czwartek, 6 grudnia 2012

Dzielni strażacy z Ziemi Lubawskiej



Zabytkowa sikawka OSP Gwiździny.
Najstarsza miejska Ochotnicza Straż Pożarna (OSP) na Ziemi Lubawskiej powstała w 1885 roku w Nowym Mieście Lubawskim, kolejną utworzono w 1889 roku w Lidzbarku Welskim oraz w 1895 roku w Lubawie. Jeśli zaś chodzi o wiejskie straże na Ziemi Lubawskiej to bez wątpienia jedną z najstarszych jest założona w 1891 roku OSP w Kuligach (gmina Grodziczno).

Na chwilę obecną nie dysponujemy materiałem, który by pozwolił ustalić  dokładną datę powstania straży w Gwiździnach (wsi położonej w okolicy Nowego Miasta Lubawskiego), najbardziej odległa w czasie wzmianka dotycząca sikawki gaśniczej oraz remizy strażackiej zbudowanej w tej miejscowości pochodzi z lat 90 – tych XIX wieku. Oznacza to, że istniała już wówczas jakaś zorganizowana grupa ludzi odpowiedzialna za gaszenie pożarów. Gdyby udowodniono, że grupa ta była zarejestrowaną Ochotniczą Strażą Ogniową to wówczas OSP w Gwiździnach zaliczałaby się do najstarszych na Ziemi Lubawskiej. W pozostałych wsiach straże powstały w: Skarlin 1900 rok, Radomno 1902 rok, Nowy Dwór 1903 rok, Mroczno 1905 rok, Mroczenko 1906 rok, Jamielnik 1919 rok, Marzęcice 1912 rok, Łąkorz rok 1923, Tereszewo 1926 rok oraz w Bratianie w roku 1926.


Zarys historii
            Historia pożarnictwa na Ziemi Lubawskiej jest niezwykle bogata. Najstarsze ochotnicze straże powstały na tych terenach w drugiej połowie XIX wieku. Były to czasy, w których Polska, nasza Ojczyzna nie istniała, a Ziemia Lubawska w całości należała do pruskiego zaborcy. Niemcy mimo licznych prób nie dali rady Nas zgermanizować, nie udało się zniszczyć polskiej kultury, na próżno zakazywano Polakom w zaborze pruskim (i m.in. na Ziemi Lubawskiej) mówić, czytać i modlić się w języku polskim.
            Nie ulega wątpliwości, że gdyby w okresie zaborów udało się zniszczyć polską kulturę i religię to dziś polski by nie było, nie odrodziła by sie po I wojnie światowej w roku 1918. Powinniśmy więc pamiętać komu zawdzięczamy to, że odzyskaliśmy Niepodległość (11 listopada 1918 roku) oraz walczyliśmy w jej obronie w latach 1939 - 1945 (okres II wojny światowej). Musimy pamiętać o pokoleniach polaków, które przez cały wiek XIX walczyły o odzyskanie wolności o przywrócenie Polski na mapie Europy.
            Powyższe słowa są potrzebne dla zrozumienia tematyki strażackiej. Ochotnicze Straże Pożarne (OSP), które licznie powstawały w drugiej połowie XIX wieku we wszystkich trzech zaborach, były ostoją polskości - szczególnie w małych miejscowościach i we wsiach. W zaborze pruskim we wsiach Ziemi Lubawskiej pierwsze OSP, zwane wówczas Strażami Ogniowymi bądź ochotniczymi Strażami Ogniowymi tworzyli okoliczni mieszkańcy. Druhowie aktywnie działali na rzecz polskiej kultury, edukowali mieszkańców jak powinni zabezpieczać swój dobytek przed pożarami, a w swoich remizach organizowali imprezy i spotkania kulturalne.
W XIX i na początku XX wieku na Pomorzu, do którego zaliczamy całą Ziemię Lubawską, Straże Ochotnicze były jednymi z nielicznych legalnych organizacji, które obok Towarzystw Czytelni Ludowych oraz Towarzystw Gimnastycznych „Sokół”[1] były ostoją polskości. Bardzo ciekawy tekst dotyczący pierwszych ochotniczych jednostek pożarniczych (w drugiej połowie XIX wieku) znajduje się w czasopiśmie Strażak, jego treść jest następująca: „Choć kierownictwo straży ogniowych najczęściej sprawowali osadnicy i koloniści niemieccy, to jednak podstawowy trzon oddziałów bojowych rekrutował się z Polaków i oni nadawali strażom w swej istocie charakter”. Możemy śmiało stwierdzić, że OSP tworzone pod zaborami były organizacjami służby publicznej. Szczególnie na wsi organizacje tego typu swoją działalnością dawały przykład mieszkańcom, kultywowały i rozwijały uczucie troski o dobro innych oraz zdjęły z mieszkańców obowiązek stawiania się w miejscu pożaru. Wiejscy oraz miejscy strażacy ochotnicy przyczynili się do rozwoju wiedzy o zwalczaniu pożarów, tłumaczyli mieszkańcom jak powinni się zachowywać w kryzysowych sytuacjach, stanowili coś w rodzaju elity ochraniającej wiejską gromadę oraz mieszkańców miast przed ogniem i klęskami żywiołowymi.

Sprzęt strażacki w okresie zaborów
W drugiej połowie XIX wieku, dzięki rozwojowi technicznemu zaczął pojawiać się coraz bardziej profesjonalny sprzęt przeznaczony do walki z ogniem. Członkowie państwowych i ochotniczych straży ogniowych w zaborze pruskim, w bogatszych wsiach i miastach mieli do dyspozycji m.in. sikawki pomostowe i kołowe, jedno- i dwuosiowe. Poza tym bardzo dużą popularnością w zaborze pruskim cieszyły się sikawki konne niemieckiej produkcji Gustava Evalda z Kostrzynia nad Odrą, które były wykorzystywane przez strażaków jeszcze po II wojnie światowej.





Górny rysunek przedstawia XIX wieczny beczkowóz dwukołowy, jednokonny o pojemności ok. 500 l. Na rysunku dolnym widzimy wyprodukowaną w drugiej połowie XIX wieku sikawka dwucylindrowa o podwoziu jednoosiowym doczepiana do wozu rekwizytowego (fot. Giziński Stanisław, Pożarnictwo Pomorza Nadwiślańskiego…, s. 415)






Ochotnicza Straż Pożarna w Gwiździnach
Początki jednostki pożarniczej z Gwiździn są owiane nutką tajemnicy. Na chwilę obecną (6 grudnia 2012 roku) nie znamy dokładnej daty powstania jednostki. Najstarsza znana nam wzmianka zapisana w szkolnej kronice pochodzi z ostatnich lat XIX wieku. Ówczesny kierownik szkoły, Niemiec Franz Lahsmann, który prowadził kronikę od 20 IV 1894 do 1 VI 1899 roku zapisał, że „w ostatnim czasie została zbudowana przy wiejskiej kuźni remiza strażacka, żeby sikawka pożarna była w każdej chwili do dyspozycji mieszkańców w przypadku pożaru”. We wsi była więc sikawka, którą zakupiono jeszcze przed wybudowaniem remizy. Mało prawdopodobne jest to, że w razie pożaru gaszono ogień w myśl zasady „kto pierwszy dobiegnie do sikawki ten gasi”. Moim zdaniem sołtys oraz dziedzic z majątku (folwarku) w Gwiździnach wybrali kilka osób, które stworzyły pierwszą straż ogniową we wsi.

Prawdopodobnie twórcą pierwszej straży ogniowej, a później Ochotniczej Straży Pożarnej był dziedzic z majątku w Gwiździnach, którym od 1854 był kapitan Conrad, a po nim od 1886 do 1899 roku jego syn, porucznik Ernst Conrad. Zasługi pierwszego ze wspomnianych dziedziców są bardzo duże. Kapitan Conrad odbudował stary dwór na majątku we wsi, kazał rozebrać zniszczone upływem czasu budynki, a w ich miejsce wznieść nowe, powiększył majątek kupując 10 chat chłopskich (prędzej należących do wsi) i przyczynił się do rozwoju majątku, a później wsi – m.in. dzięki niemu powstał nowy trakt (droga) z Gwiździn do Nowego Miasta Lubawskiego. W Kronice Szkoły w Gwiździnach odnotowano, że za jego rządów ilość mieszkańców folwarku wzrosła do 160, a wsi do ok. 500. Dla porównania obecnie wieś, łącznie z terenami po dawnym majątku liczy ok. 800 mieszkańców. Jest wielce prawdopodobne, że dziedzic ten chcąc zadbać o dobrze prosperujący majątek oraz przylegającą do niego wieś w okresie swoich rządów (1854 – 1886) zakupił wzmiankowaną w kronice sikawkę pożarniczą.


Przedwojenne zdjęcie z członkami Ochotniczej Straży Ogniowej w Gwiździnach przy nieistniejącej już remizie, która znajdowała się obok kuźni za szkołą. Po wojnie oba budynki należały do kowala Władysława Jabłońskiego. Niestety tożsamość większości z tych osób pozostaje dla nas tajemnicą. Wiemy tylko, że w przedostatnim rzędzie od prawej stoi Dąbrowski, obok niego Konstanty Kopański (Kostek); czwarty od prawej w tym samym rzędzie to Leonard Domżalski, sołtys wsi, któremu w kwietniu 1939 roku spłonął dom kryty strzechą. W pierwszym siedzącym rzędzie (na krzesełkach)  po lewej stronie tajemniczej postaci w kapeluszu (nauczyciela? Wójta?) w czapce, bez munduru siedzi Jan Cegielski – w jego domu, w latach 1934 – 1937, znajdowała się opisana prędzej kaplica, w której odprawiano Mszę św. (fot. Krzysztof Kliniewski).


Ochotnicza Straż Pożarna w Marzęcicach
Działalność jednostki zapoczątkowały dwie osoby Antoni Rzemiński i Alojzy Kozłowski. Obaj byli mieszkańcami wsi, pierwszy posiadał własne gospodarstwo, a drugi był kowalem. Dzięki ich staraniom w 1910 roku w Marzęcicach powołano Oddział Samoobrony Przeciwpożarowej, który przez dwa lata ćwiczył i prowadził zbiórkę pieniędzy na profesjonalny sprzęt gaśniczy.

W Kronice OSP Marzęcice znajduje się informacja, że w pierwszych latach swojej działalności członkowie Oddziału nie dysponowali żadnym sprzętem, co nie oznacza, że w XIX wieku i prędzej takiego sprzętu tu nie było. Pewne jest to, że dopiero w 1912 roku dzięki działaniom podjętym ponownie przez Antoniego Rzemińskiego i Józefa Kozłowskiego rozpoczęto zbiórkę pieniędzy na zakup sprzętu. Zakupiono wówczas: sikawkę o ciągu konnym i dwa beczkowozy o pojemności 800 litrów. Rolę remizy na początku spełniało prywatne mieszkanie, w którym druhowie trzymali swój sprzęt. Dopiero po roku udało się wybudować oddzielny budynek, w którym przechowywano sikawkę i beczkowozy. Rok 1912, w którym udało się zakupić sprzęt umożliwiający profesjonalne gaszenie pożarów symbolicznie uznano za datę oznaczającą początek istnienia jednostki w Marzęcicach.

W okresie międzywojennym OSP w Marzęcicach brała udział w kilku akcjach gaśniczych. Jedną z większych było gaszenie zabudowań majątku w Nawrze w 1932 roku. Druhowie z Marzęcic przybyli na miejsce jako pierwsi i uratowali majątek dziedzica. Starosta nowomiejski nagrodził ich pochwałą oraz darami materialnymi w postaci: 6 hełmów bojowych, 6 toporów, 6 kompletów materiału na mundury, 2 linek ratowniczych i 2 tys. złotych.




Najstarsze zachowane zdjęcie Członków Ochotniczej Straży Pożarnej z Marzęcic. Zrobione w latach 1963 – 1967. Pierwszy rząd od lewej: Stanisław Morenc, Alojzy Kozłowski, Anastazy Płoski, ... Ochocki (prezes powiatowy Związku OSP), Jan Olszewski (naczelnik OSP w Marzęcicach), Józef Morenc, Józef Orzepowski. Drugi rząd od lewej: Władysław Kurkiewicz, Józef Zapolski, ... Tchorzewski, Franciszek Rau, Jan Płoski, Bernard Kowalski (fot. Kronika OSP Marzęcice).


Kilka zdjęć z jednostki OSP w Marzecicach, zrobiłem je swoją lustrzanką cyfrową Canon 350D:


Członkowie Ochotniczej Straży Pożarnej w Marzęcicach


Zabytkowy sprzęt. Sikawka pochodzi z pierwszej połowy XX wieku. Druhowie z OSP w Marzęcicach korzystali ze sprzętu tego typu do 1957 roku. Później otrzymali swoje pierwsze auto i weszli w nową erę koni mechanicznych












[1] Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”. Organizacja ta ma ogromne zasługi w obronie polskości na Ziemi Lubawskiej. W latach 1893 – 1939  „Sokół” wychowywał m.in. lubawską młodzież, „wpajał” jej hasła niepodległościowe oraz dbał o jej zdrowie i rozwój fizyczny. W czasach zaboru pruskiego był nie tylko organizacją gimnastyczną, ale także ogólnospołeczną, promującą wartości patriotyczne. Przez wiele lat była to jedyna pod zaborem pruskim i w Rzeszy Niemieckiej organizacja polska krzewiącą kulturę fizyczną. Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” wypracowało własny system gimnastyczny oraz stworzyło podstawy ruchu sportowego na Pomorzu. Poza zajęciami sportowymi „Sokół” prowadził, wśród młodzieży, akcję oświatową w duchu narodowym, a w latach poprzedzających wybuch pierwszej wojny światowej rozpoczął szkolenia paramilitarne, które miały przygotować młodzież do walki o niepodległość Polski.  Poza tym członkowie „Sokoła” uczestniczyli czynnie w działaniach zbrojnych w latach 1918 – 1921, szkolili przyszłe kadry administracji państwowej, policji i wojska. Sokola idea, hasła i praca wychowawczo - sportowa w okresie międzywojennym przyciągnęła szerokie rzesze polskiej młodzieży. Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” działało w zaborze pruskim i na Ziemi Lubawskiej do wybuchu drugiej wojny światowej w 1939 roku.



Autor: Tomek

Kontakt: 
ziemialubawska@protonmail.com






Wszelkie prawa zastrzeżone!
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)