piątek, 7 sierpnia 2015

Wojciech Kętrzyński o Ziemi Lubawskiej

Artykuł przeznaczony dla wszystkich. Bardzo zachęcam aby czytelnicy mojej powieści zapoznali się z nim dokładnie oraz z poprzednim artykułem z 5 sierpnia 2015 r.

(Przypisy w kwadratowych nawiasach są moje)


               Wojciech Kętrzyński był historykiem, który zmarł prawie sto lat temu, dokładnie 15 stycznia 1918 roku. Urodził się z niemieckim nazwiskiem Albert von Winkler i pewnie by zmarł myśląc, że jest Niemcem, gdyby nie list, który otrzymał od siostry w roku 1856. Z tegoż listu dowiedział się, że ma polskie pochodzenie, jest Polakiem, którego rodzinę zniemczono. Był to okres zaborów, Polski na mapach Świata i Europy nie było, kraj taki nie istniał. Albert von Winkler z listu od siostry dowiedział się jeszcze, że jego dawne rodowe nazwisko brzmi Kętrzyński. List ten zmienił jego życie. Od tego dnia Wojciech Kętrzyński zainteresował się polską historią i rozpoczął naukę języka polskiego, który opanował perfekcyjnie. Warto zaznaczyć, że w 1859 r. zdał egzamin maturalny, a 13 października tego roku rozpoczął studia historyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Albertyna w Królewcu. Urzędową zmianę imienia i nazwiska na Wojciech Kętrzyński przeprowadził w roku 1861. Dał on przykład swemu rodzeństwu, które poszło w jego ślady. W 1873 roku Kętrzyński otrzymał stanowisko sekretarza naukowego w bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich  we Lwowie. W 1875 r. w sierpniu wziął ślub ze swoją narzeczoną Wincentyną z Klińskich. Rok później urodził się im syn. W 1876 roku został nie tylko ojcem ale również dożywotnim dyrektorem Ossolineum. Oto przykład jego pięknej, patriotycznej postawy:

"Wiarę, mowę ukraść mi mogliście,
Ale serca z piersi nie wyrwiecie.
Serce me zostanie zawsze polskie!"
Wojciech Kętrzyński "W ojczystym kraju" 


Jednym z najwspanialszych dzieł Wojciecha Kętrzyńskiejgo jest napisana w języku polskim i wydana we Lwowie w 1882 roku książka pt.: „O ludności polskiej w Prusiech niegdyś krzyżackich”. Książka ta jest wspaniała, bogata w informacje oparte na źródłach, które istniały sto lat temu i które pochłonęły zawieruchy wojen światowych. Fragmenty wielu cennych tekstów, tysięcy dokumentów przetrwały dzięki Kętrzyńskiemu. I jeszcze jedno autor raczej ostrożnie powołuje się na Kronikę Piotra z Dusburga wiedząc, że był to członek Zakonu krzyżackiego. Osobiście uważam, że nie można wierzyć we wszystko co napisał Piotr z Dusburga ponieważ był to kronikarz stronniczy, który umniejszał jak tylko mógł rolę biskupa Chrystiana, krytykował i odbierał ludzkie cechy pogańskim Prusom jak tylko potrafił i wychwalał Zakon krzyżacki pod Niebiosa. W swojej kronice starał się uzasadnić to, że Konrad mazowiecki słusznie uczynił wzywając w 1226 roku jego zakon. Czytając Kronikę Piotra z Dusburga i wierząc w nią bezkrytycznie uzyskujemy obraz w moim mniemaniu mocno mijający się z rzeczywistością i praktycznie bagatelizujący całą działalność misyjną podejmowaną w Prusach przed przybyciem Zakonu krzyżackiego.


Poniżej dodaję wam wybrane przeze mnie fragmenty z książki Wojciecha Kętrzyńskiego dotyczące Ziemi Lubawskiej:


STR. 46 i 47:

„Prusacy [chodzi o pogańskich Prusów] byli, czego nawet przyjaciele im nie zaprzeczają, narodem charakteru łagodnego i wielce gościnnym. Nie lubowali się w strojach; łoże ich było twarde; delikatnych i wyszukanych potraw nie jadali; w użyciu napojów nie byli wstrzemięźliwi; panowie i bogacze pijali kumys, lud uboższy i niewolnicy miód; piwa nie znali. Mając gościa w domu, prędzej nie przestawali go częstować, aż gość razem z gospodarzem i całym domem był bez przytomności. Żony kupowano; stanowisko ich domu było poślednie; wobec męża żona była sługą a zazwyczaj zabijania dziewcząt, skoro ich więcej nad potrzebę urodziło, nie mógł się przyczynić do wskrzeszenia serdecznego stosunku pomiędzy żoną a mężem. Wobec doznanej urazy nie znali Prusacy przebaczenia; krew tylko krwią okupywać było można. Skłonni byli także do samobójstwa, mianowicie gdy nieprzewidziane nieszczęście serce ich napełniło trwogą. (…) trudnili się rolnictwem, pszczelnictwem, rybołówstwem i polowaniem dzikich zwierząt, na których w obszernych lasach tamtejszych nie zbywało (…)
Religia ich polegała na czci sił przyrodzonych, uosobionych w postaciach licznych bogów i bożków (…) Prócz bogów swych otaczali pewną czcią t.z. [tzw. – przypis a.b.] święte gaje, święte pola i źródła, których było niemało w Prusiech. Ciała umarłych palono wyprawiwszy im naprzód stypę; a ze wierzyli, że na tamtym świecie każdy żyć będzie jak na ziemi, palono z nimi wszystko, co na ziemi miało dla nich wartość, jak broń, konie, niewolników i niewolnice, psy i sokoły, oraz inne sprzęty. Po zwycięstwie czynili ofiarę bogom z jeńców, a przed każdym ważniejszem przedsięwzięciem radzili się wyroczni”.


STR 48:

„Krzyżacy na zajętych przez siebie ziemiach nie znaleźli wsi, lecz tylko osady pojedyncze bezimienne, nazwy bowiem były przywiązane do ziemi, a nie do osad pojedynczych. W najdawniejszych dokumentach mowa tylko o „Terre, territoria, campi, loci itp.”. Zwróćcie uwagę, że w mojej powieści również podkreślam, że na Ziemi Sasinów i w całych Prusach nie znano wsi tylko luksy z grodami i porozrzucanymi gospodarstwami (tzw. kaym).


STR 49:

            Wojciech Kętrzyński podaje ciekawe informacje na temat kupców i targów na terenie pogańskich Prus. „Potrzeba bowiem wymiany produktów krajowych na towary zagraniczne a mianowicie na broń, żelazo, sól, otworzyła już wcześnie miejsca, w których nie tylko krajowcy się schodzili, aby nawzajem wymieniać swe towary, lecz gdzie kupcy pograniczni i nawet zamorscy z towarami swoimi stawali. Aby to umożebnić w kraju takim jak Prusy, miejsca takie i targi same musiały mieć charakter święty, zapewniający wolność i bezpieczeństwo tak osób jako też towarów, bo inaczej by na targ taki nikt nie jechał. Nie powinniśmy jednak sobie wyobrażać jakoby miejsca , na których targi się odbywały, były podobne w czemkolwiek do miast naszych. Bynajmniej. Nie istniały w Prusiech miasta”. Zauważcie, że w mojej powieści w rozdziale pierwszym wspominam o tych targach, pruskich przewodnikach a potem o tym, że Prusowie nie znają miast. [Chociaż były nadmorskie osady np. w Sambii ale te kwestie poruszam w dalszych rozdziałach powieści wiec na razie je zostawmy]. W mojej powieści piszę, że pierwszym miastem, które była budowane przez chrześcijan na terenie Prus była Lubawa co pasuje ale udowodnić się tego nie da.


STR: 50: LITWINI NAPADLI NA ZIEMIĘ LUBAWSKĄ

            „Podczas walki nawet z zakonem, gdzie cały naród pruski zewsząd zagrożony niejako ciągle był na stopie wojennej, wyprawy pruskie do Polski nie liczyły nigdy zbyt wielu uczestników a śmieszną wcale nam się nie wydaje wiadomość Dusburga o splądrowaniu i spustoszeniu Polski przez 20 Prusaków [chodzi o pogańskich Prusów – przypis a.b.]. Tak jeszcze roku 1303 pięćdziesięciu Litwinów wpadło do ziemi lubawskiej, zrabowało kilka wsi i wymordowało lub w niewolę zabrało niemało chrześcijan”.


STR 57: Tylice, Kazanice – polskie przedkrzyżackie nazwy.

            „Zachodzi jednak wielka różnica pomiędzy prawem, które książęta polscy mieli do ziemi lubawskiej a tem co mieli do ziemi saskiej [Ziemi Sasinów] i gołędzkiej. Ziemie te ostatnie były niegdyś zdobyte, ale nigdy nie zajęte, bo Mazowsze pograniczne, wówczas stosunkowo słabo zaludnione, miało dla swych mieszkańców podostatkiem ziemi nieuprawionej; nie było wiec jeszcze potrzeby ani nawet możności zajęcia ziem zdobytych i osadzenia na nich kolonistów polskich. Ziemia zaś lubawska była nie tylko zdobyta ale i rzeczywiście zajęta; miała już swoję ludność polską i wsie polskie, choć może nieliczne (…) tam [na Ziemi Lubawskiej] już przed przybyciem Krzyzaków było nieco ludności polskiej, dowodzi polska nazwa Lubowa czyli dziś Lubawa (…) spotykamy na ziemi lubawskiej wsie z nazwami polskiemi i niemieckimi, a że polskie nazwiska po większej części są stare na to wskazują miejscowości jak Tylice, Kazanice i t.p., które zwykle oznaczają wsie osadzone poddanymi książęcymi; należą wiec niewątpliwie do czasów przedkrzyżackich. Tego rodzaju jest także miejscowość targowisko pod samą Lubawą, które nazwisko oznacza miejsce, gdzie niegdyś targi z Prusakami się odbywały. Gdy Krzyżacy przybyli, znaleźli już polską nazwę, którą swoim zwyczajem przekręcili na Targewisch, Therwisch. Że zaś gospodarstwo polskie było już rozpowszechnione po całej ziemi [lubawskiej] wynika stąd, że przy zakładaniu wsi nie wyznaczono tutaj pól In campo i t.p. jak to bywało w pruskich okolicach”. Jak zauważyliście w mojej powieści pierwsze wsie na Ziemi Sasinów (Ziemi Lubawskiej) pojawiły się dopiero wraz z osadnikami, którzy przybyli z Mazowsza, Wielkopolski i Niemiec zachęceni misją chrystianizacyjnę biskupa Chrystiana. Akcja mojej powieści cały czas rozgrywa się w roku 1222, a więc na długo przed przybyciem na te tereny Zakonu krzyżackiego.


STR 72 - 75: Biskup Prus

Wskutek gorliwej pracy i usilnej obrony wolności nawróconych wobec książąt polskich i pomorskich, liczba wiernych w Prusiech tak się powiększyła, że stolica apostolska widziała się zniewoloną ustanowić dla nich osobnego biskupa. (…) wybór mógł paść tylko na zakonnika Krystyna [Chrystiana – mój przypis], od wielu lat już w Prusiech pracującego, który jak Perlbach wskazał, prawdopodobnie był członkiem jednego z zakonów cysterskich (…) Wyświęcony został na biskupa (…) nawróceni pospieszyli wyposażyć swego biskupa dobrami, potrzebnemi do utrzymania godności. I tak Filip Warpoda i jego ziomkowie podarowali mu swoje posiadłości w Łężanii niedaleko drużyńskiego jeziora a Paweł Surwabuno i jego ziomkowie swe włości, które mieli pod Lubawą. Krystyan [Chrystian] był na najwyższym szczeblu swego powodzenia. Ustanowienie jednak biskupstwa i wyposażenie Krystyna [ Chrystiana] dobrami pruskiemi wywołało wielkie rozdrażnienie pomiędzy Prusakami [Prusami] poganami, którzy w tem wszystkiem upatrywali zawiązki obcego panowania nad sobą. Podnieśli więc broń przeciw nawróconym i ich pasterzowi, a zachęciło ich do tego jeszcze to, że książę Konrad mazowiecki wówczas haniebnie pozbawił życia wojewodę Krystyna [zabito go w 1217 r.], który był postrachem pogan. Bulle papieskie lat następnych ciągle zwołują chrześcijan na wyprawy krzyżowe przeciw Prusakom [Prusom] celem obrony nowonawróconych. Tak opiewają bulle z lat 1217, 1218, 1220 i 1221. Wołanie o pomoc nie było bez skutku, hufce krzyżowe przybyły do ziemi chełmińskiej i robiły stąd swe wypady przeciw Prusakom [Prusom pogańskim]. Ochroniły więc dostatecznie nowonawróconych i odparły zamachy pogan, że Krystyan znów swobodniej mógł działać. [Krzyżowcy zapewne atakowali pogańskich Prusów w Pomecanii i tej części Ziemi Sasinów, która opierała się działalności biskupa Chrystiana]. Zamyślał nawet zakładać szkółki misyjne, oraz wykupywać dziewczęta pruskie przeznaczone tamtejszym zwyczajem na śmierć, aby je chować po chrześcijańsku; postawił także kilka kościołów”.


            „Ta okoliczność, że wyprawy krzyżowe szły z ziemi chełmińskiej, musiała na nią ściągnąć gniew Prusaków i zemstę a zemsta nie dała długo na siebie czekać . Roku bowiem 1220 nawał pruski [z Pomezanii?] uderzył na nią, przyszedł widać niespodziewanie, bo wielu Polaków znalazło śmierc lub dostało się do niewoli. (…) Klęska była wielka a spotkała nie tylko Polaków, lecz także Krystyna [biskupa Chrystiana] i dobra jego w Prusiech położone [m.in. na Ziemi Sasinów]. Wzgląd na położenie biskupa, oraz okoliczność, że Krystyan [biskup Chrystian], głoszący z upoważnienia papieskiego wojnę świętą przeciw poganom, zdawał się być najodpowiedniejszą osobą nie tylko do obrony wiernych [neofitów] lecz także ziemi chełmińskiej, spowodowały księcia Konrada [Mazowieckiego] i szlachtę miejscową [baronów, rycerstwo i biskupa płockiego; chodzi o traktat łowicki z 5 sierpnia 1222 roku] do wielkich donacji dla niego, oraz do wyposażenia go władzą biskupią w obrębie ziemi chełmińskiej, która należąc do owej chwili do dyecezyi płockiej, tym sposobem została przyłączona do biskupstwa pruskiego. Równocześnie łączyli się książęta, biskupi i panowie polscy do walki z Prusakami [Prusami pogańskimi], bo w latach 1222 i 1223 widzimy ich dążących do ziemi chełmińskiej. Z lat następnych mało posiadamy wiadomości, a z nich tylko tyle poznać można, że misya nie zaniechałą swoich prac w Prusiech. I pokój był zachowany pomiędzy Polską i Prusami; stosunki musiały być nawet dobre, skoro Prusacy w porozumieniu z książętami polskimi i za ich namową rzucają się (1226-1227) na neofitów mieszkających w posiadłościach pruskich książąt mazowieckich”.



Spis Treści. Moja powieść i przerywniki z nią związane:

Ziemia Lubawska zmierzch starych Bogów (ROZDZIAŁ 1 PRASTARA KNIEJA)

Ziemia Lubawska zmierzch starych Bogów (ROZDZIAŁ 2 SPOTKANIE)

Ziemia Lubawska zmierzch starych Bogów (ROZDZIAŁ 3 DROGA DO LUBAWY)

Ziemia Lubawska zmierzch starych Bogów (ROZDZIAŁ 4 W LUBAWIE)

Ziemia Lubawska. Kilka faktów przydatnych dla czytelników powieści.

Ziemia Lubawska zmierzch starych Bogów (ROZDZIAŁ 5 RYCERZ KTÓRY STARA SIĘ PRZESTRZEGAĆ KODEKSU)

Dnia 5 sierpnia Roku Pańskiego 1222 biskup Chrystian otrzymał Ziemię Chełmińską


Autor: Tomasz Chełkowski

Kontakt: 
ziemialubawska@protonmail.com




Wszelkie prawa zastrzeżone!
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz