich angażował się w patriotyczne wychowywanie polskiej młodzieży. W latach 1926 – 1930 był wykładowcą języka greckiego i niemieckiego w Seminarium Biskupim w Płocku, a od września 1930 roku wykładał w Collegium Marianum w Pelplinie. Ks. Pryba w latach 1931 – 1933 był prefektem w gimnazjum nowomiejskim, a od lipca do września 1939 roku tutejszym proboszczem. Niemcy wywieźli go do więzienia utworzonego we wsi Tannenberg (Grunwald), w którym panowały bardzo surowe warunki.


Ks. Pryba został zwolniony z więzienia 5 października 1939 roku. Niestety nie cieszył się zbyt długo wolnością ponieważ 5 listopada został ponownie aresztowany i uwięziony najpierw w Nowym Mieście Lubawskim, a następnie w Brodnicy, Rypinie i Oborach. Od 22 lutego 1940 roku nieszczęśnika przetrzymywano w Grudziądzu, a później w od końca marca w Stutthofie. Proboszcz nowomiejskiej parafii ostatecznie skończył w Dachau, gdzie przewieziono go 14 grudnia 1940 roku, z numerem 22588. Dnia 16 sierpnia 1942 roku ks. Prypa został zamordowany w wieku 42 lat. Na wieść o jego śmierci administrator parafii w Nowym Mieście lubawskim, ks. Jan Manthey rozkazał bić w dzwony kościelne, przez co naraził się Selbstschutzowi i gestapo. Do dnia dzisiejszego w Kaplicy Działyńskich w nowomiejskiej bazylice znajduje się tablica pamiątkowa poświęcona m.in. ks. Leonowi Prybie.


Innym duchownym, który zakończył swój żywot w Dachau był ks. wikariusz Aleksander Wilamowski, z tej samej parafii. Dużo więcej szczęścia miał inny nowomiejski wikariusz ks. Tadeusz Jasiński, który również trafił do Dachau z numerem 22767 i został wyzwolony przez armię amerykańską 29 kwietnia 1945 roku. Wielu duchownych z parafii rozsianych na terenie całej Polski i Ziemi Lubawskiej musiało się ukrywać przed Niemcami ze świadomością, że schwytanie oznacza automatyczne zesłanie do obozu. Jednym z takich duchownych był lokalny patriota ks. Józef Dembieński, prefekt wielu szkół średnich, redaktor naczelny endeckiej gazety Drwęca oraz kapelan domu zakonnego Zgromadzenia Sióstr miłosierdzia św. Wincentego a Paulo (szarytki) w Nowym Mieście Lubawskim, założyciel Towarzystwa Czytelni Ludowych w Łążynie i Towarzystwa Ludowego w Mostkach koło Chyloni. Duchowny przed wkroczeniem niemieckich wojsk do miasta wyjechał do rodziny mieszkającej na południu Polski. Następnie po kampanii wrześniowej w 1939 roku wrócił na Pomorze, gdzie ukrywał się, często zmieniając miejsca pobytu. 6 listopada 1939 roku został nawet aresztowany ale dzięki fałszywym dokumentom zwolniono go po kilku dniach. Później ukrywał się na południu kraju min. w Zebrzydowicach oraz w miejscowości Zarzyce Wielkie (powiat Wadowice), gdzie doczekał końca okupacji.


Wielu duchownych z Ziemi Lubawskiej ucierpiało w okresie okupacji. Nie sposób wszystkich wymienić. Chciałbym jednak wspomnieć o jeszcze kilku z nich. Jednym z księży, który nie przeżył zawieruchy wojennej był ks. Józef Szydzik, delegat biskupi na okręg Lubawa i zarazem tamtejszy proboszcz. W okresie międzywojennym przysłużył się swojej Ojczyźnie poprzez liczne akcje o oddźwięku patriotycznym. W 1926 roku założył, przy parafii chełmżyńskiej Katolickie Stowarzyszenie Robotników, a w roku 1928 wydał: „Kalendarz Kościelny dla Parafii Chełmżyńskiej na rok 1928. Posłaniec Błogosławionej Juty”. Został aresztowany przez gestapo we wrześniu 1939 roku. Przewieziono go do obozu w Bydgoszczy, gdzie między 20 a 29 września został zamordowany śmiertelnym zastrzykiem przez niemieckiego lekarza.



Tablica upamiętniająca duchownych ze wsi Rumian, którzy zginęli podczas okupacji. Wszyscy dopełnili żywota w obozie koncentracyjnym w Dachau. Na tablicy m.in. ks. Oskar Hemrańczyk, proboszcz rumiański zabity 27 VII 1942 (fot. Tomasz Chełkowski)




Moje przemyślenia...
Często zastanawiam się dlaczego podczas II wojny światowej (1939-1945) na terenie mojego miasta oraz w sąsiednich miejscowościach doszło do tylu okrucieństw. Jak wytłumaczyć fakt, że ludzie żyjący przez wiele lat w przyjaźni we wrześniu 1939 roku przyjęli tak różne role: jedni stali się katami, a drudzy ofiarami. Nic przecież nie zapowiadało takiego przebiegu zdarzeń. Im bardziej zagłębiam się w lokalną historię z czasów okupacji tym większe przerażenie mnie ogarnia.

Życie w Nowym Mieście Lubawskim przed 1939 rokiem było niezwykle barwne. Polacy, Niemcy i Żydzi żyli obok siebie, a ich dzieci często się wspólnie bawiły. Ewangelicy wypili niejedno piwo razem z katolikami rozmawiając o polityce i błahostkach. Ulubionym miejscem mniejszości niemieckiej była kawiarnia u Rogowskiego. Tam nasi „Polscy Niemcy” bawili się i załatwiali swoje interesy. Najbardziej wpływowymi z nich byli: Hauptmann von Kluscher z Ostrowitego, doktor Geiger z majątku Mortęgi oraz Richardt z Czachówka, który często częstował polskich urzędników papierosami ze złotej antycznej szkatuły. Kolejnymi szanowanymi Niemcami był Henryk Modrow z Gwiździn, Richter z Bagna oraz czterej bracia Ortovius i wielu innych o których wspomnę później.

Mieszkańcy Ziemi Lubawskiej żyli z Niemcami w przyjaźni, byli dla nich uprzejmi i życzliwi. W latach trzydziestych XX wieku (przed wybuchem wojny) mordercy i pomordowani wspólnie cieszyli się życiem. Jedni z największych morderców Schneiderowie, właściciele dużego młyna i ziemi w Bratianie robili interesy z dwoma największymi kupcami zbożowymi Modrzejewskim oraz Nowaczykiem. Ich przyjacielem był Mieczysław Bork dyrektor Banku Ludowego w Nowym Mieście Lubawskim, który wpuszczał Schneiderów do swego gabinetu poza kolejką, a po załatwieniu interesów rozmawiał z nimi o sprawach codziennych. Poza tym mieszkańcy często w celu podkreślenia swojego szacunku dla narodowości swoich sąsiadów zwracali się do nich po niemiecku. Jak widzimy do 1939 roku w Nowym Mieście Lubawskim Niemcy i Polacy żyli w zgodzie, a nawet w przyjaźni. Dlaczego więc na początku okupacji doszło do takiej tragedii ? (poczytaj o mordach na okolicznej ludności)

To czego ogół opinii publicznej zaczął dowiadywać się po wojnie wstrząsnęło wszystkimi. Finałem przerażających wydarzeń z Nowego Miasta Lubawskiego i okolic był proces w Fuldzie. Na ławie oskarżonych zasiedli wówczas bracia Erwin i Gotfried Achilliusowie oraz bracia Georg i Herbert Schneiderowie. Oskarżono ich o dokonanie kilkuset morderstw na dawnych znajomych i przyjaciołach (takich jak Mieczysław Bork). Niestety wielu innych niemieckich morderców zdołało zbiec, dzięki czemu uniknęli procesu.

Opisy zbrodni dokonane przez okolicznych Niemców (najczęściej członków Selbstschutzu) są bardzo drastyczne. Mnie osobiście bardzo zszokowała historia Władysława Mówki, właściciela jedynej taksówki w Nowym Mieście Lubawskim. Pan Mówka w 1936 roku poszedł na 3 – miesięczne szkolenie wojskowe i na ten czas zatrudnił Erwina Achilliusa Niemca, który miał odpowiednie uprawnienia do prowadzenia pojazdu i godnie go zastępował. Taksówkarz wyjeżdżając do wojska powiedział do swojej żony: „Masz mu dawać dobrze jeść, żeby nas nie obgadał przed ludźmi”. Pani Mówka miała o nowym pracowniku dobrą opinię, a oto jej własne słowa: „Erwin jadł to samo co my. Powodziło się nam nieźle. Erwin był zażenowany, prosił mnie: - Niech Pani nie daje takich smakołyków, nie potrzeba. – Sypiał u nas. Byłam z niego zadowolona. Po kolacji chodził zawsze na spacery. Był uczciwy, z zarobionych pieniędzy rozliczał się sumiennie”.

Wrzesień 1939 roku dokonał wielkich zmian w ludzkich sercach, a wspomniany Erwin razem z bratem zabijał Polaków nie oszczędzając taksówkarza. Dlaczego?

Oto słowa żony Władysława Mówki wypowiedziane już po śmierci męża:
"- Uprzedzali mnie znajomi Niemcy: „Jak mąż pani wróci z wojny, to niech się szybko ubiera i wyjeżdźa stąd” Powtórzyłam mu to. Oburzył się: „Ja się nie boję, nikomu nic złego nie zrobiłem, mam czyste sumienie”.
2 listopada wieczorem mąż leżał na kozetce i bawił się z sześcioletnią córeczką. Stęsknił się za nią, bo w domu był dopiero kilka dni. Baraszkowali. Małą śmiałą się i ściskała go za szyję. Nagle zaświecił ktoś latarką w okno. Pukanie do drzwi. Weszli Danger i Papst (Niemcy). „Czy tu mieszka Mówka?” Ubierać się. Pójdzie pan z nami!” Mąż pożegnał się ze mną i z dzieckiem. Więcej go nie widziałam. Na drugi dzień poszłam do Selbstschutzu. W wejściu spotkałam Achilliusa, brata tego, który u nas pracował przed wojną „Wczoraj wieczorem mego męża aresztowano. Chciała się dowiedzieć, czy będzie wywieziony, czy pozostanie tutaj”. Zmierzył mnie wzrokiem i powiedział: „On tyle dostał, że już w życiu nic więcej nie będzie potrzebował”.
W kilka dni potem dowiedziałam się, że dwaj członkowie Selbstschutzu opowiadali sobie w restauracji o tym, jak katowali mojego męża. Podobno najpierw szarpał go pies, a potem rozebrali go i nagiego posadzili na rozpalonym piecyku. Jeszcze tej samej nocy wlekli go przywiązanego za samochodem do bratiańskiego lasku albo do Nawry, gdzie chowali pomordowanych”
.


Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali w całości niniejszy artykuł. Obowiązkiem okolicznych mieszkańców jest ocalenie tej wiedzy od zapomnienia. Jeśli ktoś chciałby się ze mną skontaktować, dowiedzieć z jakiej literatury korzystam lub podzielić jakimiś ciekawostkami z historii Nowego Miasta Lubawskiego, Lubawy, Lidzbarka Welskiego i wszystkich okolicznych wsi to niech pisze na maila ziemialubawska885@gmail.com



Podobne artykuły:
7 grudnia 1939. Pamiętamy. (artykuł, ze zdjęciami opisujący mordy na Polakach).

Obóz dla dzieci w Lubawie. (zobacz jaki los zgotowali Niemcy polskim dzieciom)

Hitlerowskie obozy dla żydowskich kobiet (mój artykuł na stronie „HistoriaMi” poświęcony obozom na ziemi lubawskiej)




Artykuł zaktualizowany dnia: 30 XII 2014




Autor: Tomasz Chełkowski
ziemialubawska885@gmail.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. 
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz