wtorek, 6 stycznia 2015

Bohaterowie z Ziemi Lubawskiej walczący w powstaniu styczniowym (1863-1864)

Kosynierzy z Powstania styczniowego 1863, foto: Wikipedia/PD-Art
Data 22 stycznia 1863 roku jest ważna dla każdego prawdziwego Polaka, któremu historia Ojczyzny nie jest obojętna. To właśnie w tym dniu wybuchło powstanie styczniowe podczas którego Polak, Litwin i Rusin po raz ostatni walczyli ramię w ramię z najeźdźcą. I choć rozbici i rozbrojeni wykazali się odwagą i poświęceniem. Dziś to może brzmieć dziwnie Polak, Litwin i Rusin? Razem? A jednak! Historia Polski i Litwy walczącej wspólnie z wrogami sięga czasów wielkiego księcia litewskiego Władysława Jagiełły, który w 1386 roku został królem Polski. 

Dalsza integracja naszych krajów nastąpiła 1 lipca 1569 roku na mocy unii lubelskiej, która połączyła Polskę, Litwę, Ukrainę i Białoruś w jeden kraj. Nazwę kraju zmieniono wówczas na Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Wysoki poziom ówczesnej Polski, w której od końca XIV wieku funkcjonowała demokracja szlachecka przyciągał do nas sąsiadów. O wyjątkowości przedrozbiorowej Polski można napisać wiele. Niewątpliwie ważny jest rok 1493 który stanowi początek polskiego parlamentaryzmu. W Piotrkowie odbyły się wówczas pierwsze obrady dwuizbowego sejmu walnego. 

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że bez tej wiedzy nikt nie pojmie podstawowej przyczyny, która w 1863 roku doprowadziła do wybuchu powstania styczniowego, a ponad trzydzieści lat prędzej powstania listopadowego. Co z tego, że ktoś zna na pamięć daty, bitwy i nazwiska przywódców obu powstań, a nie rozumie o co oni walczyli? 


Godło powstania styczniowego


Powyżej widzimy godło powstania styczniowego. Przyjrzyjcie się mu uważnie. Orzeł Biały oznacza Polskę, Pogoń symbolizuje Litwę, a Michał Archanioł był patronem Rusi Kijowskiej, czyli (tak jakby) obecnej Ukrainy. Dostrzegacie to? Powstańcy walczyli o kraj katolicki, wielonarodowy, tolerancyjny dla innych religii, walczyli o istniejącą przed zaborami Rzeczpospolitą. Gdyby było inaczej to chwyciliby za broń tylko Polacy z samym Orłem.

Z lekcji historii wiele osób (niestety nie wszyscy) wie, że w XIX wieku podczas powstań narodowych Polacy walczyli o odrodzenie Ojczyzny, chcieli żeby Polska ponownie wróciła na mapy świata. No ok taka wiedza to już coś ale musicie mieć świadomość, że Polacy walczyli o taką Polskę jaka istniała w wiekach XVIII, XVII i wcześniejszych. Polacy pragnęli odzyskać Polskę w granicach istniejących przed I rozbiorem do którego doszło w 1772 roku kiedy to nasi "przyjaźni" sąsiedzi Rosja, Prusy (Niemcy) i Austria odebrali nam znaczną część kraju. Prusy zajęły wówczas między innymi całą Ziemię Lubawską z Nowym Miastem Lubawskim, Lubawą, Lidzbarkiem Welskim, Kurzętnikiem, Bratianem, Tylicami, Radomnem i innymi miejscowościami. Tereny te powróciły do Polski dopiero w styczniu 1920 roku.


Taki obszar zajmowała Rzeczpospolita przed rozbiorami


O bohaterach z Ziemi Lubawskiej...

Granica między Ziemią Lubawską, a zaborem rosyjskim (Kongresówką) przebiegała za Lidzbarkiem Welskim. Postępująca rusyfikacja w zaborze rosyjskim i narastające napięcia społeczne doprowadziły do wybuchu powstania styczniowego, które trwało od 22 stycznia 1863 do jesieni 1864 roku. Walki toczyły się m.in. na terenie Królestwa Polskiego, Litwy (Emilia Plater), Rusi i Żmudzi, a więc daleko od Ziemi Lubawskiej, co nie zmienia faktu, że wielu lokalnych patriotów ruszyło z pomocą rodakom walczącym w sąsiednim zaborze. Z opisywanych terenów szły na południe całe rzesze ochotników, kupców, duchownych, nauczycieli i urzędników, którzy przekradali się przez lidzbarskie lasy i rzekę Działdówkę, aby zasilić szeregi walczących powstańców. Jednym z takich bohaterów był Jan Fryderyk Wandel oficer o pseudonimie Ewald, który stanął na czele Czwartej Kompanii Lubawskiej składającej się z lokalnych patriotów, mieszkających na Ziemi Lubawskiej i Mazurach. Kompania dowodzona przez Ewalda składała się z ok. 400 ludzi wśród których byli strzelcy, kosynierzy i kilkudziesięciu jeźdźców. 

Najlepszym wyposażeniem mogli poszczycić się strzelcy uzbrojeni w nowoczesne belgijskie sztucery, w nieco gorszej sytuacji znajdowali się kosynierzy, którym brakowało kos. Z tego powodu w starej kuźni Sobocińskiego (weterana – kosyniera), stojącej na skraju wsi Rybno, przy wschodniej granicy Ziemi Lubawskiej, naprawiano stare kosy i oddawano je kosynierom z Czwartej Kompanii Lubawskiej.

W nocy z 30 na 31 marca 1864 roku mały oddział dowodzony przez Jana Fryderyka Wandela wyruszył w stronę południowej granicy Ziemi Lubawskiej. Ewald chciał przeprawić się przez rzekę Działdówkę i wkroczyć na tereny Królestwa Polskiego (Kongresówki, zaboru rosyjskiego). Liczył, że w mrokach nocy uda mu się ominąć wojska graniczne i dołączyć jednej z kilku armii partyzanckich. Niestety wkrótce po przekroczeniu granicy Czwarta Kompania Lubawska została zaatakowana przez rosyjską straż graniczną. Po dzielnej walce poległo 17 powstańców, 8 poniosło ciężkie rany, a 58 dostało się do rosyjskiej niewoli. Nielicznych uciekinierów złapano po jakimś czasie. Dowódca dzielnego oddziału z Ziemi Lubawskiej został stracony 2 kwietnia 1864 roku w Mławie. Teofil Ruczyński w następujący sposób opisuje śmierć Ewalda: „(…) wśród słonecznego kwietniowego poranka przed plutonem egzekucyjnym na rynku mławskim stanął Ewald. Nie pozwolił zawiązać sobie oczu. Nim rozbrzmiała salwa spojrzał wokoło, jak gdyby tym ostatnim spojrzeniem chciał pożegnać polską ziemię, o której wolność walczył. Tak zginął Ewald, ostatni dowódca ochotniczego oddziału lubawskiego. Wódz dzielny, ale niefortunny”.

Z obszaru Ziemi Lubawskiej wiele osób przedarło się przez granicę i ruszyło z pomocą walczącym powstańcom. Ewald był jednym z wielu bohaterów tamtych dni. Innym był doktor Teofil Rzepnikowski, założyciel Banku Ludowego w Lubawie i lokalny działacz niepodległościowy. Poza nim szeregi powstańców dowodzonych przez Romualda Traugutta (dyktatora powstania) zasilili m.in.: Antoni Kamiński, Antoni Miecznikowski oraz Władysław Wysakowski z Lubawy; Stanisław Skolmowski z Targowiska, Pierzyński ze Złotowa, Franciszek Stecki z Boleszyna, Teodor Dembiński oraz Władysław Somerau z Tylic i wielu innych. Ludzie ci należeli do różnych środowisk i wykonywali rozmaite zawody. Wśród nich byli zarówno biedni jak i bogaci, oczytani i nieoczytani, wykształceni oraz tacy, którzy nie potrafili pisać i czytać. 

Pierwszymi mieszkańcami Ziemi Lubawskiej, którzy wzięli udział w powstaniu byli prawdopodobnie uczniowie prywatnego progimnazjum księdza Hunta w Kurzętniku. Jednym z nich był Mieczysław Brzozowski z Wlewska, który 29 lipca 1863 roku zmarł w Dziwach koło Kuczborka z powodu odniesionych w powstaniu ran. Innym uczniem progimnazjum był Bonawentura Splettstosserow ze Słupa (koło Lidzbarka), któremu udało się wrócić po powstaniu do rodzinnej wsi.

Poza wyżej wymienionymi osobami w powstaniu styczniowym wzięli jeszcze udział mieszkańcy wsi Krzemieniewo (Ziemia Lubawska, klucz kurzętnicki). Byli to Bonawentura Splettstösser, syn nauczyciela z Krzemieniewa i uczeń progimnazjum w Kurzętniku. W powstaniu walczył również chłop z Krzemieniewa Franciszek Sadowski - urodzony w roku 1843, zmarł w roku 1935, był ostatnim żyjącym na Ziemi Lubawskiej uczestnikiem powstania styczniowego. W 1863 roku w wyniku poniesionych ran (w okolicach Płocka) stracił oko i ucho. Franciszek Sadowski po powstaniu przez dwa lata pracował przymusowo w rocie aresztanckiej przy budowie linii kolejowej Moskwa - Orzeł. Razem z nim pracowali też inni mieszkańcy Ziemi Lubawskiej, którzy prędzej walczyli o odrodzenie Ojczyzny podczas powstania styczniowego. Byli to m.in.: Teodor Dembiński z Tylic, Stanisław Skolmowski z Targowiska i Józef Otremba z Mikołajek. Po dwóch latach ciężkiej przymusowej pracy Franciszek Sadowski został przekazany władzom pruskim, które kazały mu się osiedlić w Sampławie (nie pozwolono mu wrócić do rodzinnego Krzemieniewa).

Chciałbym jeszcze wspomnieć o polskim patriocie Józefie Chrzanowskim, który w XIX wieku był właścicielem wsi Gryźliny (Ziemia Lubawska, obecnie powiat nowomiejski). Jest on doskonałym przykładem pokazującym, że w zaborze pruskim bogate polskie rodziny będące często właścicielami wsi bardzo wspierały wszystkie zrywy niepodległościowe. Warto pamiętać, że rodzina Chrzanowskich oraz inne rodziny, które były właścicielami ziemskimi czynnie działały w obronie polskości (chroniły Polaków przed germanizacją). Oczywiście surowo zapłacili za swoją pro-Polską postawę. Chrzanowscy wspierali jak mogli Polaków walczących w powstaniu styczniowym, a po zakończeniu powstania mimo strachu przed władzami niemieckimi udzielili powstańcom schronienia w swoim dworze w Gryźlinach. Na konsekwencje nie trzeba było długo czekać. Po zakończeniu powstania styczniowego represje wobec Polaków w zaborze pruskim, a więc m.in. na Ziemi Lubawskiej, bardzo się nasiliły. Władze niemieckie skupiły się na ekonomicznym wyniszczeniu polskich właścicieli ziemskich takich jak rodzina Chrzanowskich. Taktyka Prusaków (Niemców) była prosta, robili wszystko co tylko możliwe aby doprowadzić polskich właścicieli ziemskich do bankructwa i wykupić ich majątki. Zaborcy powołali w tym celu Pruską Komisję Kolonizacyjną, która w 1890 roku podczas publicznej licytacji przejęła majątek rodziny Chrzanowskich.

Straszne, prawda? Najpierw władze niemieckie doprowadziły rodzinę Chrzanowskich (oraz wiele innych polskich rodzin) do bankructwa, a potem w publicznej licytacji kupiły od nich za grosze cały majątek Gryźliny. Żona Józefa Chrzanowskiego nie wytrzymała, kara za pomaganie Polakom podczas powstania styczniowego była zbyt dotkliwa. W końcu stracili cały swój majątek. Pani Chrzanowska zmarła tydzień po licytacji, a jej mąż Józef Chrzanowski, były właściciel Gryźlin wyjechał z czterema córkami i zamieszkał w Drzycimiu. 

Rzeczpospolita odzyskała niepodległość dopiero po I wojnie światowej w roku 1918 ale tereny Ziemi Lubawskiej włączono do niej po uprawomocnieniu się postanowień traktatu wersalskiego w styczniu 1920 roku. Żyjący uczestnicy powstania styczniowego oraz ich rodziny zostali natychmiast otoczeni opieką państwa, była to jedna z pierwszych decyzji marszałka Józefa Piłsudskiego. Powstańcy styczniowi otrzymali stałą rentę oraz mieszkania państwowe. Byli stawiani za wzór, a mieszkańcy II Rzeczypospolitej traktowali ich z wielką czcią i szacunkiem. To byli prawdziwi bohaterowie. Bycie krewnym uczestnika powstania styczniowego stanowiło powód do dumy. Stanisław Sadowski w II RP otrzymał tytuł weterana powstania styczniowego i tak jak każdemu weteranowi przyznano mu stopień podporucznika Wojsk Polskich, specjalny ubiór składający się z surduta, spodni, płaszcza i czapki.

Poza Lubawą ważną rolę w powstaniu styczniowym odgrywał Lidzbark Welski, położony w południowej części Ziemi Lubawskiej, blisko granicznej rzeki – Działdówki. Falkowski Jan pisze, że miasto to miało strategiczne położenie i dlatego stanowiło punkt magazynowania i przerzucania broni. Z Lidzbarka i okolicy wielu lokalnych patriotów przedostawało się przez granicę, aby podobnie jak Ewald spróbować dołączyć do jednego z oddziałów partyzanckich i wziąć udział w powstaniu. Właśnie tak było 9 lutego 1863 roku we wsi Wlewsk położonej pod Lidzbarkiem Welskim. Władze pruskie ostrzelały wówczas, z karabinu maszynowego ochotników, którzy chcieli dostać się na teren Królestwa Polskiego. Raniono wielu niedoszłych powstańców, a ci którym nie udało się uciec zostali aresztowani i osadzeni w więzieniu w Brodnicy. Mimo tej wpadki szacuje się, że w marcu 1863 roku granicę na rzece Działdówce przekroczyło około dwustu ochotników z Ziemi Lubawskiej, Warmii i Mazur. Najczęściej byli to zwykli ludzie, rzemieślnicy, robotnicy zatrudnieni przy spławie drewna oraz inteligencja reprezentowana m.in. przez lekarzy i nauczycieli. Przez cały okres powstania władze pruskie przeprowadzały u podejrzanych osób rewizje i najczęściej je aresztowały. Taki los spotkał m.in. Władysława Różyckiego z Wlewska, który był członkiem Towarzystwa Rolniczego Ziemi Michałowskiej co wystarczyło by wzbudzić podejrzenia władz zaborczych.

W walkach powstańczych na terenie Królestwa Polskiego wzięło udział ponad 200 tys. patriotów z terenu Królestwa Polskiego, Ziemi Lubawskiej, Warmii oraz Mazur. Stoczono ok. 1200 bitw i potyczek. Oddziały powstańcze były słabo uzbrojone i miernie przeszkolone, w przeciwieństwie do 300 tysięcznej armii rosyjskiej. W powstaniu poległo ok. 20 tys. Polaków, a po jego upadku stracono na szubienicach ok. 1000 osób, kilkaset zmarło w więzieniach, ok. 30 – 40 tys. zesłano w głąb Rosji, pozostałych, czyli ok. 10 tys. osób zmuszono do emigracji.


"Idea narodowości jest tak potężną i czyni tak wielkie postępy w Europie, że jej nic nie pokona" - Romuald Traugutt



Bibliografia:

Grabowski Stanisław, Z dziejów Kurzętnika i okolic, Warszawa 2008.

Powstanie styczniowe [w:] Dzieje Polski – Atlas ilustrowany, wydawca Demart SA, Warszawa 2008.

Ruczyński Teofil, Ziemia Lubawska w powstaniu styczniowym, w setną rocznicę heroicznego zrywu narodu, Olsztyn 1973.

Ruczyński Teofil, Opowiadania z pogranicza, Łódź 1973.

Falkowski Jan, Ziemia lubawska, Toruń 2006.

Śliwiński Józef, Lubawa z dziejów miasta i okolic, Olsztyn 1983.

Klemens Edward, Lidzbark Welski. Dzieje miasta i gminy, Warszawa 1992.

O symbolach narodowych słów kilka



Ostatnia aktualizacja artykułu: 02-08-2016


Autor: Tomek

Kontakt: 
ziemialubawska@protonmail.com






Wszelkie prawa zastrzeżone!
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)

3 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy artykuł, dobrze napisany. Zdecydowanie zgadzam się z częścią pierwszą, część druga była po prostu interesująca. Niestety nacjonaliści polscy wiedzą swoje i z wszelką tolerancją im nie po drodze. A szkoda, bo to jest właśnie dziedzictwo Rzeczpospolitej Trzech Narodów (polecam Jasienicę, wg niego największym błędem Unii Polsko-Litewskiej było nierozszerzenie praw na trzeci podmiot: Ukrainę). I ja się z nim zgadzam. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto tu wspomnieć że grób uczestnika Powstania styczniowego jest do dziś na cmentarzu parafialnym w Sampławie. I tu mój apel aby zadbać o ten grób, może postawić pomnik, aby pamięć o takich ludziach pozostała na zawsze. Moje starania niestety nie przyniosły efektu. Sam osobiście w miarę możliwości sprzątam i dbam o ten grób. Pozdrawiam Janusz Laskowski janlask@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło jest mnie poinformować,że weteran 1863 roku śp. Franciszek Sadowski doczekał się pomnika granitowego na cmentarzu w Sampławie. Należą się słowa uznania dla wszystkich którzy do tego się przyczynili. Z poważaniem Janusz Laskowski janlask@wp.pl

      Usuń