Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 listopada 2013

Boże Narodzenie dawniej i dziś




Święta Bożego Narodzenia, a szczególnie wieczór Wigilijny w historii naszego kraju zawsze zajmowały miejsce wyjątkowe. Szczególnie gorliwie obchodziliśmy je w okresach trudnych, kiedy nasza Ojczyzna przeżywała ciężkie chwile. Jedna z takich chwil nastała w roku 1792 - tuż przed drugim rozbiorem Rzeczypospolitej. To właśnie wtedy w Wigilię Bożego Narodzenia roku 1792 w Starym Kościele Farnym w Białymstoku zabrzmiała po raz pierwszy kolęda "Bóg się rodzi, moc truchleje..." napisana przez Franciszka Karpińskiego. Nazwano ją "Pieśnią o Narodzeniu Pańskim". W okresie rozbiorów i potem pod zaborami dla Polaków szczególne znaczenie miała ostatnia, czyli piąta zwrotka tej kolędy:
"Podnieś rękę, Boże Dziecię,
błogosław Ojczyznę miłą,
w dobrych radach, w dobrym bycie,
wspieraj jej siłę swą siłą..."




Jaki wyglądały tradycyjne święta w Polsce i na Ziemi Lubawskiej?

Z czym Ci się kojarzy tradycyjne Boże Narodzenie? Gdybyśmy zadali to pytanie mieszkańcom naszego kraju to większość z nich zapewne by zaczęła opowiadać o prezentach, świętym Mikołaju w czerwonym stroju z długą brodą, przystrojonej choince i obfitej uczcie wigilijnej oraz syto zastawionych stołach podczas świąt. Takie wyobrażenie świąt Bożego Narodzenia dominuje wśród Polaków w XXI wieku. Ale ile wspólnego ma ono z dawnymi tradycjami? 

Święty Mikołaj biskup Miry
Święty Mikołaj jako "dziadek z brodą" jest stosunkowo nowym tworem wymyślonym przez Koncern Coca Coli. Gdybyśmy cofnęli się w czasie np. do XVII wieku (czasy Trylogii Sienkiewicza) to byśmy nie zobaczyli nikogo w takim stroju roznoszącego prezenty. Zresztą to samo dotyczy czasu zaborów i Polski międzywojennej, czyli II RP (1918 - 1939). 

Dawniej gdybyśmy zapytali o św. Mikołaja to uzyskalibyśmy odpowiedź, że był on biskupem z Miry (obecnie miasto Demre w Turcji). Byśmy zapewne usłyszeli legendy związane z postacią tego wyjątkowego świętego, o tym jak rozdawał ludziom prezenty i czynił cuda. Z czasem zaczęto go nazywać Świętym Mikołajem Cudotwórcą. Dziś w XXI wieku niewiele osób potrafi opowiedzieć historię prawdziwego św. Mikołaja. Tymczasem jest to postać fascynująca. Według podań otrzymał on po rodzicach spory majątek, którym podzielił się z potrzebującymi.

Podania mówiące o tej postaci opowiadają, że Mikołaj, po bogatych rodzicach otrzymał w spadku duży majątek, którym chętnie dzielił się z potrzebującymi. Od dzieciństwa Mikołaj wyróżniał się pobożnością i miłosierdziem, a kiedy był starszy mieszkańcy Miry wybrali go na swojego biskupa. Po życiu gorliwym i pełnym dobrych czynów, zmarł w połowie IV wieku, spontanicznie czczony przez wiernych. Znamy też historię o trzech niesprawiedliwie uwięzionych oficerach uwolnionych za jego wstawiennictwem oraz opowieść o trzech ubogich pannach wydanych za mąż dzięki posagom, których Święty dyskretnie im dostarczył. Trzy panny widnieją na obrazie przedstawiającym świętego Mikołaja w Kolegiacie pw św. Tomasza Apostoła w Nowym Mieście Lubawskim. Istnieje też historia o trzech młodzieńcach uratowanych przez niego od wyroku śmierci i o żeglarzach wybawionych z katastrofy morskiej. Podobno jeden z utopców statku wiozącego świętego na pielgrzymkę do Jerozolimy został przez niego wskrzeszony z martwych. Święty Mikołaj wskrzesił też trzech młodzieńców zabitych za nieuregulowanie rachunku za nocleg w gospodzie.



Ołtarz św. Mikołaja w Kolegiacie w Nowym Mieście Lubawskim. XVII wieczny ołtarz św. Mikołaja. W ufundowanym przez Pawła i Jadwigę Działyńskich barokowym ołtarzu znajduje się obraz św. Mikołaja. Z prawej strony biskupa klęczą trzy dziewczyny. Obraz nawiązuje do legendy o świętym, który podarował posag w postaci trzech sakiewek złota trzem biednym pannom. Poza centralnym obrazem św. Mikołaja ołtarz zdobią obrazy: św. Franciszka z Asyżu, św. Antoniego Padewskiego i św. Jadwigi Śląskiej. Poza tym w tym późnorenesansowym ołtarzu są przedstawione figury dwóch świętych Męczenników.



Co jest ważne? Ważna jest świadomość, że do początków XX wieku jedynym św. Mikołajem jakiego znali ludzie był biskup z Miry żyjący na przełomie III i IV w. n.e.  W licznych legendach, które rodzice opowiadali swoim dzieciom utrwalił się on jako stary biskup z brodą, często w infule (mitrze) i z pastorałem

W tym miejscu warto zadać pytanie. Co sprawiło, że znana, utrwalona w tradycji wizja św. Mikołaja biskupa zaczęła zanikać na początku XX wieku? Otóż fakty są takie, że wizję tą zniszczył producent "odrdzawiacza", który niszczy zdrowie wielu polskich dzieci - mam oczywiście na myśli Koncern Coca Coli! W1930 roku Koncern ten stworzył reklamę, w której kreował konsumpcyjną wizję św. Mikołaja dla mas. Ludzie oczywiście "łyknęli" to i zaczęli powoli zapominać o tradycyjnym (jedynym i prawdziwym) Mikołaju, który był świętym, biskupem.


A co z choinką? W wielu artykułach znajdziecie informacje, że zwyczaj strojenia drzewka wywodzi się z wierzeń pogańskich. Fakty są jednak takie, że zwyczaj strojenia drzewka na Boże Narodzenie w Polsce pojawił się na przełomie XVIII i XIX wieku (nasza Ojczyzna była wówczas pod zaborami). Początkowo drzewka strojono tylko w miastach. Później ta "nowoczesna" praktyka rozpowszechniła się również na wsiach.


Zobacz starą reklamę Coca Coli:



A jak było na Ziemi Lubawskiej?

Mieszkańcy Ziemi Lubawskiej przygotowywali się do świąt Bożego Narodzenia (25 grudnia) dwa, a czasem nawet trzy tygodnie wcześniej. Boże Narodzenie okoliczni mieszkańcy oraz sąsiedni Mazurzy nazywali Gwiazdką lub Godami. W tym miejscu należy podkreślić wyjątkowość tego święta i poprzedzającego je okresu zwanego adwentem. W kalendarzu liturgicznym pierwsza niedziela adwentu rozpoczyna rok liturgiczny (kościelny). Tak się składa, że pogańscy Prusowie również w tym okresie przygotowywali się do wejścia w swój nowy rok. Zbieżność praktyk chrześcijańskich i staro – pogańskich wynika z faktu, że Kościół nie znając prawdziwej daty narodzin Zbawiciela wyznaczył w IV w. n.e. obchód Bożego Narodzenia na dzień zimowego święta solarnego, które przypada 25 grudnia. W ten sposób pogańskie święto solarne zostało zastąpione świętem kościelnym.
Wigilia w lubawskim dialekcie jest Wilią i zawsze obchodzi się ją w sposób uroczysty. Jeszcze w XIX i pierwszej połowie XX wieku było normalne, że tego dnia już od południa nikt nie pracował – wierzono, że w tym czasie grasują duchy i praca mogłaby je rozzłościć. Wieczerzę wigilijną podawano tradycyjnie wraz z pierwszą gwiazdką.

Przedchrześcijańscy mieszkańcy Ziemi Lubawskiej w okresie wprowadzonych tu w średniowieczu świąt Bożego Narodzenia (i innych) obchodzili uroczyście święto plonów związane z zaklinaniem urodzaju na rozpoczynający się nowy rok. Sama Wigilia również ma w sobie wiele pogańskich elementów, takich jak np.: liczba potraw na wigilijnym stole.

W wielu wsiach i miasteczkach wieczerzę tego dnia przyrządza się z siedmiu, dziewięciu, a czasami z dwunastu różnych potraw. Pierwsze zestawienie liczb wywodzi się z wierzeń pogańskich, w których liczby 9 i 7 przynosiły szczęście. Natomiast liczba 12 symbolizuje apostołów, siedzących obok Chrystusa podczas Ostatniej Wieczerzy. Podobnie zwyczaj zostawiania jednego wolnego miejsca przy wigilijnym stole. Pierwotnie poganie podczas posiłku pozostawiali jedno wolne nakrycie dla zmarłego przodka. Kościół natomiast nadał temu zwyczajowi inne znaczenie, a dokładnie przekonał ludzi, że wolne miejsce czeka na żywą osobę, np. na wędrowca, który może niespodziewanie odwiedzić rodzinę radującą się podczas wigilijnej kolacji z narodzin Zbawiciela. Prusowie zamieszkujący Ziemią Lubawską byli ludem gościnnym, do którego przemawiało takie tłumaczenie. Ponad to przy wigilijnym stole kładziono siano na obrusie oraz praktykowano zwyczaj dzielenia się białym opłatkiem między sobą oraz ze zwierzętami. Prof. Jan Falkowski z UMK autor książki "Ziemia Lubawska" wspomina, że ze zwierzętami zawsze dzielono się specjalnym kolorowym opłatkiem.

Zgodnie ze starym zwyczajem lubawska młodzież o zmierzchu, tuż po wieczerzy wigilijnej, chodziła po wsi przebrana za babę i dziada, kominiarza, bociana z czerwonym dziobem i długimi szczypcami, często trzymając w ręku rózgi. Jeden z gwizdów (przebierańców) jeździł na sztucznym koniu zrobionym z drewna lub tektury i straszył dzieci, a bocian szczypał młode panny. Kominiarz smolił sadzą dziewczęta, a dziad z babą zbierali do koszy datki w postaci świątecznych wypieków i pieniędzy na wspólną kolację. We wsi Targowisko Dolne na Ziemi Lubawskiej tradycja przebierania się za gwizdów zamarła dopiero w latach osiemdziesiątych XX wieku. Teofil Ruczyński wspomina, że jeszcze w pierwszej połowie XX wieku, kiedy rodzina po wieczerzy wigilijnej siedząc przy choince śpiewała kolędy ktoś przebrany za gwizda potrafił im przerwać uderzając rózgami w szyby okien. Przerażający gwizd po wejściu do izby najczęściej żądał by dzieci zmówiły pacierz.
W okresie zaborów oraz w odrodzonej Polsce nie było zwyczaju, który by nakazywał obdarowywanie dzieci przez rodziców lub kogoś przebranego za św. Mikołaja drogimi prezentami. Teofil Ruczyński wspomina, że „(…) prezenty takie jak łyżwy, narty, zegarki czy rowery były nie do pomyślenia, nawet koń na biegunach, czy „prawdziwa” fabryczna lalka były nieosiągalnym marzeniem. Dzieciom dawano przede wszystkim podarunki praktyczne (…)”. Najczęściej były to ubrania. 

Zgodnie z najstarszą i prawdziwą tradycją, której obcy jest święty Mikołaj w czerwonym kubraczku i z dużym brzuchem stworzony w XX wieku przez Coca – Colę dzieci stawiały na oknie talerz na „boże dary”, do którego jak wierzono o północy Pan Jezus kładzie świąteczne podarki. Wiara w cudowne podarunki od Niebios pozostawała w umyśle ówczesnych dzieci dość długo. We wsiach Ziemi Lubawskiej często dzieci w wieku 9 – 10 lat ciągle wierzyły, że prezenty przynosi Jezus. Po drugiej wojnie światowej postępujący konsumpcjonizm oraz laicyzacja społeczeństwa przekształciły tę piękną tradycję w puste przekazywanie prezentów, często bez pasterki i jakiejkolwiek namiastki sacrum.
Okres świąt Bożego Narodzenia trwał aż do dnia Trzech Króli. W rodzimym dialekcie ten wyjątkowy czas nazywano dwunastnicą lub dwunastką.


Kolędnicy na Ziemi Lubawskiej
W okresie świątecznym od niepamiętnych czasów, po miastach oraz wsiach chodzili kolędnicy z szopką lub z gwiazdą, własnoręcznie skonstruowaną z drewnianych listewek, które były oklejone kolorową bibułą. Całość była umocowana na długim drążku. 

W okresie zaborów kolędowanie miało ogromne znaczenie dla przetrwania języka polskiego, który był wyniszczany i znienawidzony przez Niemców.

  Dzięki tej pięknej tradycji, która w nieco zmienionej formie dotrwała do dnia dzisiejszego dzieci poprzez naukę i śpiewanie kolęd miały możliwość zetknięcia się z polską mową. Elementem tradycji, który nie dotrwał do naszych czasów  jest wygłaszanie wierszowanej oracji po odśpiewaniu kolędy, którą dzieci składały życzenia odwiedzanym osobom. Oto dwie z sześcio zwrotkowej oracji przytoczone z książki Teofila Ruczyńskiego:

My z kolędą przychodzimy
w wasze nikłe progi,
co najlepsze wam życzymy
Na ten roczek nowy.
Zdrowia, zdrowia najlepszego
dla całej rodziny,
ażebyście dnia każdego
Wszyscy zdrowi byli.





Autor: Tomasz Chełkowski 



Kontakt: 
ziemialubawska@protonmail.com




Wszelkie prawa zastrzeżone!
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)

czwartek, 21 kwietnia 2011

Wielkanocne zwyczaje mieszkańców pogranicza (Ziemi Lubawskiej)


W średniowieczu kalendarz kościelny był o wiele bogatszy od tego, którym dysponujemy w XXI wieku (w tamtych czasach obchodzono o wiele więcej świąt i uroczystości) ale mimo wszystko podobnie jak dziś największą uwagę przywiązywano do zwyczajów związanych z Bożym Narodzeniem, Wielkanocą oraz świętem Trzech Króli (6 stycznia). Nieco mniejsze znaczenie (tak jak obecnie) miał Nowy Rok (1 stycznia) oraz święto Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego). Dzięki przedwojennym zapiskom wiemy, że jeszcze w pierwszych latach XX w. w okresie od Bożego Narodzenia do święta Trzech Króli na każdej mszy między lekcją a Ewangelią śpiewano kolędę: „Panna syna jedynego…”. Do dnia dzisiejszego, w nieco zmienionej formie dotrwało kolektanie stanowiące sygnał, że nabożeństwo zaraz się rozpocznie lub, że należy odmówić modlitwę Anioł Pański. Byli za nie odpowiedzialni ministranci, którzy w ostatnie dni Wielkiego Tygodnia używali tzw. sznarów (piekutów) obecnie zwanych klekotkami. Każdego roku w Wielki Czwartek i Wielki Piątek chodzili dookoła kościoła klekocąc i wypowiadając następujące słowa: „W Wielki Czwartek, Wielki Piątek – Cierpiał Jezus za nas smutek – gdy Go Żydzi katowali – Krew najświętszą przelewali (…)”.

Klekotanie stanowi jeden z wielu pięknych gestów związanych z Wielkanocą, która w tradycji chrześcijańskiej jest uważana za „święto świąt”. Dla ludności wiejskiej święta te były ściśle związane z obrzędami wiosennymi. Od niepamiętnych czasów poprzedzał je Wielki Post, który rozpoczynał się w Środę Popielcową. Jest to wyjątkowy dzień rozpoczynający czterdziestodniowy, nie licząc niedziel okres oczekiwania na Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Okres ten zgodnie z tradycją nawiązuje do pobytu Syna Bożego na pustyni, gdzie kusił Go szatan i namawiał do przełamania postu. Jezus udał się na pustynię zaraz po tym jak został ochrzczony przez Jana Chrzciciela: „Potem Duch zaprowadził Jezusa na pustynię, aby Go tam kusił szatan. Jezus pościł przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy; później poczuł głód. Wtedy przystąpił do niego kusiciel i rzekł mu: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz by te kamienie stały się chlebem.” Lecz on odparł: „Napisane jest nie samym chlebem żyje człowiek, lecz wszystkim co Bóg zrządzi” (Mt, 4, 1 – 4).

Tydzień poprzedzający Środę Popielcową dawniej zwano Tłustym Tygodniem, rozpoczynał go Tłusty Czwartek. Były to dni wielkiego obżarstwa, które miało „napełnić brzuchy” na cały post. Kolejnym ważnym wydarzeniem jest Niedziela Palmowa, która rozpoczyna Wielki Tydzień poprzedzający Wielkanoc. Według tradycji ten wyjątkowy dzień symbolizuje wjazd Jezusa do Jerozolimy. Według Biblii ludzie kładli u Jego stóp palemki: „Bardzo wielu z ludu rozścielało swe płaszcze na drodze, inni znów obcinali gałęzie z drzew i zaścielali nimi drogę” (Mt, 21, 8 – 9). Mieszkańcy Ziemi Lubawskiej, po powrocie z kościoła uderzali się lekko poświęconymi palmami, co miało symbolizować wzajemne przekazanie sobie mocy. Chłopcy zyskiwali dzięki temu siłę, a dziewczęta urodę. Podczas tej czynności powtarzano: „Nie ja biję, wierzba bije”. Później gospodarz uderzał palmą o najcenniejsze domowe przedmioty, a na końcu zatykał ją za święty obraz. Palemka chroniła gospodarza oraz jego rodzinę i dobytek przed wszelkimi nieszczęściami.

Niezwykłego uroku tym świętom nadają znane już u Fenicjan, Chińczyków i Persów pisanki, które pojawiły się w Polsce w X wieku. W rodzimych religiach Słowian i Sasinów (tak nazywano plemię pruskie zamieszkujące w czasach przedchrześcijańskich te tereny) z Ziemi Lubawskiej kult jajka był znany od pokoleń. Dla pogan jajko było symbolem odradzającego się życia dlatego bez problemu zaakceptowali pisanki jako jeden z elementów chrześcijańskiego święta. Kościół sprawił, że poświęcone i pomalowane jajko uzyskało nowe znaczenie, jego przyniesienie pod dach przez gospodarza symbolizowało dobro i szczęście. Pochodzący ze wsi Targowisko prof. Falkowski pisze, że okoliczni mieszkańcy zawsze byli przywiązani do tej tradycji. W jego rodzinie w Wielką Sobotę zawsze przygotowywano „święcone”, malowane na różne kolory jaja, kiełbasę, chleb, szynkę oraz ciasto, które w specjalnych koszykach zanosiło się do kościoła, gdzie kapłan dokonywał ich poświęcenia.

Podczas śniadania w niedzielę Wielkanocną zawsze dzielono się poświęconym jajkiem z bliskimi. Dzięki temu umacniały się więzi rodzinne, a najbliżsi zyskiwali ochronę przed złymi mocami. Świąteczne śniadanie było czymś wyjątkowym, szczególnie wyczekiwanym przez najmłodszych. Był to pierwszy syty posiłek po czterdziestodniowym poście, a posty od czasów najdawniejszych do pierwszej połowy XX wieku były traktowane poważnie! W środy, piątki i soboty nie wolno było jeść mięsa dlatego gospodyni karmiła domowników kapustą i kluskami polanymi olejem lnianym. Teofil Ruczyński (historyk z Lubawy) wspomina, że w Wielki Piątek wielu starszych nie jadło nic, a małym dzieciom nie dawano tego dnia masła, mleka, jaj i sera.

Na przestrzeni wieków narodziło się wiele przesądów związanych z jajkiem. Wierzono, że dotknięcie zwierzęcia poświęconym jajkiem ochroni je przed chorobami i urokami, a rozsypanie zgniecionych skorupek dookoła domu ochroni go przed wszelkim złem. Chłopi zakopywali skorupki w narożnikach pól co miało zapewnić im urodzaj. Woda, która pozostała po ugotowaniu jaj była najlepszym lekarstwem na ból zębów. Podobno dziewczęta, które wypiły taką wodę stawały się piękniejsze. Podobne wierzenia dotyczyły Wielkiej Soboty, podczas której następuje poświęcenie ognia i wody chrzcielnej. W ludowej tradycji istniał zwyczaj, który nakazywał tego dnia aby dziewczęta o północy udały się do najbliższego strumienia, zanurzyły się w nim i nabrały wody do dzbana. Wodę zanoszono do domu i wierzono, że posiada lecznicze właściwości.

Innym bardzo charakterystycznym zwyczajem Wielkanocnym, który ma wiele wspólnego z przedchrześcijańską tradycją jest drugi dzień świąt, czyli lany poniedziałek. Zwyczaj polewania wodą sięga dawnych germańskich tradycji. Dla pogan wzajemne polewanie wodą oznaczało radość związaną z odejściem złej zimy. Poza tym wierzono, że taka czynność zapobiega chorobom i sprzyja płodności. Chrześcijaństwo nadało temu zwyczajowi nowego znaczenia, woda stała się symbolem oczyszczenia i uzyskała moc zmywania grzechów. Z dawnej pogańskiej tradycji pozostała wiara, że lany poniedziałek symbolizuje urodzaj i odnawianą zdolność ziemi do wydawania plonów. Zgodnie z tradycją tego dnia praktykuje się „dyngusa” oraz odwiedza krewnych. W tym celu dzieci i młodzież dwa – trzy dni prędzej ścinały i wkładały do butelek brzozowe gałązki (rózgi), którymi podczas odwiedzin smagali gospodynię oraz gospodarza. Istnieje wiele wersji różnych regionalnych zwrotów, które wypowiadało się podczas smagania, oto jedna z nich: „Dyngus, dyngus po dyngusie – Leży placek na obrusie, - Pani kraje, Pan rozdaje, - Proszę o malowane jaje”. Dzieci za smaganie dostawały najczęściej kilka jajek oraz kawałek Kucha (placka), a czasem kilka drobnych monet.

Sasini, czyli dawni mieszkańcy Ziemi Lubawskiej wierzyli w wędrówkę dusz. Dla nich było oczywiste, że śmierć najbliższego nie oznacza końca i odrodzi się on jako jeden ze swoich krewnych, będzie jednym z dzieci, które przyjdą na świat po jego śmierci. Z drugiej strony wiara ta nie była wystarczająca by mogli oni objąć swoim umysłem kolejny i najważniejszy element chrześcijańskich świąt Wielkanocnych, czyli Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa obchodzone po pierwszej wiosennej pełni księżyca, która wg kalendarza gregoriańskiego przypada między 21 marca a 25 kwietnia - dla pogan zmartwychwstanie ciała Jezusa i zapowiedź, że wszystkie ciała zmartwychwstaną było trudne do zrozumienia. Sasini, podobnie jak Słowianie przed przyjęciem chrześcijaństwa czcili naturę i we wszystkim widzieli Boga, było to coś w rodzaju panteizmu. Biblia mówi o poganach wyznających wierzenia tego typu w następujący sposób: „(…) z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, lecz ogień, wiatr, powietrze chyże, gwiazdy dookoła, rwącą wodę lub światła niebieskie uznali za bóstwa, które rządzą światem (…) Ci jednak na małą zasługują naganę, bo wprawdzie i oni błądzą, ale Boga szukają i pragną Go znaleźć. Obracając się bowiem wśród jego dzieł, badają i ulegają pozorom, bo piękne to na co patrzą.” (Księga Mądrości 13, 2 – 7).

Okres świąt Wielkanocnych jest doskonałym przykładem przenikania się wierzeń i zwyczajów pruskich z chrześcijańskimi. Kościół wielu dawnym zwyczajom nadał nowego znaczenia, kult bohaterów zastąpił kultem świętych, a wiarę w wielu bogów zastąpił religią monoteistyczną, w której jest jeden Bóg. Poganie zamieszkujący w średniowieczu Ziemię Lubawską w okresie wiosennym cieszyli się z powodu przyrody budzącej się do życia po zimowym śnie. Wszystkie ich obrzędy sprawowane w tym okresie były radosne, ucztowali wówczas w Świętych Gajach w Łąkach Bratiańskich, Lipach i Kurzętniku radując się z nadejścia wiosny. Kościół widząc ich radość nakazał aby obchodzone w tym okresie święta Wielkanocne były radosne. Dlatego m.in. palmy podczas Niedzieli Palmowej oraz pisanki są kolorowe i mają radosne przesłanie. Prędzej pisałem o różnych zwyczajach z nimi związanych m.in. o lekkim uderzaniu domowników palemkami oraz zakopywaniu skorupek poświęconych pisanek w narożnikach pól. Zachowania te, praktykowane jeszcze w XIX i pierwszej połowie XX wieku stanowią pozostałość po dawnych, magicznych wierzeniach, które w niektórych miejscowościach praktykuje się do dnia dzisiejszego. W praktyce oznacza to, że tradycja oraz religia katolicka dominująca na tych terenach nie zniszczyła dawnych wierzeń tylko je zmieniła i nadała im nową chrześcijańską symbolikę oraz nowy sens. Naukowcy nazywają takie zjawisko synkretyzmem religijnym.


Bibliografia

Landowski Roman, Dawnych obyczajów rok cały. Między wiarą, tradycją i obrzędem, Pelplin 2007.

Łęga Władysław, Ziemia chełmińska. Prace i materiały etnograficzne, T. XVII, Wrocław 1961.

Ruczyński Teofil, Opowiadania z pogranicza, Łódź 1973.

Ruczyński Teofil, Z tamtych lat, Warszawa 1977.

Szkaradzińska Zofia, Tradycje wielkanocne, Drwęca, nr 4, marzec 2009

Zwyczaje i wierzenia ludowe w Złotowie pod Lubawą, Zapiski Towarzystwa Naukowego w Toruniu, T. VI, nr 5 i 6.



Autor: Tomasz Chełkowski

Kontakt: 
ziemialubawska@protonmail.com




Wszelkie prawa zastrzeżone!
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)